Deportacja z Kartą Polaka
Andrei Kozel uciekł z Białorusi, bo jak twierdzą jego przyjaciele, został skazany na podstawie zeznań wymuszonych biciem. W areszcie ekstradycyjnym czeka na bezprecedensową decyzję polskiego sądu.
Kozel pracował na białorusko-litewskim przejściu granicznym jako celnik. W 2003 roku białoruska milicja zatrzymała Litwina, który zeznał, że dawał celnikom łapówki. Miał płacić po 20 dolarów za każdy przepuszczony na Białoruś samochód. Litwin deklarował, że wiezie auta tranzytem do Rosji, co pozwalało na uniknięcie wysokiego cła.
Białoruska milicja uznała, że wszyscy celnicy, którzy kiedykolwiek postawili pieczątkę w dokumentach Litwina, wzięli łapówki, wiedzieli o procederze i świadomie narazili państwo na straty. W tej grupie znalazł się Kozel. Został skazany w pokazowym procesie antykorupcyjnym.
Zanim jednak do tego doszło, przemytnik z Litwy został wypuszczony. I niemal natychmiast odwołał swoje oskarżenia. Twierdził, że zostały na nim wymuszone. Ale białoruski sąd tylko pierwsze zeznania Litwina potraktował poważnie. Na ich podstawie skazał kilku celników. Kozel, za to, że rzekomo wziął trzy razy po 20 dolarów, dostał wyrok: siedem lat w kolonii karnej o podwyższonym rygorze.
Wyrok był zaoczny, bo Kozel wyjechał z Białorusi. Przebywał w Rosji, a następnie na Litwie, gdzie w 2008 roku wystąpił o azyl polityczny. Ale departament migracji go nie przyznał.
W Sądzie Administracyjnym Okręgu Wileńskiego rozpatrującym skargę na odmowę przyznania azylu ponownie przesłuchano Litwina, którego zeznania o łapówkach stały się podstawą oskarżenia Kozela. Ten powiedział: "Na Białorusi zatrzymano mnie na dobę. Po dobie aresztu przyszli pracownicy milicji i zaczęli mnie bić, kazali napisać, że dawałem łapówki funkcjonariuszom celnym. Powiedzieli, że jeśli tak napiszę, to mnie uwolnią i anulują sprawę, a jeśli tak nie napiszę, to grozi mi 6 lat pozbawienia wolności".
Mimo tej deklaracji przemytnika litewski sąd nie przyznał Kozelowi azylu. Ten odwołał się do sądu wyższej instancji. Zanim jednak zakończyła się ta procedura, 26 października 2009 roku Kozel dostał od konsula RP w Wilnie Kartę Polaka. Miał podstawy, by się o nią ubiegać. Jego matka była Polką. Ma zresztą w Polsce bliską rodzinę.
Na podstawie polskiej wizy i za zgodą władz litewskich w marcu 2010 roku przyjechał do Polski. W Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podpowiedziano mu, żeby wystąpił o kartę stałego pobytu. To sprowadziło na niego kłopoty.
Dzielnicowy poprosił go, by stawił się na komendzie policji w Warszawie przy ulicy Żytniej 31 maja. Kozel myślał, że chodzi o zwykły wywiad w związku z procedurą przyznania karty. Stawił się. - Jest pan zatrzymany - usłyszał. Okazało się, że od stycznia Białoruś ścigała go listem gończym.
Dzień po zatrzymaniu przesłuchał go prokurator, a warszawski sąd okręgowy aresztował na 30 dni. Sędzia uznał wprawdzie wyrok białoruskiego sądu za nadmiernie surowy, ale nie sprawdzał, czy został wydany zasadnie.
- To jeden z wielu wypadków, w których Białoruś ściga uchodźców na podstawie sfabrykowanych zarzutów kryminalnych - mówi "DGP" Marek Bućko, były zastępca polskiego ambasadora w Mińsku, dziś szefujący Fundacji Wolność i Demokracja. Jego zdaniem zwykle dotyka to uchodźców politycznych. Tyle że strona polska traktuje Białoruś jak państwo demokratyczne. A uwzględniając listy gończe wystawiane przez tamtejsze KGB, de facto bierze udział w represjach reżimu Aleksandra Łukaszenki. - Precedensem byłoby wydalenie człowieka z Kartą Polaka, i to takiego, który zadarł z mafią - podkreśla Bućko.
Białoruski Komitet Helsiński potwierdza, że Kozel padł ofiarą sfabrykowanych oskarżeń, ponieważ naraził się ujawnieniem korupcji w białoruskiej Straży Granicznej i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.
Sprawą interesuje się sejmowa komisja łączności z Polakami za granicą. Poseł PO Robert Tyszkiewicz obiecał nam, że zapyta o tę sprawę prokuratora generalnego. Jego zdaniem trzeba wyjaśnić, czy chodzi o próbę uniknięcia odpowiedzialności karnej, czy mamy do czynienia z ofiarą systemu.
Anna Marszałek
anna.marszalek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu