Uzdrowienie spółki może wymagać czasu
Nie wolno umarzać postępowania sanacyjnego tylko dlatego, że trwa długo – stwierdził Sąd Okręgowy w Warszawie. Prawnicy mówią o precedensowym orzeczeniu
Sprawa dotyczyła spółki Hawe Telekom, kluczowego podmiotu w grupie Hawe. Pożyczyła ona w 2010 r. od Agencji Rozwoju Przemysłu 100 mln zł na rozwój sieci światłowodowej. W 2014 r. biznes jednak zaczął się chwiać. Udziałowiec spółki Marek Falenta został uznany za mózg afery podsłuchowej. Wraz z jego kłopotami podupadała grupa Hawe. Niespłacona pożyczka poskutkowała kolejnymi zobowiązaniami po stronie spółki. Przeciąganie liny między wierzycielami a dłużniczką trwa do dziś. 27 lipca 2018 r. wydawało się, że sprawa się skończy. Wówczas bowiem Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy umorzył postępowanie sanacyjne Hawe Telekom. To oznaczałoby w praktyce prostą drogę do wyprzedania majątku spółki. Na szczęście dla spółki Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził jednak inaczej. Ocenił, że I instancja popełniła błąd. Dlaczego?
Jak długo
Sąd I instancji błędnie zinterpretował art. 321 ust. 1 ustawy z 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 243 ze zm.). Stanowi on, że sędzia komisarz zwołuje zgromadzenie wierzycieli w celu głosowania nad układem niezwłocznie po zrealizowaniu całości lub części planu restrukturyzacyjnego przewidzianej do wykonania w toku postępowania sanacyjnego, nie później jednak niż przed upływem 12 miesięcy od dnia otwarcia postępowania sanacyjnego. W największym uproszczeniu ustawodawcy chodziło o to, by sanacja nie trwała zbyt długo. Ale – jak zaznacza sąd okręgowy – trzeba pamiętać o tym, że termin określony w tym przepisie ma charakter wyłącznie instrukcyjny. Prawo restrukturyzacyjne zaś nigdzie expressis verbis nie stanowi, ile powinno trwać postępowanie sanacyjne.
„Już w samym artykule wprowadzającym termin 12-miesięczny ustawodawca założył, że może się pojawić konieczność dłuższego czasu prowadzenia postępowania sanacyjnego. Stosownie bowiem do art. 321 ust. 2, jeżeli w terminie 12 miesięcy od dnia otwarcia postępowania sanacyjnego nie został zatwierdzony spis wierzytelności lub nie została zakończona procedura uzyskiwania zgody na udzielenie pomocy publicznej, sędzia komisarz zwołuje zgromadzenie wierzycieli w celu głosowania nad układem niezwłocznie po zatwierdzeniu spisu wierzytelności lub zakończeniu procedury uzyskiwania zgody na udzielenie pomocy publicznej” – zauważył sąd. A zatem sam ustawodawca wskazuje jedną z przyczyn, dla których postępowanie może trwać dłużej. Zdaniem sądu o tyle słusznie, że czas postępowania sanacyjnego powinien być określony jego celem i zadaniami. Przy czym nie naprawia się przecież firmy z kalendarzem w dłoni.
„Nie można zatem terminu z art. 321 ust. 1 poczytywać w charakterze sztywnych ram czasowych, szczególnie w sytuacji gdy prowadziłoby to do pokrzywdzenia wierzycieli, jak i skutkowało pominięciem celu postępowania, jakim jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika” – podkreślił sąd okręgowy.
Pierwsze takie orzeczenie
– To absolutnie precedensowe orzeczenie – przekonuje adwokat Bartosz Groele, partner w kancelarii Tomasik, Pakosiewicz, Groele, pełnomocnik Hawe Telekom. W jego ocenie to bodajże pierwszy przykład sądowego powrotu do sanacji. Prawnik specjalizujący się w prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym nie kojarzy innego przypadku, gdy sąd nie przychylił się do stanowiska organów sądowych, aby zakończyć sanację tylko z powodu, że w jego ocenie trwa ona zbyt długo.
Postanowienie stołecznego sądu okręgowego stanowi więc przetarcie szlaków dla kolejnych, którzy znajdą się w podobnej sytuacji. – Na pewnym etapie wierzyciele uzgodnili razem, że zgadzają się na sprzedaż prawie całego przedsiębiorstwa przez zarządcę. I parli do tej decyzji, przedkładając przeróżne opinie oraz uchwały. ARP szczególnie usilnie dążyła do zmiany właściciela w Hawe Telekom. Sąd uznał, że nie pozwala na takie działanie, wskazując, że organy sądowe mają nie być moderatorem interesów ekonomicznych dłużnika, lecz ich gospodarzem – podkreśla Bartosz Groele.
Może trwać latami, ale
O tym, że sanacja może trwać nawet latami, przekonuje nas również dr Patryk Filipiak, prezes Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA, partner w kancelarii Filipiak Babicz. Podkreśla on, że spółki często potrzebują wiele czasu, aby wyjść na prostą. Dlatego absurdalne jest wnioskowanie zarządcy o umorzenie sanacji tylko z tego powodu, że trwa ona za długo.
– Wnioskować o umorzenie można wyłącznie, gdy po latach sanacji nie widać możliwości uzdrowienia spółki, a sama sanacja przynosi jedynie efekt w postaci obniżenia wartości spółki i pokrzywdzenia wierzycieli. Mówiąc prościej, utrzymywanie gospodarczego trupa nie ma żadnego sensu. Jeżeli na horyzoncie nie widać poprawy kondycji zadłużonej spółki ani możliwości stworzenia rentownego biznesu, spółka powinna po prostu upaść – wyjaśnia dr Filipiak. Przy czym zaznacza, że w nadchodzący przełom muszą uwierzyć wierzyciele. Bo to ich interesy w tej chwili są najważniejsze, a nie interesy zadłużonej spółki. Wierzyciele zaś często wolą, by dana spółka upadła, co niekiedy może uchronić przed wpadnięciem w tarapaty kolejnych podmiotów.
– W przypadku impasu pomiędzy zarządem spółki a wierzycielami sytuację powinien mediować zarządca. Niemniej podkreślam, że on również powinien myśleć przede wszystkim o interesach wierzycieli – zauważa Patryk Filipiak.
Adwokat Michał Hajduk, autor bloga Upadłośćkonsumencka.com.pl, zaznacza, że podczas sanacji kluczowe jest zaufanie między spółką a wierzycielami. A w przypadku Hawe Telekom tego właśnie brakuje.
– Restrukturyzacja nie powinna zaś być prowadzona dla samej zasady w nieskończoność. Oczywiście, jeżeli kondycja spółki dawałaby wierzycielom realne szanse na zaspokojenie swoich należności w ramach układu w większym stopniu aniżeli w drodze postępowania upadłościowego, postawę wierzycieli należałoby uznać za nieracjonalną. Należy jednak mieć na względnie, że upadłość nie musi oznaczać rozprzedania majątku spółki za bezcen – zaznacza mec. Hajduk. W ramach upadłości można przecież przeprowadzić procedurę przygotowanej likwidacji, czyli pre-pack. Wówczas przedsiębiorstwo jest sprzedawane jednemu podmiotowi za cenę oszacowania ustaloną przez sąd.©℗
Postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie z 15 stycznia 2019 r., sygn. akt XXIII Gz 1363/18
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu