To jeszcze nie koniec reformy prawa spółek
Dobrą praktyką jest dokonywanie przeglądu zmian przepisów nie rzadziej niż co pięć lat. Ostatnie nowelizacje prawa spółek zostały jednak poddane tak poważnej krytyce, że warto im się przyjrzeć wcześniej.
W ciągu minionych dwóch lat doszło do kilku ważnych zmian prawa handlowego. Dotyczyły one transgranicznych połączeń, obniżenia minimalnego kapitału zakładowego, wprowadziły nowe zasady walnych zgromadzeń akcjonariuszy w spółkach akcyjnych czy zliberalizowały przepisy dotyczące aportów. Podstawowa kontra wobec nowych regulacji ze strony teoretyków prawa sprowadza się do tezy, że burzą one stabilność prawa spółek. Formułowane są także uwagi szczegółowe, niemniej te wydają się oderwane od celu regulacji i od europejskiego kontekstu wyrażonego w motywach implementacji dyrektyw. W Polsce - w przeciwieństwie do innych państw Unii Europejskiej, w tym także często przywoływanych Niemiec - występuje zaskakujące zjawisko tekstocentryzmu rozwijającego się wbrew zdrowemu rozsądkowi. Sprowadza się on do uznania, że nikt w kraju nie potrafi dobrze napisać nowych przepisów. Tymczasem stałość prawa nie jest wartością samą w sobie. To prawda, że jest to wartość, jeżeli prawo jest dobre i odpowiada potrzebom gospodarczym i społecznym. Nie ma jednak praw niezmiennych. A stabilne złe prawo (przede wszystkim to nieodpowiadające współczesności) staje się przy ewoluującym otoczeniu coraz bardziej nieefektywne. Niezrozumiały jest więc zarzut częstych nowelizacji wymuszanych wprowadzaniem dyrektyw do polskiego porządku prawnego. Pominąwszy taką konieczność wynikającą z członkostwa Polski w UE, to już dziś widać, że np. nowela kodeksu spółek handlowych o transgranicznych łączeniach ułatwiła polskim firmom aktywny udział w międzynarodowych operacjach fuzji i przejęć. Ułatwiła je także na polskim rynku. Wszak to praktyka obrotu stworzyła potrzebę łączenia spółek z siedzibą w różnych państwach, a zaakceptował to luksemburski Trybunał Sprawiedliwości. I dzięki nowym regulacjom procedura transgranicznego łączenia jest już stosowana także w Polsce.
Liberalizacja kapitału zakładowego zniosła obowiązek badania przez biegłego rewidenta wkładów niepieniężnych o łatwej do ustalenia wycenie (akcje notowane na giełdzie). Dopuszcza się m.in. ustalenie wartości wkładu niepieniężnego na podstawie uprzednio przeprowadzonej i ciągle aktualnej wyceny biegłego rewidenta.
Rewolucyjną zmianą jest również liberalizacja zasad nabywania własnych akcji przez spółkę. Teraz może ona nabywać swoje papiery do wysokości 20 proc. kapitału zakładowego, w dowolnym celu, na podstawie i w granicach upoważnienia WZA udzielanego zarządowi na okres do pięciu lat. Wcześniejsze rozwiązania utrudniały likwidowanie bieżących nadwyżek pieniężnych korporacji oraz wdrażanie programów motywacyjnych (opcji na akcje). Obecnie spółki mogą inwestować we własne walory w celu osiągania zysków kapitałowych i pozyskiwać finansowanie pod ich zastaw. Spółki uzyskały też instrument stabilizowania kursów giełdowych akcji w okresach spekulacyjnych wahań cen.
Barierą obniżania kapitału zakładowego jest dziś natomiast uprawdopodobnienie przez wierzyciela, że zmniejszenie spowoduje zagrożenie spłaty wierzytelności. Zabezpieczenie nie następuje zatem automatycznie (na żądanie wierzyciela). Położono nacisk na ochronę uwzględniającą zindywidualizowaną sytuację i spółki, i podmiotu, wobec którego jest zadłużona. Najdalej idącą zmianą jest jednak zniesienie zakazu finansowania przez spółkę nabycia emitowanych przez nią akcji. Spółce wolno udzielać pożyczek, ustanawiać zabezpieczenia czy dokonywać zaliczkowych wypłat w celu umożliwienia osobom trzecim nabycia jej akcji na warunkach rynkowych na podstawie uprzedniej zgody WZA. Finansowanie własnych akcji ma szczególne znaczenie przy wykupach spółki przez jej menedżerów (MBO i LBO).
Celem noweli w sprawie organizacji walnych zgromadzeń akcjonariuszy spółek publicznych było przyznanie akcjonariuszom wpływu na porządek obrad i ułatwienie uczestnictwa w WZA, także przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Zmiany te są wykorzystywane także przez zarządy spółek, które dzięki nim mogą elastyczniej reagować na modyfikacje porządku obrad już po ogłoszeniu o WZA. Chodziło o doregulowanie funkcji właścicielskiej. Akcjonariusze większościowi mają prawo samodzielnego zwoływania WZA. Praktyka dowodzi przy tym, że organizacja zgromadzeń spółek publicznych - wbrew kasandrycznym przepowiedniom - przebiega sprawnie, zaś wdrożone rozwiązania przyjęły się bardzo dobrze (jest w tym również zasługa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych).
Szczególnie krytykowane było obniżenie kapitału w spółce z o.o. do 5 tys. zł. Miało to zachwiać bezpieczeństwem obrotu. Nic takiego jednak się nie stało. Zgodnie natomiast z założeniami reforma zwiększyła dostępność tej spółki.
Przedsiębiorcy chwalą wprowadzone zmiany, patrząc na nie z perspektywy praktyki. A zwolenników stabilności prawa rozumianej jako niezmienność muszę zmartwić: to nie koniec zmian w polskim prawie spółek, podobnie jak w prawie prywatnym. Wymusza je nie tylko prawo europejskie, lecz także potrzeby obrotu gospodarczego. Żyjemy w ciekawych czasach, których dynamika wymusza również postęp prawa. Pracujemy zatem nad stabilnością regulacji dla przyszłego pokolenia. I nie powinniśmy tylko przyglądać się zmianom w innych krajach, żeby po odczekaniu je kopiować. Skazywałoby to polskie prawo spółek na status outsidera. Takie ryzyko jednak nie istnieje. Zmiany wymusza chociażby prawo europejskie.
@RY1@i02/2010/174/i02.2010.174.087.002a.001.jpg@RY2@
Michał Romanowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, radca prawny w Kancelarii Romanowski i Wspólnicy
Michał Romanowski
profesor Uniwersytetu Warszawskiego, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, radca prawny w Kancelarii Romanowski i Wspólnicy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu