Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Uwag kilka o penalizacji, czyli jazda na rowerze bez trzymania

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Dyspozycji przestępstwa nie tworzy się w porywie szlachetnej zapalczywości w tępieniu wszystkiego, co jest naganne. Sięgać po nią wypada jak po konieczną ostateczność

Obserwowane współcześnie stałe poszerzanie pola zachowań, które uznawane są w świetle uchwalanych przepisów prawa za czyny zabronione, sprawia, iż z nutą nostalgii można wspomnieć biblijne początki cywilizacji naszego kręgu kulturowego, gdy kamienna tablica z 10 przykazaniami wystarczała za prawny regulator tego, co zakazane i podlegające ukaraniu.

Wrześniowa zmiana w prawie karnym (Dz.U. z 2013 r. poz. 1247), polegająca na depenalizacji od 9 listopada art. 178a par. 2 k.k. - prowadzenie pojazdu niemechanicznego w stanie nietrzeźwym, czyli w praktyce przede wszystkim odnosząca się do "pijanych rowerów" - zasadniczo poszła w odwrotnym kierunku: doprowadziła do wyeliminowania z porządku prawnego uznania tego zachowania za przestępne. Dlatego warto poświęcić jej nieco uwagi.

Rakiem do tyłu

Pomimo konstatacji, iż dokonana depenalizacja jest zasadna, trzeba zauważyć, iż pozostawiła ona zamęt w głowach praktyków prawa karnego, związany ze smutną refleksją nad miernym poziomem jego stanowienia przez ustawodawcę i wynikających stąd późniejszych dylematach społecznych i prawnych. Racjonalny ustawodawca, decydując się na tak poważny krok ingerujący w wolności obywatelskie, jak uznanie określonego czynu za przestępstwo, czyni to z należną rozwagą. Nabiera do tego przekonania na podstawie rzetelnej i szczegółowej analizy sytuacji, poprzez porównanie oczekiwań ze spodziewanymi skutkami, zestawienie celów ze sposobem ich osiągnięcia, czyli popularnie mówiąc - wykonania społecznego i prawnego bilansu zysku i strat. Czyni to przecież nie na dziś, lecz także na jutro i pojutrze.

W przypadku przestępczości rowerowej wszystkie okoliczności zapewne mogły być przedmiotem prawidłowego rozważenia i wyciągnięcia poprawnych wniosków w parlamencie, zanim zdecydowano się na nieracjonalną oraz nieskuteczną penalizację. Gdyby tak było, nie trzeba by rakiem wycofywać się z wprowadzonej przed dekadą nowelizacji, która doprowadziła do skryminalizowania sporej rzeszy obywateli, ze wszystkimi tego negatywnymi następstwami. Podejrzenie, iż do uchwalenia przez parlament tej penalizacji doszło nie w drodze racjonalnej analizy, zdaje się potwierdzać opinia wyrażona publicznie przez szefa Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego prof. Andrzeja Zolla, zawarta w stwierdzeniu: pijani rowerzyści to był czysty populizm (vide: rozmowa z prof. A. Zollem w "Gazecie Wyborczej", 14 listopada 2013 r.)

Trudno o większy grzech w stanowieniu prawa karnego niż nieuzasadnione uznanie za przestępstwo czynu, który na to w istocie nie zasługiwał, przede wszystkim z uwagi na niedostatek odpowiednio wysokiego stopnia jego społecznej szkodliwości (brak materialnej podstawy przestępstwa, czyli odpowiedniej karygodności). Teraz po ponad dekadzie naprawiono ową legislacyjną marność. Pozostał krajobraz po bitwie: świadomość, że penalizacja "pijanych rowerów" przyniosła więcej szkód niż jakiegokolwiek uzewnętrznionego pożytku, np. w zakresie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W sferze społecznej doszło do istotnej degradacji życiowej wielu osób skazanych i ich bliskich; w wymiarze prawnym doszło do wdrożenia nieproporcjonalnie wysokiej represji karnej za wykreowane przestępstwo; w wymiarze ekonomiczno-organizacyjnym doszło do zamulenia drobnymi sprawami prokuratur i sądów oraz poniesienia kosztów utrzymania licznych osób pozbawionych wolności.

Prokuratorzy przez te ponad 10 lat ścigali przestępców rowerowych, wywiązując się z obowiązków nałożonych przez ustawodawcę, podobnie jak sędziowie, wydający wyroki skazujące. Zarówno sędziowie, jak i prokuratorzy stosowali normy prawa karnego, przy czym ci ostatni dodatkowo ściśle wykonywali zalecenia i wytyczne przełożonych (prokurator generalny w 2006 r. wydał specjalne wytyczne, które zwiększały rygoryzm postępowania na tym polu; zachowania tego typu uznano za niewątpliwie wysoce szkodliwe społecznie). W tym duchu praw prokuratorzy wnieśli wiele apelacji zmierzających do zaostrzenia kar sprawcom tych przestępstw. Zarysowujący się konflikt pomiędzy potrzebą realizacji prawa stanowionego a ponadczasową moralnością prawa, podpowiadającą nieproporcjonalność uchwalonego środka prawnego do charakteru czynu, nie mógł być w tych warunkach inaczej rozwiązany niż poprzez dostosowanie się do prawa obowiązującego.

Stabilność podstaw

Wszyscy, którzy zostali skazani sądownie za przestępstwo jazdy w stanie nietrzeźwym na rowerze, mieli ten niefart, że w czasie popełnienia czynu i orzekania był on akurat potraktowany jako przestępny przez ustawodawcę, który okazał się niestały w swych zapatrywaniach. Labilność ustawodawcy w traktowaniu w stosunkowo krótkim okresie "pijanych rowerów" raz jako przestępstwo, to znowu wykroczenie, zmusza do krytycznych uwag w zakresie stabilności i spójności podstaw stanowienia prawa karnego, które tak dotkliwie ingeruje w swobody obywateli.

Ta sytuacja skłania do pogłębionej refleksji nad sensem prokuratorskiego zaangażowania w ściganie przestępców i poczytywania sobie za sukces doprowadzenia ich do pełnej odpowiedzialności karnej, w sytuacji gdy sam ustawodawca przyznaje się po pewnym czasie do nieadekwatności penalizacji, pomimo iż otoczenie zewnętrzne w zasadzie się nie zmieniło.

Tutaj musi paść pytanie o zwykłą odpowiedzialność za stanowienie prawa karnego, wszak odpowiedzialności i fachowości wymaga się w każdym czasie i na każdym kroku od organów wymiaru sprawiedliwości, stosujących uchwalone prawo na co dzień. Dyspozycji przestępstwa nie tworzy się w porywie chwili, czy nawet szlachetnej zapalczywości w tępieniu wszystkiego, co jest naganne. Sięgać po nią wypada jak po konieczną ostateczność, stosownie do rangi czynu.

Trzeba więc historię (de)penalizacji rowerowej potraktować jak bolesną lekcję, czego i jak nie powinno się czynić w zakresie stanowienia prawa karnego; jak tego prawa nie psuć. Trzeba postulować o większą odpowiedzialność w procesie jego stanowienia, szczególnie gdy chodzi o przyznanie zachowaniom znamion przestępstwa, czego nieco zabrakło 13 lat temu.

Trudno o większy grzech niż uznanie za przestępstwo czynu, który na to nie zasługuje

Michał Trafny

prokurator Prokuratury Okręgowej we Włocławku

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.