Kto skontroluje kontrolujących?
Mijają kolejne miesiące od zapowiedzi dokonania przeglądu śledztw motywowanych politycznie. Mimo głośnych deklaracji tryby maszyny nie ruszyły
Quis custodiet ipsos custo des? Ta rzymska paremia oddaje dylematy przy budowaniu modelu kontroli śledztw motywowanych politycznie. O tym, na jakim szczeblu prokuratury powinno dochodzić do takiej weryfikacji, muszą decydować dwie kwestie: niezależność procedur kontrolnych i szybkość ich wdrożenia. Z perspektywy niezależności weryfikacji obecnie zarówno Prokuratura Krajowa, jak i prokuratury regionalne powinny być przygotowane na przeprowadzenie audytu. Doszło już do zmian na stanowiskach funkcyjnych, a więc wykluczona jest zależność pomiędzy osobami kierującymi jednostkami odpowiedzialnymi za weryfikacje a samymi weryfikowanymi. Formalnie przynajmniej nie powinno być w tym przypadku konfliktu interesów, chociaż realia nakazywałyby umiejscowić zespół weryfikujący w Prokuraturze Krajowej, podległej bezpośrednio prokuratorowi generalnemu.
Ponadto sprawy motywowane politycznie najczęściej są skomplikowane. Stwierdzenie, że doszło do zmiany kierunku śledztwa, wymaga zapoznania się z niuansami wynikającymi z akt sprawy. Przykładem może być zbieżność zmiany kierunku śledztwa ze zmianą prokuratora. W takiej sytuacji bardziej realne narzędzia do kontroli istnieją po stronie prokuratur regionalnych, które mają dostęp do akt spraw karnych oraz do prowadzących je prokuratorów. Ponadto w ramach jednostek prowadzących istnieje często ogólna wiedza o sposobie prowadzenia spraw. W tych jednostkach należałoby jednak zapewnić dodatkowe kadry, które mogłyby zająć się przede wszystkim procedurami kontrolnymi. Aby nie powstało ryzyko, że prokuratorowi kontrolującemu można by postawić podobne zarzuty.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.