Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo handlowe i gospodarcze

Teraz Tiger bije się o znacznie większe pieniądze niż na ringu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Polska to jedyny rynek na świecie, na którym Red Bull - ikona i protoplasta energy drinków - musiał oddać pozycję lidera konkurentowi. Tiger ma 30-procentowy udział w wartym 800 mln zł rynku napojów energetycznych

To, że Dariusz Michalczewski był cały czas naładowany energią i gotowy do boksowania się z FoodCare, jasne było od dawna. Bo walka toczyła się o znacznie większe pieniądze, niż słynny Tiger mógł zdobyć na ringu. W wartym rocznie ponad 800 mln złotych rynku napojów energetycznych firmowany przydomkiem sportowca drink ma 30-proc. udział. Już chwilę po pojawieniu się na rynku w 2003 roku zepchnął do narożnika niekwestionowanego lidera - rozpoznawalnego na całym globie austriackiego Red Bulla - i nie dał sobie odebrać mistrzowskiego pasa aż do dzisiaj.

Średnia cena litrowej butelki Tigera w sklepie oscyluje wokół czterech złotych, a FoodCare sprzedaje rocznie 30 milionów litrów napoju (cały rynek to 100 mln litrów rocznie). Wystarczyłoby zatem, aby z każdego sprzedanego litra Michalczewski otrzymywał 10 proc. prowizji, a jego majątek powiększałby się w tempie miliona złotych miesięcznie.

- Wiesław Włodarski właściciel FoodCare mógł przeczuwać, że przegra proces z Michalczewskim, dlatego w tym roku wypuścił na rynek nowy drink o nazwie n-gine i do jego promocji zaangażował samego Roberta Kubicę - twierdzi osoba z bliskiego otoczenia firmy.

Po ośmiu miesiącach kampanii reklamowej, na którą poszło 1,5 mln euro, n-gine zdobył 3 proc. udziałów w rynku. Branża oceniła ten wynik jako średni. Znacznie lepiej Włodarskiemu idzie na rynku napojów izotonicznych - należąca do FoodCare marka 4move (sponsor reprezentacji Polski w piłce nożnej) ma 15-proc. udział w rynku. Możliwe jednak, że nawet ona nie zdoła uchronić firmy przed poważnymi kłopotami, bowiem odebranie praw do Tigera oznacza dla niej ogromne straty - w szacowanych na około 500 mln złotych tegorocznych przychodach firmy ok. 20 - 30 proc. stanowią wpływy ze sprzedaży napoju (oprócz niego do spółki należą także takie marki, jak Fitella i Gellwe). Cóż, biznes jest jak sport - nie zawsze się wygrywa.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.000.0006.001.jpg@RY2@

Fot. Alex Kuhn/Forum

Dariusz Tiger Michalczewski nokautuje rywali z FoodCare

Łukasz Bąk

lukasz.bak@infor.pl

kierownik Katedry Prawa Mediów i Reklamy w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej UJ

Licencja jest rodzajem umowy, która może upoważniać do korzystania ze znaku towarowego. Treść tego kontraktu wyznacza zwłaszcza zakres uprawnień licencjobiorcy. Jeżeli dokonuje on ich przekroczenia, narusza udzieloną mu licencję.

Bardzo ważne jest określenie, co stanowi przedmiot umowy licencyjnej. W omawianym przypadku musiała ona precyzyjnie wskazywać, w jakim zakresie uprawnia do korzystania ze znaku towarowego. W interesie licencjodawcy było uprawnienie do korzystania z określonego wyglądu znaku towarowego wskazanego w umowie. Jeżeli licencjobiorca wybrał sobie z niego poszczególne elementy, to naruszył umowę licencyjną. Licencja może być bowiem udzielona na znak w określonej grafice. Możliwe jest jednak zastrzeżenie, że licencjobiorca może wybierać elementy znaku za uprzednim powiadomieniem licencjodawcy.

Konsekwencje naruszenia znaku towarowego są wskazywane w umowie licencyjnej. Tak też zapewne było w tej sprawie. Skutkiem naruszenia może być obowiązek zapłaty kary umownej bądź też odpowiedzialność na podstawie przepisów kodeksu cywilnego.

Jeżeli w omawianej sprawie sąd udzielił zabezpieczenia, to oznacza, że roszczenie uwiarygodnione było w dostatecznym stopniu. Teraz spór przesunie się w kierunku ustaleń, jaki był zakres uprawnień płynących z umowy licencyjnej dla licencjobiorcy.

Not: Agnieszka Bobowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.