Uzasadnienie jak historia choroby
Sędziowie poświęcają nieraz więcej czasu na skrupulatne opisanie przebiegu procesu i przedstawionych dowodów niż na samo orzekanie. Czy muszą? I co zrobić, by to zmienić?
Sądy powszechne rozpatrują około 3 mln spraw rocznie. Do każdego ogłoszonego wyroku sędzia, na wniosek strony, musi sporządzić pisemne uzasadnienie, w którym drobiazgowo opisuje, co po kolei się w procesie działo. Jeden sędzia sądu okręgowego statystycznie sporządza w ciągu pół roku około 35 uzasadnień o objętości od 10 do 40 stron. Napisanie każdego dokumentu zajmuje czas, który należy liczyć w setkach godzin. Na przykład sędzia Beata Najjar, która we wrześniu 2012 r. wydała wyrok w sprawie gangu z Pruszkowa, ma czas na sporządzenie uzasadniania do czerwca 2013 r. Z kolei sędzia Igor Tuleya, który orzekał w głośnym procesie doktora G., otrzymał czas na spisanie motywów swojej decyzji do początku maja.
Sytuacja jest szczególna w przypadku sądów karnych. W ich orzeczeniach można znaleźć informacje, jak nazywało się wino, które pili oskarżeni, czy jakiego koloru majtki miała poszkodowana. Zdarza się, że sędziowie I instancji potrafią także omawiać takie dowody jak zaświadczenia z Krajowego Rejestru Karnego. Trzy zdania poświęcają temu, że takie zaświadczenie zostało sporządzone przez odpowiednią osobę, urzędnika, osoby zaufania publicznego itd.
O tym, że jest źle, wiedzą wszyscy - sami sędziowie, Krajowa Rada Sądownictwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Każdy ma pomysł na uzdrowienie sytuacji. MS już w październiku 2012 r. proponowało, by wyroki w drobnych, nieskomplikowanych sprawach cywilnych były nagrywane. Strona otrzymywałaby na swój wniosek transkrypcję. Choć propozycja przyjęta była entuzjastycznie, dotąd nic się nie zmieniło.
@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.070000400.811.jpg@RY2@
dr Hanna Gajewska-Kraczkowska, docent w Instytucie Prawa Karnego UW, adwokat
To, jak powinien wyglądać wyrok reguluje ściśle norma art. 424 k.p.k. W mojej ocenie jest to przepis budzący zasadnicze zastrzeżenia. Nie boję się stwierdzić, że przepis ten jest dysfunkcjonalny, czyniący z niezawisłych i samodzielnych z zasady sędziów jego niewolników. Moja opinia uzasadniona jest tym, że w przypadku gdy sędzia pierwszoinstancyjny nie sprosta wymaganiom wskazanego przepisu, sąd odwoławczy nader łatwo może wyrok uchylić, wskazując, że nie poddaje się on kontroli instancyjnej. Skutkiem tej regulacji i narosłej wokół niej praktyki jest to, że sędziowie opisują w uzasadnieniach punkt po punkcie wszystkie zebrane w sprawie dowody, szczegółowo analizując stan faktyczny i odnosząc się nawet do całkowicie marginalnych zeznań, aby - na zakończenie - w kilku słowach stwierdzić, że dowody te były niewystarczające dla przyjęcia, iż oskarżony ponosi winę. Albo też że są wystarczające dla uznania, iż ją ponosi. Taka formuła zdaje się zbliżać uzasadnienie do konstrukcji kalendarium postępowania jurysdykcyjnego, co nie jest tym, czego oczekiwałabym jako teoretyk procesu. Jako praktyk zaś powiedziałabym, że formuła ta jest istną kopalnią zarzutów apelacyjnych, bo w sprawach wieloosobowych łatwo jest znaleźć zeznania lub wyjaśnienia, które sąd w uzasadnieniu pominął. Skoro zaś pominął, to zarzut obrazy art. 424 k.p.k. jest łatwy do skonstruowania.
W uzasadnieniach apelacyjnych uderza to, że referowany jest wyrok pierwszej instancji (znany stronom), następnie zarzuty apelacyjne (znane stronom), a w końcu przedstawiane jest rozumowanie sądu apelacyjnego i jego konkluzje. Proporcja tych części uzasadnienia jest uderzająca, gdyż zdecydowaną większość zajmuje "historia choroby", a diagnoza błędów postępowania bądź stwierdzenie ich braku mieści się w kilku lub kilkunastu zdaniach.
Inną kwestią jest podporządkowanie wywodu sądu orzekającego cytowanym orzeczeniom oraz poglądom doktryny. Nazwałabym to argumentacją LEX-owską. Nie wiem, czy jest to podyktowane potrzebą wsparcia swojego poglądu w danej sprawie autorytetem SN czy SA lub piśmiennictwem, czy wynika to z braku własnego poglądu i jest poszukiwaniem argumentów dla uzasadnienia metodą "kopiuj - wklej". Razi mnie jednak wtórność argumentacji: wszak ani judykaty SN, ani publikacje teoretyczne nie stanowią gotowych wzorców o charakterze uniwersalnym dla konkretnych, dziejących się tu i teraz spraw konkretnych oskarżonych, działających w konkretnych okolicznościach. Niepokoi mnie to, że, jak słyszę od moich byłych studentów i seminarzystów, słuchaczy krakowskiej szkoły sędziów i prokuratorów są oni trenowani w pisaniu uzasadnień na czas, a oceniani pod kątem zgodności ich rozstrzygnięć z przyjętym wzorcem. Czy w efekcie nie zabija to istoty samodzielnego orzekania? Czy nie prowadzi to do zmechanizowania wymiaru sprawiedliwości, który oddala się od sumienia, a zbliża do sztampy?
@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.070000400.812.jpg@RY2@
Jarema Sawiński, sędzia Sądu Okręgowego w Poznaniu, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa
Sposób sporządzania uzasadnień jest obecnie skodyfikowany. Zarówno przepisy postępowania karnego, jak i procedury cywilnej wskazują elementy, które uzasadnienie powinno zawierać.
Uzasadnienie zawierające wszystkie elementy, których wymagają przepisy, jest obecnie swoistym dokumentem sprawozdawczym z tego wszystkiego, co wydarzyło się podczas procesu i w efekcie doprowadziło do wydania takiej, a nie innej decyzji przez sąd.
W każdym uzasadnieniu muszą obowiązkowo znaleźć się ustalenia stanu faktycznego, a więc te wszystkie okoliczności, które doprowadziły do wydania wyroku. Po dokonaniu tych ustaleń sąd zobowiązany jest do wskazania wszystkich dowodów, na których oparł się przy rekonstrukcji stanu faktycznego. Często jest tak, że jedną rzeczywistość różni świadkowie opisują zupełnie inaczej, a czasami wręcz sprzecznie. Sąd musi więc wytłumaczyć w uzasadnieniu wyroku, dlaczego dał wiarę niektórym osobom, a niektórym tej wiary nie dał. Następnie sędzia - zgodnie z przepisami - powinien dokonać kwalifikacji prawnej, a więc uzasadnić, dlaczego dany przepis prawa materialnego został w danej sprawie zastosowany. W sprawach karnych dochodzi jeszcze kwestia omówienia wymiaru kary. Trzeba przedstawić, dlaczego sąd wymierzył karę w takiej, a nie innej wysokości.
Jeszcze więcej pracy ma sąd apelacyjny, który rozpatruje odwołanie.
Sąd II instancji na początku swojego uzasadnienia musi opisać, co dokładnie zrobił sąd I instancji, co napisano w jeden apelacji i co zawiera odpowiedź na apelację. Dopiero po zrelacjonowaniu tego wszystkiego sąd apelacyjny przystępuje do własnej oceny.
W moim przekonaniu absolutnie zbędna jest ta część wstępna, w której pisze się o tym, co w sprawie działo się przed wydaniem wyroku. Uzasadnienie sądu odwoławczego powinno zaczynać się od wskazania, że między stronami doszło do sporu, wydano wyrok I instancji, wniesiono apelację, a sąd apelacyjny czy okręgowy zważył, co następuje. Sąd II instancji powinien odnosić się do zarzutów podniesionych przez stronę w apelacji, a nie opowiadać od początku tego wszystkiego, co się działo, bo od tego jest lektura pozwu, aktu oskarżenia i uzasadnienia sądu I instancji, i można tam znaleźć potrzebne informacje. Opisywanie w kółko tego samego jest stratą czasu i stratą papieru. Jeżeli chodzi o uzasadnienie sądu I instancji - pojawiają się jaskółki, które zwiastują zmiany. W projekcie k.p.k., który został przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną, planuje się wprowadzenie przepisu, który stanowi, że uzasadnienie do wyroku powinno być zwięzłe. W takim zwięzłym uzasadnieniu sąd będzie zobowiązany przedstawiać tylko te najważniejsze motywy, którymi kierował się przy wydaniu wyroku. Oznacza to, że sąd nie będzie musiał już opisywać wszystkich okoliczności faktycznych, ale tylko te, które były fundamentalne dla wydania takiego, a nie innego rozstrzygnięcia. Jest to rozwiązanie dobre, ponieważ wszystkie pozostałe informacje można odnaleźć w aktach. Strona, która będzie składać apelację od tego wyroku, nadal będzie mogła w niej podnieść, że sąd I instancji nie uwzględnił świadka Kowalskiego. W takiej sytuacji sąd odwoławczy, badając sprawę, nie będzie musiał odnosić się do uzasadnienia, tylko na zasadzie reguł logicznych i doświadczenia życiowego oraz analizy akt sprawy będzie mógł dojść do wniosku, że faktycznie sąd I instancji nie wziął pod uwagę tego świadka, co miało wpływ na wyrok. Sąd odwoławczy będzie mógł też orzec, że skarżący nie ma racji, ponieważ zeznania świadka Kowalskiego naprawdę niczego do sprawy nie wnoszą.
Przepis nakazujący pisanie zwięzłych uzasadnień zdjąłby z sędziów obowiązek pisania tasiemcowych uzasadnień, a niekiedy nawet całych noweli, co obecnie bardzo wydłuża tok postępowania w innych sprawach. Czas, który sędzia mógłby poświęcić na orzekanie w innych sprawach, musi ograniczyć, by napisać uzasadnienie do spraw, które już rozstrzygnął.
Jest jeszcze jedno rozwiązanie tej sytuacji. Przepisy można by znowelizować tak, by sąd sporządzał uzasadnienie "pod apelację".
Obecnie po wyroku uzasadnienie wygłasza się ustnie. W tym ustnym uzasadnieniu sędzia wymienia główne motywy, które wpłynęły na to, że orzekł jak orzekł. Strona, która jest zainteresowana rozstrzygnięciem sprawy i jest obecna na ogłoszeniu wyroku, zna podstawowe elementy, dla których sąd tak rozstrzygnął. Z tego powodu do sporządzenia apelacji nie jest jej potrzebne pisemne uzasadnienie. Strona atakująca wyrok powinna napisać apelację, a sąd I instancji w odpowiedzi na ten środek odwoławczy powinien móc przedstawić swój punkt widzenia odnosząc się tylko do zarzutów apelacyjnych. Dopiero te dwa pisma powinny być przesłane do sądu odwoławczego. Jest to odwrócona kolejność. Pisemne uzasadnienie wyroku otrzymywałaby dopiero strona, która wniosła środek zaskarżenia. Wyeliminowałoby to konieczność pisania jałowych uzasadnień sobie a muzom. Często niestety jest tak, że strony wnoszą o sporządzenie uzasadniania, sąd je pisze i na tym sprawa się kończy. Moim zdaniem jest to niepotrzebna i bardzo droga praca sędziego.
Kolejnym z problemów jest to, że uzasadnienia zostały dotknięte plagą cytowania, czego jestem przeciwnikiem. Orzeczenie powinno być pracą autorską sądu. Oczywiście może on podpierać się dorobkiem jurydykatury w sprawach, które są sporne. W takich wypadkach sąd może przyznać, że podziela pogląd zawartym w orzeczeniu Sądu Najwyższego z dnia tego i tego. Jednak nie ma potrzeby przy tym przepisywać połowy tego orzeczenia, ani też na poparcie swoich słów przywoływać 15 kolejnych. Trzeba ograniczyć cytatomanię.
Sędziowie nie powinni też kopiować orzeczeń. Jednak przy tej kwestii należy pamiętać, że czasem zdarzają się stany faktyczne, które są do siebie bliźniaczo podobne i właściwie w tych sprawach sąd używa tych samych argumentów, bo innych nie ma. Nie ma więc nic złego, że wykorzystuje fragmenty uzasadnień swoich lub kolegów za ich zgodą.
@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.070000400.813.jpg@RY2@
Ryszard Sowa, adwokat
Z reguły uzasadnienia orzeczeń sądowych sporządzane są w sposób, który samej stronie nie pozwala rozpoznać, dlaczego zapadł taki wyrok. Sądy, zdaje się, często zapominają, że wyroki winny być zrozumiałe właśnie dla samego ich adresata, a więc stron. Jasność i zrozumiałość wywodu powinna być priorytetem, jednak często reguła ta nie znajduje odzwierciedlenia w treści uzasadnienia. Zwiększa to niezrozumienie zwykłego uczestnika procesu dla sposobu, w jaki funkcjonuje wymiar sprawiedliwości, co na pewno nie sprzyja budowaniu do niego zaufania.
Tymczasem sporządzając uzasadnienie orzeczenia, sędzia powinien mieć na uwadze, poza wymogami jednoznacznie stawianymi przez przepisy danej procedury, do kogo jest ono kierowane. Najważniejszym odbiorcą uzasadnienia nie jest sąd wyższej instancji, badający ewentualnie prawidłowość rozstrzygnięcia, czy też pełnomocnik, który może je kwestionować. Uzasadnienie jako przedstawienie ustaleń i motywów, którymi kierował się sąd, wydając przedmiotowe orzeczenie, powinno być kierowane przede wszystkim do stron występujących w sprawie. To osobom będącym czynnie zaangażowanymi w postępowanie, których sfery życia bezpośrednio dotyka wyrok czy postanowienie, należy się bowiem dokładne wyjaśnienie, dlaczego uznano ich racje lub czemu nie podzielono ich poglądu na sprawę.
Uzasadnienie powinno zatem umożliwić rozpoznanie osobom niemającym wiedzy prawniczej, co zdecydowało, że sąd rozstrzygnął sprawę w ten sposób, a nie inaczej. Nie chodzi tu tylko o sam język czy używaną terminologię, gdyż jego prostota nie powinna być celem samym w sobie. Rzeczą ważniejszą od samego słownictwa jest, w mojej ocenie, sposób, w jaki w uzasadnieniu prezentowany jest proces dochodzenia sędziego do rozstrzygnięcia sprawy. Opis tego procesu powinien być klarowny, a więc bez większych wątpliwości musi dać się w pełni prześledzić i umożliwić rozpoznanie, tego, co w ocenie sądu w całości sprawy było najistotniejsze oraz dlaczego to właśnie te argumenty czy fakty miały dla sądu charakter decydujący. Odnosi się to w szczególności do części prezentującej ustalenia faktyczne sądu. Podstawy faktyczne rozstrzygnięcia prezentują bowiem pewien ustalony przez sąd stan rzeczywistości, którego zaistnienie wywiera lub też nie określone skutki prawne. Częścią tej rzeczywistości byli sami uczestnicy postępowania. Dlatego wyjaśnienie sposobu jej rekonstrukcji jest dla nich szczególnie cenne.
Od tego, czy uzasadnienie pozwala prześledzić w sposób ciągły, jasny i pozbawiony luk tok rozumowania sądu, zależy siła przekonania, że decyzja procesowa była prawidłowa. Lektura uzasadnienia powinna zatem przekonywać uczestnika postępowania, w szczególności tego niezadowolonego z rozstrzygnięcia, że nie ma on racji i wyjaśniać, dlaczego tak jest. Przekonywanie to, aby mogło być w jakiejkolwiek mierze skuteczne, sąd powinien oprzeć na możliwie szczegółowym wyjaśnieniu, dlaczego przyjęto taką wersję przebiegu wydarzeń, a alternatywną odrzucono. Konieczne jest wskazanie, na podstawie jakich dowodów zrekonstruowano stan faktyczny i czemu to właśnie one, a nie inne dowody, w szczególności te przemawiające za inną wersją zdarzenia, uznano za wiarygodne. Uzasadnienie, które nie dostarcza odpowiedzi na pytanie: dlaczego sąd przyjął tę okoliczność za udowodnioną, a wskazującą na przeciwny przebieg wydarzeń pominął, nie będzie nigdy budować po stronie uczestnika postępowania przeświadczenia, że jego sprawa została oceniona w sposób bezstronny, pełny i należyty. Tymczasem z wyrokiem, który będzie niekorzystny dla uczestnika, ale będzie dla niego zrozumiały, stronie łatwiej będzie się pogodzić.
Oczywiście funkcja wyjaśnienia motywów rozstrzygnięcia nie spoczywa tylko na sądzie, ale w równej mierze leży po stronie pełnomocnika, którego powinnością jest wytłumaczenie klientowi, dlaczego sprawa przybrała taki obrót. Jednak należy mieć na uwadze, że okoliczność występowania pełnomocnika w procesie nie powinna mieć wpływu na jakość uzasadnienia. Ponadto uzasadnienie spełniające kryterium jasności i zrozumiałości pozwala stronie samej ocenić, czy reprezentujący ją pełnomocnik nie popełnił błędu lub sam swoim działaniem bądź zaniechaniem nie wpłynął na niekorzystny wyrok. Za przykład może tu służyć prekluzja dowodowa. Samo sformułowanie dla osoby niebędącej prawnikiem nic nie znaczy, jednak zawarcie w uzasadnieniu rozwinięcia, iż dowody zostały przez pełnomocnika złożone po terminie, może być już dla strony ważną informacją pozwalającą na ocenę pracy prawnika.
W kwestiach, gdy zastosowanie prawa materialnego jest tylko prostym następstwem przyjętych przez sąd ustaleń faktycznych, zdecydowana większość uzasadnień nie budzi zastrzeżeń. Jednakże w przypadkach wymagających interpretacji uznawałbym za konieczne wykazanie przez sąd, co zdecydowało, że opowiedział się za danym rozumieniem przepisu, decydującym często o wyniku procesu. Podczas lektury uzasadnienia orzeczeń wymagających wykładni prawa (w szczególności wyboru jednej z wykładni funkcjonujących w orzecznictwie i doktrynie) często odczuwam niedosyt - brak jest bowiem wskazania, jakie konkretne argumenty i motywy stały za przyjęciem danego sposób interpretacji, a za odrzuceniem poglądu przeciwnego, również reprezentowanego w judykaturze czy piśmiennictwie. Sąd w takim przypadku nie powinien ograniczać się do stwierdzenia, że dane zapatrywania podziela, lecz starannie umotywować swoje stanowisko. W sprawie, w której istnieją rozbieżności interpretacyjne, uzasadnienie musi na argumentację stron w sposób profesjonalny odpowiadać, wskazując, dlaczego sąd przyjął inną wykładnię przepisu. Wzorem mogą być w tym zakresie orzeczenia sądów administracyjnych, które same w sobie stanowią pomoc dla podatników przy odczytywaniu normy prawa podatkowego, co ma szczególny walor przy różnym sposobie interpretacji przepisów podatkowych przez przedstawicieli fiskusa.
Ze wskazanych powyżej przyczyn istotne jest, aby sąd orzekający w sprawie przygotowując uzasadnienie, miał na uwadze jego głównych odbiorców, a nie tylko kierował się wyłącznie wypełnieniem formalnych kryteriów określonych przepisami.
Polscy sędziowie sporządzają bardzo obszerne uzasadnienia, a nawet niekiedy całe elaboraty, o obojętności dorównującej pracom magisterskim. Wszystko to, co się wydarzy w procesie, każde wyjaśnienie czy zeznanie jest spisane w formie protokołu. Protokoły te liczą od kilku do kilku tysięcy stron. Następnie w każdej sprawie, także tej z bardzo rozbudowanym stanem faktycznym, sędzia musi omówić każdy dowód, wyjaśnienia czy zeznania świadków.
@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.070000400.814.jpg@RY2@
Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie
Pomimo iż nie jest to dokładnie streszczenie, a jedynie omówienie materiału zebranego w protokołach, zajmuje mnóstwo czasu. Należy pamiętać, że oprócz omówienia stanu faktycznego sędzia musi wyjaśnić też kwalifikację prawną i uzasadnić wymiar kary. Jednak na tym jego praca w danej sprawie się nie kończy. W uzasadnieniu muszą znaleźć się również rozstrzygnięcia kwestii mniej ważnych, np. w przedmiocie kosztów, dowodów rzeczowych. Te dodatkowe postanowienia też muszą być omówione.
W zupełnym kontraście pozostają uzasadnienia przesyłane przez sądy z krajów Europy Zachodniej czy z USA. Pisemne motywy mają bardzo uproszczoną formę. Pamiętam nawet takie uzasadnienie, które było po prostu formularzem. W takim formularzu sędzia jedynie zaznaczał krzyżykami elementy, które brał pod uwagę, orzekając o winie czy wymiarze kary. Praca sędziego ograniczała się do zaznaczenia odpowiedniej kratki. Należy więc zadać pytanie, czy wymienianie takich obszernych motywów w pisemnych uzasadnieniach jest potrzebne.
Orzekając jako sąd odwoławczy, zauważyłem, że uzasadnienia w formie sprawozdań niejednokrotnie nie są w ogóle potrzebne sędziemu mającemu zbadać sprawę w II instancji. Wszystkie potrzebne informacje znajdują się w aktach sprawy. W dodatku sędziowie orzekający w I instancji woleliby wygłaszać ustne motywy, nawet gdyby miało to trwać godziny, zamiast je spisywać.
Z tego powodu propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, żeby nagrywać ogłaszanie wyroków sądów cywilnych w drobnych sprawach i takie nagranie przekazywać stronie zamiast pisemnego uzasadnienia wydaje się strzałem w dziesiątkę. Zdecydowanie resort mógłby rozszerzyć ją tak, by nagrywane były uzasadnienia wygłaszane przez sędziów w sprawach karnych.
Często krytykuje się, że sędziowie w uzasadnieniu cytują orzeczenia innych sądów i poglądy doktryny. Przyznaję, że nie przyłączam się do głosów krytycznych w tym zakresie. Zarówno pełnomocnicy, jak i prokuratorzy bardzo często posługują się metodą "kopiuj - wklej". Nie rozumiem, czemu nie wolno by było sędziom przytaczać fragmentów uzasadnień innych sądów, z którymi się zgadzają. Odwołując się do utartej linii orzeczniczej SN czy sądów apelacyjnych, sędziowie szukają dodatkowej argumentacji dla swoich rozstrzygnięć. Ma to zwłaszcza miejsce w kontrowersyjnych z punktu widzenia prawa sprawach, gdy orzecznictwo i doktryna są podzielone. Ja w takich wypadkach staram się wskazać, że istnieje inny pogląd, z którym się nie zgadzam, i w uzasadnieniu dokonuję konfrontacji argumentów.
To służy nie tylko przestawieniu stanowiska sądu pierwszej I instancji sądowi odwoławczemu, ale ma również wartość wychowawczą. Z tego samego powodu nie widzę też niczego nagannego w cytowaniu literatury, nawet tej przeznaczonej dla studentów. Robi też tak Sąd Najwyższy. Owszem, uzasadnienie staje się quasi-pracą naukową, o czym może świadczyć to, że niektórzy sędziowie pamiętają nawet o przypisach, w których cytują publikacje naukowe. Jednak nie ma w tym nic złego, bo służy to podniesieniu kultury prawnej w Polsce.
Strona, która jest obecna na ogłoszeniu wyroku, zna motywy decyzji sędziego. Do sporządzenia apelacji nie potrzebuje pisemnego uzasadnienia
Słuchacze krakowskiej szkoły sędziów trenują pisanie uzasadnień na czas i pod wzór. Prowadzi to do zmechanizowania wymiaru sprawiedliwości
Paulina Bąk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu