Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sądy nie chcą karać za instrumenty finansowe

28 czerwca 2018

Wymiar sprawiedliwości nie będzie zajmować się zawiadomieniami osób, które kupiły polisolokaty lub wzięły kredyt walutowy i czują się oszukane

Nie da się uwodnić, że pracownicy banku - w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - wprowadzali potencjalnych klientów w błąd co do wzrostu kursu franka w dłuższej perspektywie. Taki wniosek płynie z jednego z ostatnich orzeczeń podtrzymujących decyzję prokuratora o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie oszustwa. Sąd Rejonowy w Dzierżoniowie uznał, że "wprowadzanie w błąd to zachowanie odnoszące się do aktualnie istniejącej rzeczywistości, nie zaś do przyszłych, jedynie potencjalnych stanów rzeczy" (sygn. akt II Kp 219/15).

Szanse maleją

Moda na wnoszenie do prokuratur zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przez zarządy banków i firm ubezpieczeniowych - ewentualnie ich pracowników - oszustwa nasiliła się po tym, jak Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok przeciwko Towarzystwu Ubezpieczeń na Życie Europa (sygn. akt III C 1453/13). Wówczas orzekający stwierdzili wprost, że tzw. polisolokaty miały charakter oszukańczy. Właśnie opierając się na wywodzie przedstawionym w tym orzeczeniu zawiadomienie do prokuratury złożyło Stowarzyszenie "Przywiązani do Polisy".

- Nie mamy żadnego sygnału od prokuratury co do dalszych losów tego zawiadomienia. I mamy nadzieję, że to dobry znak - mówi Jacek Łęski, prezes stowarzyszenia.

Ale nie tylko klienci firm ubezpieczeniowych zdecydowali się prosić o pomoc organy ścigania. Zawiadomienie dotyczące Banku Millennium złożyło do Prokuratury Generalnej Stowarzyszenie Obrony Poszkodowanych przez Banki Pro Futuris. Była w nim mowa o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 278 par. 1 kodeksu karnego oraz art. 286 par. 1 k.k. Pierwszy dotyczy kradzieży, a drugi oszustwa. Jak jednak przyznaje Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, w większości tego typu przypadków organy ścigania odmawiają wszczęcia postępowania.

- Udowodnienie, że np. prezes banku działał w porozumieniu z pracownikami w celu wprowadzenia klientów w błąd co do przyszłego kursu franka jest bowiem niemal niemożliwe - zauważa Martyniuk.

Sądowe rozstrzygnięcie

Dodatkowo zła informacja dla wszystkich, którzy poczuli się oszukani przez instytucje finansowe, jest taka, że nie tylko organy ścigania podchodzą do tego typu zawiadomień sceptycznie. W przypadku jednego z klientów banku również sąd - wspomnianym już postanowieniem - podtrzymał decyzję prokuratora o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie oszustwa polegającego na osiągnięciu korzyści majątkowej w nieustalonej kwocie, poprzez wprowadzenie tego klienta w błąd co do możliwości maksymalnego wzrostu wartości waluty obcej podczas zawierania umowy kredytu hipotecznego. Uznał bowiem, że w zachowaniu pracowników banku brak było znamion czynu zabronionego. W uzasadnieniu znalazła się teza, że nie każde doprowadzenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem stanowi oszustwo. "To ostatnie zachodzi tylko wtedy, kiedy sprawca działał w określony sposób, mianowicie wprowadzając w błąd, wyzyskując błąd lub wyzyskując niezdolność pokrzywdzonego do należytego pojmowania przedsiębranego działania" - podkreślił sąd.

Ponadto sędzia zaznaczył, że sam fakt, iż przedstawione przez pracownika banku potencjalnemu klientowi okoliczności były obiektywnie nieprawdziwe, nie wystarcza do przyjęcia, że sprawca działał w zamiarze oszukania. "Dla przyjęcia zamiaru konieczne jest ustalenie, że sprawca miał świadomość przekazywania osobie rozporządzającej mieniem nieprawdziwych informacji i czynił tak, aby doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej" - czytamy w uzasadnieniu.

Z taką interpretacją art. 286 par. 1 k.k. zgadza się Mariusz Minkiewicz, prawnik w zespole Postępowań Spornych kancelarii CMS. - Aby miało miejsce przestępstwo, konieczne jest spełnienie wszystkich znamion tego występku. Pracownik instytucji musiałby zatem doprowadzić do zawarcia niekorzystnej umowy w wyniku celowego wprowadzenia klienta w błąd lub wyzyskania jego błędu. W konsekwencji, jeżeli pracownik prawidłowo poinformował o danym produkcie i związanym z nim ryzyku, nie można uznać jego zachowania za przestępstwo, nawet jeżeli klient inaczej zinterpretował informację - kwituje prawnik.

Dodaje, że w przypadku tzw. misselingu (oferowania produktów w sposób wprowadzający w błąd albo takich, które są niedostosowane do możliwości lub potrzeb klienta) o popełnieniu przestępstwa można by mówić raczej w przypadkach wyjątkowych.

- Taka sytuacja była rozważana w sprawie, w której przedsiębiorcy zawarli z bankiem transakcje nazywane przez pracowników banku zabezpieczającymi. W istocie były to jednak opcje obarczone wysokim ryzykiem. Sąd, przekazując wyrok do ponownego rozpoznania wskazał, że gdyby zapewnienie klientów o braku jakiegokolwiek ryzyka związanego z produktem było celowym działaniem pracowników banku, to moglibyśmy mieć do czynienia z oszustwem - opowiada Mariusz Minkiewicz.

Dlatego też zdaniem prawników klienci powinni dwa razy zastanowić się, zanim pójdą ze swoją sprawą do prokuratury. - Złożenie zawiadomienia o przestępstwie nie powinno być pochopne, aby konsument sam nie naraził się na zarzut popełnienia przestępstwa tzw. fałszywego zawiadomienia - podkreśla Minkiewicz.

@RY1@i02/2015/224/i02.2015.224.18300040a.802.jpg@RY2@

Walka z polisolokatami

Małgorzata Kryszkiewicz

malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.