Dwie wolności z nienawiścią w tle
G dy w Sądzie Najwyższym USA swoboda wypowiedzi starła się w ubiegłym tygodniu ze swobodą moderacji, jednym głosem przeważyła ta druga. Dlaczego? Z obawy przed nieokiełznanym potokiem mowy nienawiści. Miałby on zalać serwisy społecznościowe, gdyby SN rozstrzygnął na korzyść stanu Teksas – argumentowali lobbyści big techów.
Teksasowi udało się to, nad czym bez powodzenia biedzi się polski resort sprawiedliwości: wprowadził przepisy mające zmusić Facebooka, YouTube’a i inne duże serwisy społecznościowe do odkrycia kart w sprawie moderacji treści i powstrzymać je przed uciszaniem prawicy. Wymierzona w największe, gromadzące ponad 50 mln amerykańskich internautów platformy ustawa stanowa zabrania cenzurowania użytkownika na podstawie poglądów (dosłownie „punktu widzenia”). Kto poczuje się moderacją skrzywdzony, może platformę pozwać. Może to też zrobić prokurator generalny Teksasu.
Rządzący stanem republikanie uważają, że w swoich cenzorskich zapędach big techy prześladują zwolenników ich partii, czego sztandarowym przykładem jest usunięcie z Twittera konta Donalda Trumpa w ostatnich dniach jego prezydentury. Podpisując ustawę w 2021 r., gubernator Greg Abbott stwierdził, że niektóre społecznościówki mają skłonność do „uciszania konserwatywnych idei i wartości”. – Nie pozwolimy na to w Teksasie – deklarował. Kwartał później sąd w Austin zawiesił stosowanie ustawy do czasu rozstrzygnięcia skargi big techów. W maju sąd wyższej instancji to prawo odwiesił, a teraz SN je zablokował.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.