Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Większość syndyków bez licencji nie ma już prawa do pełnienia takiej funkcji

29 czerwca 2018

10 października 2010 r. upłynął trzyletni okres przejściowy, który wyznaczono syndykom na uzyskanie licencji, tj. zdanie egzaminu przed komisją powoływaną przez ministra sprawiedliwości. Choć egzamin do trudnych nie należy - wbrew zapowiedziom organizatorów sprawdza przede wszystkim wiedzę teoretyczną - zdali go dotychczas jedynie nieliczni.

W całej Polsce prowadzi się wiele postępowań upadłościowych, w których wciąż funkcje sprawują syndycy nieposiadający licencji. Chodzi tu o syndyków powołanych przed wejściem w życie ustawy o licencji syndyka (u.l.s.), a więc przed 10 października 2007 r. W tym wypadku, zgodnie z przepisem przejściowym zawartym w art. 23 ust. 1 u.l.s., syndyk sprawuje swoją funkcją do czasu zakończenia postępowania. Nie ma zatem znaczenia, czy postępowanie zakończyło się przed 10 października 2010 r., czy też później. Ustawodawca wprowadził zatem zasadę kontynuacji sprawowania funkcji przez syndyka.

Istnieje też druga grupa syndyków. Zostali oni powołani do piastowania funkcji już po wejściu w życie u.l.s., a przed upływem trzyletniego okresu dostosowawczego (tj. w okresie od 10 października 2007 r. do 10 października 2010 r.). W mojej ocenie, choć sprawa nie jest wcale wolna od kontrowersji, syndycy ci (jeżeli nie uzyskali uprawnień w okresie przejściowym) nie mogą już w żadnym wypadku piastować swoich funkcji w dotychczasowych postępowaniach. Stanowisko to uzasadnione jest trzema okolicznościami.

Po pierwsze, zgodnie z kategorycznym brzmieniem art. 157 ust.1 prawa upadłościowego i naprawczego (p.u.n.) syndykiem może być osoba fizyczna posiadająca licencję syndyka. Każde odstępstwo od tej zasady wymaga zatem wyraźnej podstawy prawnej.

Po drugie, w rozdziale 5 u.l.s., w którym zawarto przepisy przejściowe, dostosowujące i końcowe, zasadę kontynuacji piastowania funkcji przez osoby, które nie uzyskały uprawnień w trzyletnim okresie dostosowawczym przewidziano, wyłącznie dla syndyków ustanowionych w postępowaniach upadłościowych przed 1 października 2007 r. Jest to wyjątek podlegający ścisłej wykładni. Takie stanowisko ustawodawcy jest zrozumiałe, gdyż ze względów pragmatycznych uzasadnione jest umożliwienie syndykom dokończenia upadłości, które prowadzą już przez wiele lat (obecnie ponad 3 lata).

Po trzecie, podstawy do dalszego sprawowania funkcji przez omawianą grupę syndyków nie sposób, jak czynią to niektóre sądy i przedstawiciele ministra sprawiedliwości, wywodzić z art. 25 u.l.s. Przepis ten stanowi, że do czasu uzyskania licencji syndyka, nie dłużej niż do 10 października 2010 r., osoby wpisane na dotychczasowe listy syndyków mogą być powoływane do sprawowania funkcji w postępowaniu upadłościowym i naprawczym. Celem tego przepisu było uniknięcie paraliżu sądów upadłościowych ze względu na brak, bezpośrednio po wejściu w życie ustawy, licencjonowanych syndyków. Chodziło zatem o umożliwienie sądom powoływania w okresie przejściowym osób, które jeszcze nie zdążyły zdobyć uprawnień. Art. 25 u.l.s. bynajmniej nie zawiera natomiast żadnego uregulowania zapewniającego kontynuację piastowania funkcji po upływie okresu przejściowego. Jedyną możliwością na dalsze sprawowanie funkcji przez tę kategorię syndyków jest uzyskanie licencji syndyka, i to przed 10 października 2010 r. Twierdzenie, że użyte w art. 25 u.l.s. sformułowanie "mogą być powoływani" jest tożsame z użytym w art. 23 "sprawują swoją funkcje do czasu" jest oczywistym nadużyciem.

Dużą roztropnością wykazały się te z sądów upadłościowych, które w miarę zbliżania się granicznej daty 10 października 2010 r. powoływały na funkcję syndyków jedynie osoby posiadające licencję. Tam gdzie syndycy wciąż faktycznie funkcjonują, a 10 października 2010 r. nie mieli jeszcze licencji, rozważyć należy trzy możliwości przywrócenia stanu zgodnego z prawem. Po pierwsze, w rachubę wchodzić może odwołanie syndyka na jego wniosek (art. 170 ust. 2 p.u.n.). Przeszkodą może tu być brak wniosku ze strony zainteresowanego. Po drugie, rozważyć można odwołanie przez sąd ex officio z powodu przeszkody w pełnieniu obowiązków (art. 170 ust. 1 p.u.n.). W tym wypadku wątpliwe jest jednak, aby brak licencji uznać za przeszkodę, skoro jej posiadanie jest bezwzględnym warunkiem piastowania funkcji. Po trzecie, zastanowić się należy, czy nie właściwsze było jedynie deklaratoryjne stwierdzenie przez sąd (potwierdzenie), że dotychczasowy syndyk przestał z mocy prawa piastować funkcję z chwilą upływu okresu dostosowawczego. Ta ostatnia możliwość wydaje się najbardziej uzasadniona w świetle art. 157 ust. 1 p.u.n. a contrario (tzn. osoba fizyczna nieposiadająca licencji syndyka nie może być syndykiem).

Szczególnym wyzwaniem dla sądów upadłościowych będzie rozstrzygnięcie wątpliwości dotyczących syndyków powołanych w okresie przejściowym, którzy licencje uzyskali po 10 października 2010 r. (warto przypomnieć, że samo zdanie egzaminu nie jest tożsame z uzyskaniem licencji, a stanowi jedynie przesłankę wydania decyzji administracyjnej przez ministra sprawiedliwości). Sąd powinien w takim wypadku również stwierdzić, że dany syndyk przestał nim być z mocy prawa, a następnie, już po uzyskaniu licencji, może ponownie powołać tę samą osobę na stanowisko syndyka.

Ze względu na rolę, którą syndycy pełnią w postępowaniu upadłościowym, w tym w szczególności z uwagi na ryzyko bezwzględniej nieważności czynności prawnych dotyczących masy upadłości (zarówno materialnoprawnych, jak i procesowych), oczekiwać należy od sądów upadłościowych i samych syndyków szczególnie wnikliwego przeanalizowania omawianych tu zagadnień.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o senackim ratunkowym projekcie ustawy o zmianie u.l.s. (druk sejmowy nr 3206). Przewidziano tam wydłużenie okresu dostosowawczego do czterech i pół roku (art. 25 ust. 1) oraz zawarto wyraźną zasadę kontynuacji piastowania funkcji przez syndyków powołanych przez sądy w tymże okresie przejściowym (art. 25 ust. 2). Komentarz ograniczyć trzeba do dwóch kwestii. Po pierwsze, inicjatywa ta jest spóźniona, albowiem pierwotny trzyletni okres dostosowawczy już minął, a zatem nie sposób go obecnie retroaktywnie przedłużać. Po drugie, okoliczność, że w projekcie wprowadzono tak wyraźną zasadę kontynuacji sprawowania czynności syndyków powołanych po 10 października 2007 r. wspiera tylko dodatkowo argumentację, że zasada ta de lege lata nie istnieje. Tym samym nawet szybkie uchwalenie noweli do u.l.s. nie uchroni sądów przed koniecznością stwierdzania, że nielicencjonowani syndycy przestali z mocy prawa sprawować swe funkcje z dniem 10 października 2010 r., oraz nie sanuje wadliwych czynności prawnych podejmowanych przez syndyków.

Szkoda, że nie po raz pierwszy ustawodawca zafundować nam chce protezę prawną, a do tego jeszcze niejako przy okazji uprościć (i tak naprawdę nieskomplikowany) egzamin dla kandydatów na syndyków, rezygnując z części ustnej i z punktów ujemnych. Zaryzykuję twierdzenie, że jeżeli poziom trudności utrzymany będzie na dotychczasowym pułapie, to pozytywne zaliczenie egzaminu możliwe będzie dla każdego przeciętnie inteligentnego studenta, który przekartkował przepisy ustawy p.u.n. kodeksu spółek handlowych i kodeksu cywilnego. Do klasyki gatunku przejdą zapewne pytania z tegorocznej edycji testu, w którym pytano, czy zgodnie z k.s.h. kapitał spółki z o.o. dzieli się na akcje, udziały czy warranty. Rozumiem oczywiście osoby układające pytania testowe - najprościej ułożyć je tak, aby były niekontrowersyjne, a odpowiedzi były łatwe do uzasadnienia. Tak właśnie układano dotychczas testy. Sprawdzały one jedynie to, czy kandydat zapamiętał treść przepisów, a nie to, czy je rozumie i potrafi zastosować w praktyce.

Oportunizm ustawodawcy, który w celu zwiększenia liczby licencjonowanych syndyków zaniża jeszcze poziom egzaminu, budzić więc musi stanowczy niepokój. Piszę to jako praktyk, który nie raz słyszał od "profesjonalnego" syndyka, że nie uwzględnił wierzytelności na liście "ze względu na dobro masy" albo, że rada wierzycieli nie może podjąć uchwały "z uwagi na art. 5 k.c.".

Szczególnym wyzwaniem dla sądów upadłościowych będzie rozstrzygnięcie wątpliwości dotyczących syndyków powołanych w okresie przejściowym, którzy licencje uzyskali po 10 października 2010 r. Sąd powinien w takim wypadku również stwierdzić, że dany syndyk przestał nim być z mocy prawa, a następnie, już po uzyskaniu licencji, może ponownie powołać tę samą osobę na stanowisko syndyka.

@RY1@i02/2010/227/i02.2010.227.210.003a.001.jpg@RY2@

Bartosz Merczyński, starszy prawnik w Allen & Overy A. Pędzich Sp. k., doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Bartosz Merczyński

starszy prawnik w Allen & Overy A. Pędzich Sp. k., doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Ustawa z 15 czerwca 2007 r. o licencji syndyka (Dz.U. nr 123, poz. 850 ze zm.).

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.