Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zabijali, będą wolni. Zaklinanie prawa serii

25 lipca 2012

Już w 2013 r. zaczną wychodzić na wolność mordercy. Najpierw - w 1988 roku - objęło ich moratorium na wykonanie kary śmierci, a potem skorzystali z dobrodziejstwa amnestii z 7 grudnia 1989 r. Spowodowała ona, że wszystkie niewykonane wyroki śmierci zostały automatycznie zamienione na karę 25 lat pozbawienia wolności

Prawnicy zgodni są co do tego, że osądzeni seryjni mordercy wkrótce wyjdą na wolność, gdyż po odbyciu kary nie można ich dłużej przetrzymywać w zakładzie karnym. - Tak nie postępuje się w państwie prawa, nawet wówczas gdy społeczeństwo nie jest z żaden sposób chronione przed sprawcami najpoważniejszych przestępstw - mówią zgodnie prawnicy.

- Ich kary nie mogły być zamienione na dożywocie, bo w chwili popełnienia przez nich przestępstwa ta kara w Polsce nie istniała. Z tego samego powodu zastosowania do nich nie mają obecne przepisy dotyczące przymusowego leczenia psychiatrycznego - mówi prof. Piotr Kruszyński. - Można jedynie apelować do policji, by obserwowała działania tych osob - dodaje.

Tymczasem urzędnicy zdają się nie dostrzegać zagrożenia. "Ministerstwo Sprawiedliwości oczywiście ubolewa, że tak długa kara pozbawienia wolności nie doprowadziła do resocjalizacji tych skazanych. Trudno jednak znaleźć podstawę konstytucyjną do ponownego skazania lub zastosowania innego środka przymusu wobec osoby, która tylko zapowiada ponowne popełnienie przestępstwa po odbyciu kary więzienia i wyjściu na wolność. Taka zapowiedź nie może być bowiem podstawą do ponownego skazania. Istnieje możliwość poddania skazanego leczeniu psychiatrycznemu w ośrodku zamkniętym na podstawie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, ale tylko na podstawie opinii lekarza orzecznika. Ministerstwo Sprawiedliwości analizuje obecnie rozwiązania stosowane w innych krajach i szuka najbardziej efektywnych rozwiązań chroniących społeczeństwo przed osobami mogącymi stwarzać niebezpieczeństwo po opuszczeniu zakładu karnego" - czytamy w piśmie przesłanym nam przez Patrycję Loose, rzeczniczka Ministra Sprawiedliwości.

Tymczasem są nawet problemy z uzyskaniem informacji, ile osób skazanych na karę śmierci, opuści zakłady karne - służba Więzienna dysponują jedynie liczbą osób skazanych na 25 lat pozbawienia wolności, ale nie potrafi wskazać, ile tych kar zastąpiło skazanie na śmierć.

- Na pewno problem końca kary w stosunku do sprawców poważnych przestępstw. Brak jest spójnego, przemyślanego i przede wszystkim sprawnego systemu wymiany informacji i monitorowania sprawców poważnych przestępstw, zarówno w okresie odbywania kary, jak i po wyjściu na wolność, obejmującego policję, Służbę Więzienna, prokuraturę i sady. Taki system powinien powstać jak najprędzej - ocenia tymczasem dr Michał Gabriel Węglowski z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.070000400.103.jpg@RY2@

Fot. mrek matusiak

prof. Zbigniew Ćwiąkalski karnista, minister sprawiedliwości w latach w 2007 - 2009, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego

Dlaczego sprawcy seryjnych przestępstw wychodzą na wolność? Otóż był okres przejściowy, kiedy to już w Polsce nie wykonywano kary śmierci, natomiast obowiązujące przepisy nie przewidywały kary dożywocia i w efekcie osoby te mogły zostać skazane jedynie na karę 25 lat pozbawienia wolności z możliwością opuszczenia zakładu karnego po odbyciu 15 lat kary. Są jednak osoby, które odbywają karę w pełnym wymiarze 25 lat, to sprawcy seryjnych morderstw. Wkrótce wyjdą na wolność i nie ma żadnej możliwości, aby je zatrzymać w zakładzie karnym, ponieważ kara zostanie wykonana w całości. Natomiast dalsze przetrzymywanie ich w zakładzie karnym byłoby karaniem ich bez sądu.

Jednak gdyby było wiadomo, że ktoś nie został w pełni zresocjalizowany i jest tak samo zdemoralizowany jak przed osadzeniem w zakładzie karnym, co zawsze jest możliwe, to wówczas należy go dyskretnie obserwować. Natomiast nie ma podstaw do tego, aby go nadal izolować. Oczywiście, jeżeli zostanie popełnione podobne przestępstwo jak to, które go poprzednio obciążało, to w pierwszej kolejności może być badane jego alibi. Ale taka sytuacja dotyczy każdego przestępcy, również złodzieja i włamywacza, a nie tylko sprawcy przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.

W stosunku do tych osób z anulowaną karą śmierci nie można nawet zastosować obecnie obowiązujących przepisów (np. art. 95a kodeksu karnego), które umożliwiają dalsze przymusowe leczenie niektórych sprawców (np. przestępstw popełnionych na tle seksualnym) w zamkniętym zakładzie nawet już po odbyciu całej kary. Powód? Przepis art. 95a został wprowadzony do kodeksu karnego dopiero w 2010 roku i dlatego nie może mieć zastosowania do osób, które popełniły przestępstwo przed tą datą. Uważam, że niedobrze się stało, że zanim wprowadzono moratorium na karę śmierci i zanim doszło do zamiany jej na inną karę pozbawienia wolności, nie zostały znowelizowane przepisy kodeksu karnego i nie zostały wprowadzone do niego kara dożywocia, ani dodatkowe wymogi, które polegałyby na dalszym pozbawieniu wolności (np. zamknięciu ich w zakładzie zamkniętym leczącym zaburzenia seksualne) albo ograniczeniu jej. Gdyby tak się stało, wówczas można byłoby zastosować te przepisy do osób skazanych wcześniej na karę śmierci, które po 25 latach opuszczają zakład karny. Wtedy karę śmierci można byłoby zamienić na dożywocie.

Obecnie takie osoby można umieścić ponownie w zakładzie karnym dopiero wówczas, gdy ponownie popełnią przestępstwo. Natomiast w momencie zamiany tych kar istniała luka między karą śmierci a karą 25 lat pozbawienia wolności, która z kolei była najsurowszą karą przewidzianą prawie karnym. Wprawdzie w razie orzeczenia dożywocia skazany może wyjść na wolność wcześniej niż po 25 latach, ale sąd ma prawo określić jeszcze dłuższy okres przebywania w zakładzie karnym tej osoby. Znam na przykład takie przypadki gdy ktoś wyszedł na wolność dopiero po 30, 35, 40, a nawet - po 50 latach.

Nawet uchwalenie teraz nowych przepisów dotyczących sprawców najcięższych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu nie będzie miało wpływu na sytuację osób opuszczających zakłady karne, ponieważ prawo nie może działać wstecz. Natomiast nie ma żadnej potrzeby uchwalania nowych przepisów odnośnie do osób, które teraz popełniają takie przestępstwa, ponieważ istnieje kara dożywocia.

Przepisy nie pozwalają izolować osób, które odbyły całą karę, nawet gdy mają na swoim koncie seryjne morderstwa

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.070000400.104.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

Krzysztof Kwiatkowski, Przewodniczący nadzwyczajnej komisji ds. zmian w kodyfikacji, minister sprawiedliwości w latach 2009 - 2011

W ramach amnestii z grudnia 1989 r. zamieniono ponad 20 kar śmierci na wyroki 25 lat pozbawienia wolności. Były też takie przypadki, jak np. sprawa Trynkiewicza, który dwa razy został skazany na karę śmierci za zamordowanie czworga dzieci. Obecnie przebywa w zakładzie karnym i jest poddawany resocjalizacji na oddziale terapeutycznym dla osób z zaburzeniami seksualnymi w Rzeszowie, ale nie można przewidzieć, w jaki sposób on i inne osoby zachowają się po odbyciu całej kary pozbawienia wolności i opuszczeniu zakładu karnego. Dla większości z nich kary skończą się w 2014 r., tak jest też w przypadku Mariusza Trynkiewicza. Być może niektórzy wyjdą na wolność jeszcze wcześniej, ponieważ każdemu skazanemu został zaliczony na poczet kary pozbawienia wolności również okres przebywania w areszcie.

Po odbyciu kary muszą wyjść na wolność, ponieważ nie ma żadnej możliwości, aby ich legalnie izolować od społeczeństwa. Większość z nich będzie miała wówczas niewiele ponad 50 lat, a więc można przyjąć, że popęd seksualny nadal będzie się u nich utrzymywał, a w dodatku będą silni fizycznie. Tylko niektórzy będą znacznie starsi i będą mieli ukończone 70 lat.

Gdyby te osoby zostały skazane obecnie pod rządami aktualnie obowiązujących przepisów, to opuszczenie przez nich zakładu karnego nie budziłoby żadnych obaw. Po nowelizacji z 2010 r. sprawca przestępstwa popełnionego z pobudek seksualnych, gdy ofiarą jest małoletni, może nawet po odbyciu całej kary pozbawienia wolności zostać skierowany na przymusowe leczenie farmakologiczne obniżające popęd seksualny, a w sytuacji gdy takiemu leczeniu nie chce się poddać lub je przerwie, może wrócić za kraty. Jednakże te regulacje nie obejmują tej grupy , której zamieniono karę śmierci na 25 lat pozbawienia wolności. Gdy osoby te opuszczą zakład karny, to wówczas służba więzienna poinformuje o tym policję w ich miejscu zamieszkania. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że potencjalne niebezpieczeństwo w przypadku tych osób jest bardzo wysokie. Przy okazji pojawi się też drugi problem, że osoby te często nie powrócą już do swojego dawnego miejsca zamieszkania, bo nie mają tam już ani domu, ani rodziny, natomiast w dokumentacji będą podawać adres ostatniego miejsca zameldowania, z którego udawali się do zakładu karnego. W wielu przypadkach jest też tak, że osoby bliskie wyrzekły się jakichkolwiek kontaktów z nimi.

Policja ma obowiązek objąć takie osoby nadzorem policyjnym z uwagi na to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że niektórzy z nich mogą wrócić do swojego procederu. Mam nadzieję, że policja poradzi sobie z tym problemem, nawet wówczas, gdy ta osoba zamieszka w innym miejscu niż pod adresem, który wcześniej wskazała.

Uważam, że w takiej sytuacji, zanim jeszcze te osoby wyjdą na wolność, powinniśmy rozpocząć publiczną dyskusję z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o tym, co zrobić w takich sytuacjach. Oczekiwałbym po tej dyskusji wypracowania pewnych standardów zachowania i modelu postępowania służb mundurowych, w tym policji, w stosunku do osób, które opuszczą zakłady karne po odbyciu tego typu kar pozbawienia wolności, zamienionej z kary śmierci.

Może się zdarzyć też sytuacja, że osoba taka wyjdzie przedterminowo. Dzisiaj ważna jest też diagnoza co do skuteczności resocjalizacji, którą dla konkretnego skazanego może wystawić jego wychowawca więzienny, lekarze, którzy prowadzili zajęcia terapeutyczne, tak jak to ma miejsce w przypadku Trynkiewicza, który znajduje się na oddziale terapeutycznym.

Uważam, że sposób przeprowadzenia amnestii z grudnia 1989 r. był niewłaściwy, a skrajną nieodpowiedzialnością była automatyczna zamiana kary śmierci na karę 25 lat pozbawienia wolności. Jestem zaskoczony, że parlamentarzyści nie przewidzieli konsekwencji. Należało wcześniej zmienić kodeks karny i wprowadzić dożywotnią karę pozbawienia wolności i dopiero później usunąć z niego karę śmierci.

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.070000400.105.jpg@RY2@

Fot. wojciech górski

Roman Nowosielski, adwokat

Przepisami wprowadzającymi kodeks karny z 6 czerwca 1997 r. umożliwiono osobom, którym została wymierzona kara śmierci, zamianę jej na karę 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się po 15 latach (zgodnie z art. 78 par.3 k.k.) o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Przy czym należy zauważyć, że wcześniejsze zwolnienie z odbycia reszty kary nie jest zasadą, lecz tylko wyjątkową nagrodą za właściwą postawę osadzonego. Warunki, jakie musi on spełnić, zanim przed odbyciem całej kary opuści zakład karny, są określone w art. 77 par.1 k.k. obecnie obowiązującego.

Zgodnie z obecnymi przepisami osoba skazana na 25 lat pozbawienia wolności po upływie tego czasu musi opuścić zakład karny, bo nie ma możliwości, aby zatrzymać ją tam dłużej ,niż wynosiła wysokość orzeczonej kary. Aby można było umieścić kogoś przymusowo w zakładzie psychiatrycznym, musi on stanowić zagrożenie dla siebie i dla otoczenia. Nie można jednak zastosować wobec niego dozoru, bo przyznaje się go tylko w stosunku do osób przebywających na warunkowym przedterminowym zwolnieniu. W przypadku tych, którzy odbyli karę w całości, prawo mówi, że należy ich traktować jak osoby całkowicie oczyszczone z popełnionych przestępstw w przeszłości.

Nie jest też tak, że tymi osobami po wyjściu na wolność nikt nie będzie się interesował. Na pewno będzie je obserwowała policja, ale nie w ramach stosowania środków karnych, bo oni już swoją karę odbyli. Dla tych osób istotna jest też pomoc postpenitencjarna ułatwiająca im powrót do życia w sposób, który nie koliduje z życiem innych ludzi. Chodzi o to, by mieli z czego żyć i nie musieli popełnić przestępstwa w celu zdobycia środków na utrzymanie.

Zresztą zwalniany z zakładu karnego skazany (nawet po odbyciu całej kary) sam może zwrócić się do sądu penitencjarnego w trybie art. 167 k.k.w. o zastosowanie względem niego dozoru kuratora sądowego, który mu ułatwi powrót do normalnego życia na wolności. Uważam, że należy nie tylko pomóc skazanemu, lecz także pouczyć osoby pokrzywdzone oraz świadków zeznających na jego niekorzyść w sprawie oraz inne osoby, które mogą być tym zainteresowane, że skazany wychodzi na wolność. Może on bowiem chcieć się zemścić na tych, którzy doprowadzili do jego skazania. Moim zdaniem osoby zagrożone takimi powrotami na pewno powinno się objąć dyskretną ochroną, aby ustalić, czy na pewno nic im nie grozi.

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.070000400.106.jpg@RY2@

Fot. jacek taran

Prof. Piotr Kardas Karnista, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego

Po trwającej wiele lat debacie na temat wykonywania kary śmierci przeważyło stanowisko abolicjonistyczne, które zanim objawiło się w postaci usunięcia z kodeksowego katalogu kary ostatecznej, wymagało podejmowania wielu działań mających na celu rozstrzygnięcie o sposobie postępowania ze sprawcami, wobec których orzeczono karę śmierci. Jednym ze sposobów rozwiązywania była amnestia. Na jej podstawie dochodziło do swoistej zamiany orzeczonej kary śmierci na karę pozbawienia wolności. Poprzez ten zabieg sprawcy uzyskiwali specyficzny bonus. W chwili zamiany kwestie związane ze stanem zagrożenia związanym z osobami sprawców nie stanowiły przedmiotu poważniejszej refleksji, bowiem przez stosunkowo długi okres mieli oni pozostawać w izolacji w warunkach zakładu karnego. Niestety, teraz się okazuje, że ten czas się kończy i osoby skazane na karę śmierci wkrótce wyjdą na wolność.

Nie wchodząc głębiej w rzeczywiste przesłanki orzekania w konkretnych przypadkach kary śmierci, następnie zamienionej na karę 25 lat pozbawienia wolności, które z uwagi na skomplikowany system dyrektyw sądowego wymiaru kary mogły mieć różnorodny charakter, wydaje się, iż podnoszone w tym zakresie obawy oparte są na sceptycznej ocenie możliwości przeprowadzenia w warunkach izolacji skutecznego procesu resocjalizacji sprawców najcięższych przestępstw. Tylko bowiem przyjęcie założenia o nieskuteczności resocjalizacji uzasadniać może obawy związane z zagrożeniem ze strony sprawcy opuszczającego zakład karny po odbyciu kary 25 lat pozbawienia wolności. Czy takie założenie jest w istocie zasadne, to kwestia nad wyraz kontrowersyjna. Trzeba jednak wskazać, że obowiązujące w XX wieku polskie kodyfikacje karne kwestie stworzenia podstaw do specyficznego oddziaływania na sprawców przestępstw po odbyciu przez nich orzeczonej kary regulowane były w różnorodny sposób. Obowiązujący formalnie do końca 1969 roku kodeks karny z 1932 roku oparty był na zasadzie dwutorowej reakcji. Obok możliwości orzeczenia kary, stanowiącej wyraz reakcji na popełniony przez sprawcę czyn, przewidywał także możliwość stosowania specyficznych środków zabezpieczających po odbyciu kary.

Ich istota związana była nie tyle z charakterystyką popełnionego i przypisanego przestępstwa, ile ze stanem sprawcy, raczej niebezpieczeństwem, jakie by stwarzał po opuszczeniu więzienia. Kierując się tymi przesłankami, k.k. z 1932 r. przewidywał możliwość stosowania specyficznych instrumentów skutkujących kolejnym okresem izolacji. W efekcie w przypadku przestępców zawodowych, przestępców z nawyknienia oraz recydywistów istniała możliwość umieszczenia ich w zakładzie dla niepoprawnych. Tę szczególną instytucję określano mianem postpenalnego środka zabezpieczającego o charakterze izolacyjno-eliminacyjnym.

Wraz ze zmianą filozofii prawa karnego, a w szczególności odrzuceniem założeń przyjmowanych przez J. Makarewicza (były właściwe dla szkoły socjologicznej prawa karnego, w której istotną rolę odgrywała kategoria niebezpieczeństwa sprawcy i dominacja postrzegania prawa karnego jako prawa karnego czynu), stopniowo z polskiego systemu prawa rugowano regulacje umożliwiające stosowanie po odbyciu kary kolejnej formy reakcji wymiaru sprawiedliwości, które w istocie skutkowała kolejną izolacją sprawcy. Jakkolwiek w kodeksie karnym z 1969 r. zachowały się pewne fragmenty regulacji umożliwiającej izolację sprawcy po odbyciu kary pozbawienia wolności, to jednak ujęte były z formalnego punktu widzenia zupełnie inaczej niż środki zabezpieczające przewidziane w kodeksie Makarewicza. Inaczej także motywowano zasadność tego typu reakcji. Niezależnie od owych teoretycznoprawnych odmienności umieszczenie w ośrodku przystosowania społecznego przewidzianym w k.k. z 1969 r. pełniło w znacznym stopniu funkcję postpenalnego środka zabezpieczającego. Podobną funkcję, jednak niezwiązaną z elementem izolacyjnym, pełnił nadzór ochronny. Ze środków tych w sposób świadomy zrezygnowano, konstruując kodeks karny z 1997 r. Decyzja prawodawcy uwarunkowana była różnorodnymi czynnikami. Z perspektywy czasu trzeba jednak stwierdzić, iż nie okazała się w pełni skuteczna, na przestrzeni lat bowiem do kodeksu były stopniowo wprowadzone regulacje jednoznacznie nawiązujące do instytucji mających charakter postpenalnych środków zabezpieczających w kodeksie karnym z 1932 r.

Za taki środek można, jak się wydaje, uznać przewidzianą obecnie instytucję postpenalnego środka umieszczenia sprawcy przestępstw seksualnych w zamkniętym zakładzie leczniczym lub skierowania na leczenie ambulatoryjne. Jakkolwiek środek ten ma przede wszystkim charakter leczniczy, to pełni też funkcję izolacyjne. Tak więc od chwili wprowadzenia do polskiego systemu prawa wywołuje on wiele wątpliwości. Jest też przedmiotem poważnych kontrowersji wśród prawników, zarówno przedstawicieli dogmatyki prawa, jak i praktyków. Co więcej budzi również poważne zastrzeżenia i wątpliwości na poziomie konstytucyjnym. Niezależnie od związanych z nim wątpliwości i sporów, w polskim piśmiennictwie nie przedstawiono poważniejszej analizy dotyczącej tej instytucji. W konsekwencji zabrakło poważnych rozważań i analiz poświęconych w ogóle ewentualnej zasadności, konstytucyjnej dopuszczalności i pragmatycznej celowości dwutorowego oddziaływania za pomocą instrumentów prawa. Możliwość i ewentualna celowość stosowania środków zabezpieczających po odbyciu kary, z tego właśnie powodu określanych mianem postpenalnych (wszak reakcja następuje już po wymierzeniu i wykonaniu kary za popełnione przestępstwo), wiąże się z fundamentalnym pytaniem o podstawową zasadę filozofii prawa karnego - czy prawo karne ma być prawem czynu, czy też sprawcy?

W pierwszej perspektywie w zasadzie trudno uzasadniać istnienie w systemie prawa regulacji umożliwiających stosowanie instrumentów skutkujących przymusową izolacją po wykonaniu kary, skoro jej rodzaj i rozmiar adekwatny do wskazań wynikających z ustawowych dyrektyw jej wymiaru, odpowiadać ma w pełni skali reakcji na popełnione przestępstwo. W tym ujęciu, jeżeli podstawą reakcji ma być popełniony przez sprawcę czyn, a nie jego osoba, wykonanie kary eliminuje możliwość stosowania jakichkolwiek dalszych instrumentów, bowiem z założenia zasadzać się one muszą na ocenie osoby sprawcy. Z kolei przyjmując perspektywę prawa karnego sprawcy - właściwą dla szkoły socjologicznej - otwiera się z tego punktu widzenia możliwość istnienia w systemie i stosowania takich instytucji. Zarazem wybór tej opcji wymaga rozważenia konstytucyjnych przesłanek ewentualnego wprowadzenia jej do systemu prawa karnego. Wszystkie te kwestie są nad wyraz sporne. Zarazem z uwagi na zasady wymiaru kary coraz częściej wskazuje się, że zasadnym byłoby uzupełnienie systemu prawa o elementy nawiązujące do regulacji przewidzianych niegdyś w kodeksie karnym z 1932 r. Postulaty te - w określonych okolicznościach wpisujące się w oczekiwania społeczne, związane z realnym lub też wyimaginowanym stanem zagrożenia - powodują, iż zasadne jest podjęcie poważnej debaty. W obecnej sytuacji, gdy na wolność wyjdą sprawcy najcięższych przestępstw, istotne byłoby także głębsze wejrzenie w rozwiązania obowiązujące w innych porządkach prawnych, w których przewidziane są tego typu instytucje.

Debata nad tym środkami, prowadzona z uwzględnieniem konstytucyjnej zasady proporcjonalności i konieczności, może prowadzić do zaskakujących rezultatów. W odniesieniu do pewnej kategorii pojawiać się może potrzeba sięgania do innych niż kara instytucji, zabezpieczających przed stanem zagrożenia naruszeniem lub zniszczeniem dóbr prawnych wynikającym ze stanu niebezpieczeństwa sprawcy. Tym samym, mimo poważnej krytyki instytucji postpenalnych środków zabezpieczających, dzisiaj bynajmniej nie jest oczywiste, że nie istnieje uzasadnienie do ich funkcjonowania w systemie prawa. Reasumując, przy obecnie obowiązujących przepisach nie ma żadnej możliwości izolowania osób, które wychodzą na wolność.

Na podstawie amnestii dochodziło do swoistej zamiany orzeczonej kary śmierci na karę pozbawienia wolności. Poprzez ten zabieg sprawcy, uzyskali specyficzny bonus

Małgorzata Piasecka Sobkiewicz

malgorzata.piasecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.