Niemcy czeka proces o elektrownię
Vattenfall wystąpił do Międzynarodowego Centrum Rozstrzygania Sporów Inwestycyjnych - sądu arbitrażowego Banku Światowego w Waszyngtonie - zarzucając niemieckiemu rządowi naruszenie międzynarodowego traktatu energetycznego.
Vattenfall odmówił komentowania sprawy, podobnie niemieckie ministerstwo gospodarki.
Ten spór - kłopotliwy dla Niemiec, którym zależy na wizerunku kraju otwartego na inwestycje zagraniczne - może zarazem zwrócić uwagę na fakt, że inne rządy są także narażone na podobne procesy. Zarówno Niemcy, jak i Szwecja podpisały Traktat w sprawie Karty Energetycznej, który po rozpadzie Związku Radzieckiego stworzył ramy prawne dla umacniania ochrony inwestycji firm energetycznych.
Traktat ma chronić producentów energii przed nacjonalizacją i innymi formami ingerencji politycznej. Coraz częściej firmy przywołują go, występując przeciwko niekorzystnym dla siebie decyzjom rządów.
- Traktat jest pod pewnymi względami bardzo stanowczy i może dla niektórych rządów wytaczane procesy stanowią zaskoczenie - mówi Neil Melvin, starszy doradca w Sekretariacie Karty Energetycznej.
Na jego podstawie byli właściciele koncernu naftowego Jukos dochodzą miliardów dolarów odszkodowania od rosyjskiego rządu, któremu zarzucają wywłaszczenie ich inwestycji.
Międzynarodowy arbitraż to kolejna, najnowsza faza długotrwałego sporu między Vattenfallem a miastem Hamburg, którego władze samorządowe wydały wstępną zgodę na inwestycję w listopadzie 2007 r. Wątpliwości wobec tej inwestycji pojawiły się w zeszłym roku, po wyborach do parlamentu landu, które nie wyłoniły zdecydowanego zwycięzcy, lecz zmusiły Chrześcijańskich Demokratów do stworzenia niepewnej koalicji z Zielonymi - pierwszego takiego aliansu na poziomie krajów związkowych.
Zieloni musieli wycofać się z wyborczej obietnicy zablokowania budowy elektrowni, ale najpierw narzucili inwestycji rygorystyczne warunki ochrony środowiska i budowy. Była to reakcja na zaniepokojenie olbrzymimi ilościami wody, jakie elektrownia ma pobierać z Łaby.
Wśród rozmaitych ograniczeń znalazł się wymóg, że projektowany zakład (o mocy 1600 MW) nie może pracować z pełną wydajnością dłużej niż przez 250 dni w roku i musi ograniczać produkcję w przypadku nadmiernego spadku poziomu wody lub tlenu w rzece.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.