Co by tu jeszcze zmienić
Czy urzędnicy ministerstwa naprawdę wiedzą lepiej, czego potrzebują i chcą spółdzielcy?
W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad kolejną nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Najważniejsze założenie – usprawnienie zarządzania – jest z gruntu słuszne. Wszyscy chcemy, żeby spółdzielnie były sprawniej zarządzane. Czy na dobrych chęciach się nie skończy? Ostateczny projekt spółdzielczej reformy nie jest jeszcze znany, ale już kierując się enuncjacjami prasowymi osób – jak się zdaje – odpowiedzialnych za ten projekt, w tym w szczególności jednego z wiceministrów resortu sprawiedliwości, pozwolę sobie jako praktyk zajmujący się na co dzień obsługą prawną spółdzielni na kilka przyziemnych refleksji.
Jednym z zasadniczych założeń kolejnej reformy spółdzielczości mieszkaniowej ma być przyjęcie, że prezesa zarządu spółdzielni wybiera oraz odwołuje walne zgromadzenie jej członków. Jednocześnie kadencja prezesa zarządu zgodnie z enuncjacjami prasowymi wynosiłaby maksymalnie pięć lat. Dana osoba mogłaby jednak piastować swoje stanowisko dłużej niż przez jedną kadencję. Do zadań rady nadzorczej należałby z kolei wybór zastępców prezesa i innych członków zarządu. Działoby się to już jednak na wniosek wybranego przez walne zgromadzenie prezesa i w oparciu o jego rekomendacje. Kadencja zarządu jako takiego byłaby w taki sposób związana z kadencją prezesa – gdyby ten został odwołany przez członków spółdzielni, wówczas swoją pracę w zarządzie zakończyliby niejako z automatu również jego pozostali członkowie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.