Roman Polański pisze artykuł w swojej obronie
Po raz pierwszy od wrześniowego aresztowania Roman Polański zajął stanowisko w swojej sprawie.
W opublikowanym w niedzielę artykule reżyser stwierdził, że domaganie się przez amerykańskie sądy jego ekstradycji jest "oparte na fałszu".
"Nie mogę dłużej milczeć, ponieważ Stany Zjednoczone chcą mojej ekstradycji przede wszystkim po to, by rzucić mnie na pastwę światowych mediów, a nie by wydać wyrok w sprawie, w której osiągnięto porozumienie 33 lata temu" - pisze reżyser w artykule zamieszczonym na stronie internetowej La regle du jeu (fr. Zasady gry), której redaktorem jest przyjaciel Polańskiego francuski filozof Bernard-Henri Levy.
Polański pisze, że od czasu aresztowania na lotnisku w Zurychu powstrzymywał się od publicznych oświadczeń i prosił swoich prawników o to samo. Stwierdza jednak, że nie może dłużej milczeć, bo żądanie ekstradycji jest oparte na fałszu. Przyznaje, że 33 lata temu został uznany za winnego. Przekonuje, że 42 dni, które spędził w 1977 roku w więzieniu Chino w Kalifornii, miały być uznane za pełen wyrok. - Kiedy wyszedłem z więzienia, sędzia zmienił zdanie - wspomina reżyser.
Polański został zatrzymany na podstawie wydanego w 2005 roku międzynarodowego nakazu aresztowania. Wymiar sprawiedliwości USA zarzuca mu, że w roku 1977 uwiódł 13-letnią wówczas Samanthę Gailey. W stanie Kalifornia czyn lubieżny z nieletnią klasyfikowany jest automatycznie jako gwałt.
W pierwszych reakcjach na list po stronie Polańskiego wystąpiły francuskie media. Dziennik "Liberation" napisał wczoraj, że w tej sprawie "prawo jest pretekstem, a sława Polańskiego prawdziwą przyczyną zajadłości sędziów".
rw
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu