Dziennik Gazeta Prawana logo

Gdzie są sens i logika

27 czerwca 2018

Kiedy w innych europejskich krajach myśli się o odejściu od instytucji sędziego śledczego, dziwnym trafem w Polsce przeżywa ona prawdziwy renesans. Naprawdę tego nie rozumiem

W publicznej debacie coraz częściej pojawia się pogląd na temat konieczności powrotu sędziego śledczego. Ta instytucja - jak głoszą jej zwolennicy - ma być panaceum na wszystkie choroby polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem wiele z tych osób chyba nie do końca orientuje się, jak ta instytucja funkcjonowała w II RP i jaka była pozycja sędziego śledczego względem prokuratora. Dla lepszego zrozumienia konieczne jest przedstawienie - chociażby w krótkim zarysie - jak przebiegało postępowanie przygotowawcze na gruncie obowiązujących wówczas przepisów kodeksu postępowania karnego.

Pierwszą fazą postępowania przygotowawczego było dochodzenie, które mogło być zainicjowane przez złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, ewentualnie zostało wszczęte z urzędu po uzyskaniu przez policję lub prokuratora informacji o zaistniałym przestępstwie. Policja, która jako pierwsza miała informację o przestępstwie, zabezpieczała ślady i dowody, po czym niezwłocznie zawiadamiała oskarżyciela publicznego. Dochodzenie - którego celem było wyjaśnienie, czy istotnie popełniono przestępstwo, czy można ustalić sprawcę i wreszcie czy jest podstawa, aby oskarżyciel mógł żądać postępowania przed sądem - osobiście lub za pośrednictwem policji prowadził oskarżyciel publiczny, czyli najczęściej prokurator. Dochodzenie polegało na rozpytaniu podejrzanych i osób, które mogą posiadać informacje na temat przestępstwa, sporządzaniu wywiadów oraz na zbieraniu niezbędnych informacji na temat podejrzanego. W dochodzeniu niektóre czynności były jednak zastrzeżone wyłącznie dla sędziego śledczego, mimo że to nie on prowadził dochodzenie. Należały do nich:

przesłuchanie podejrzanego,

przesłuchanie świadka, którego zeznanie miały doniosłe znaczenie, a zachodziła obawa, iż świadek nie będzie mógł się stawić na rozprawę główną,

przesłuchanie świadka z odebraniem przysięgi, gdy zachodziła obawa, iż świadek bez odebrania przysięgi nie złoży prawdziwych zeznań,

decyzja o zbadaniu stanu psychicznego podejrzanego,

orzeczenie grzywny za niestawiennictwo osoby wezwanej przez prokuratora lub policję.

Po zakończeniu dochodzenia, jeżeli prokurator ocenił, że jego wyniki dają podstawę do postępowania sądowego, mógł wnieść akt oskarżenia albo złożyć wniosek o przeprowadzenie śledztwa. Śledztwo prowadził jednak sędzia śledczy. Przy czym warto dodać, że wszczęcie śledztwa było konieczne w sprawach o zbrodnie, należących do właściwości sądów przysięgłych, oraz w sprawach popieranych przez oskarżyciela posiłkowego. W innych postępowaniach było one prowadzone właśnie na wniosek prokuratora, jeżeli tego wymagały zawiłe okoliczności sprawy, lub na wniosek oskarżonego, jeżeli sędzia śledczy uznawał to za potrzebne. Gospodarzem śledztwa był jednak sędzia śledczy i to on sam wykonywał osobiście wszystkie czynności, przy czym prokurator miał prawo być przy nich obecny. Sędzia śledczy przesyłał też popierającemu sprawę prokuratorowi akta zakończonego śledztwa. Prokurator bowiem dokonywał oceny zgromadzonego materiału dowodowego, a następnie mógł: wnieść akt oskarżenia, zwrócić sędziemu akta wraz z wnioskiem o ich uzupełnienie, ewentualnie zwrócić materiał z wnioskiem o umorzenie śledztwa (gdy uznawał, że brak jest podstaw do wniesienia aktu oskarżenia). Przy czym dwa ostatnie wnioski prokuratora były dla sędziego śledczego wiążące. Tak więc o ostatecznym wyniku śledztwa decydował prokurator, choć to nie on gromadził materiał dowodowy.

Musimy sobie zatem zadać pytanie: czemu miałoby służyć wprowadzenie dzisiaj instytucji sędziego śledczego? Na pewno nie przyspieszyłoby to postępowań karnych, a przecież jedną z bolączek polskiego wymiaru sprawiedliwości jest długotrwałość postępowań karnych. Wyobraźmy sobie prowadzenie śledztwa np. w sprawie katastrofy lotniczej czy kolejowej przez sędziego śledczego. Obecnie takie sprawy prowadzą całe zespoły prokuratorów mających przygotowanie kryminalistyczne niezbędne do udziału w oględzinach czy innych czynnościach procesowych. Poza tym, jeżeli prokurator ma popierać przed sądem akt oskarżenia, to lepiej, żeby to prokurator gromadził w śledztwie materiał dowodowy i odpowiadał za jego jakość. U podstaw ówczesnego rozwiązania ustrojowego, że to sędzia śledczy prowadzi śledztwo, legło przekonanie, iż to on przy zbieraniu materiału dowodowego zachowa w większym stopniu obiektywizm niż prokurator. Cóż jednak z tego, że sędzia śledczy był gospodarzem śledztwa, skoro i tak prokurator decydował o tym, czy ma być ono umorzone, czy zakończone skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Musimy przyznać, że w świetle rozwiązań prawnych z okresu II RP odpowiedzialność za postępowanie przygotowawcze rozmywała się. Już wtedy krytykowano ten model, uważając, że sędzia śledczy w wielu przypadkach przejmując akta dochodzenia do śledztwa nie miał możliwości bezpośredniego zetknięcia się z dowodami i dlatego lepiej byłoby powierzyć zadanie prowadzenia całego postępowania przygotowawczego tym organom, który taki kontakt z dowodami miały. Przekonywujący jest natomiast argument, że sąd powinien mieć wyłączność na niektóre decyzje w postępowaniu przygotowawczym lub mieć kontrolę nad takimi decyzjami, jak decyzje o tymczasowym aresztowaniu, przeszukaniu, zatrzymaniu czy zabezpieczeniu mienia. Przepisy obowiązującego kodeksu postępowania karnego taką kontrolę sądową jednak zapewniają. Należałoby więc postawić pytanie: czy sędzia śledczy ma zastąpić sąd, a jeżeli tak, to dlaczego?

Zgadzam się z poglądami tych osób, które twierdzą, że w związku z ogromna liczbą spraw przydzielonych sędziom do orzekania sprawowana przez nich kontrola czynności w postępowaniu przygotowawczym jest dodatkowym obciążeniem i przez to staje się często iluzoryczna. To nie jest przypadek, że Polska przegrywa tak wiele spraw w przedmiocie stosowania tymczasowych aresztowań przed Trybunałem w Strasburgu. Odpowiedzialność za tymczasowe aresztowanie często bowiem się rozmywa. Na gruncie dawnego kodeksu postępowania karnego z 1969 roku tymczasowe aresztowanie stosował prokurator i to on osobiście odpowiadał za tę decyzję. Ta ciążąca na prokuratorze odpowiedzialność (bez możliwości przerzucenia jej na inne organy) powodowała, że środek ten stosowany był z większą rozwagą, a już na pewno nie był nadmiernie przedłużany. Obecnie prokurator kieruje tylko wniosek do sądu, co powoduje, że tych wniosków jest zdecydowanie więcej niż w przeszłości bywało samych decyzji prokuratorskich o tymczasowym aresztowaniu. Sądy z kolei, dysponując małą ilością czasu, nie są w stanie rzetelnie zweryfikować materiału dowodowego i w zdecydowanej większości spraw uwzględniają wnioski prokuratorów. W tej sytuacji zasadne byłoby wyodrębnienie specjalnych wydziałów w sądach zajmujących się kontrolą nad czynnościami prokuratorów w postępowaniu przygotowawczym. Takie rozwiązanie jest możliwe jednak w drodze zwykłej reorganizacji sądów.

Naprawdę nie widzę potrzeby zmian ustawowych w celu wprowadzania instytucji sędziego śledczego. To byłby paradoks, gdybyśmy wbrew doświadczeniom II RP i obecnym tendencjom w Europie (m.in. Francja i Hiszpania - chcą zlikwidować sędziego śledczego) wprowadzili instytucję, która się nie sprawdza.

@RY1@i02/2012/067/i02.2012.067.070000800.803.jpg@RY2@

shutterstock

Już w II RP krytykowano instytucję sędziego śledczego

@RY1@i02/2012/067/i02.2012.067.070000800.804.jpg@RY2@

Dr Krzysztof Karsznicki, prokurator Prokuratury Generalnej

Dr Krzysztof Karsznicki

prokurator Prokuratury Generalnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.