Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo handlowe i gospodarcze

Państwo w państwie, czyli spółdzielnia poza kontrolą

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kontrola spółdzielni mieszkaniowych w Polsce to fikcja. Kontrolerzy są opłacani przez tych samych ludzi, których dokumenty finansowe mają badać.

- Jeśli lustrator będzie zbyt dociekliwy i wykaże w swoim raporcie nieprawidłowości, to następnym razem nie wezmą go na kontrolę i nie zarobi - alarmowali nas czytelnicy po publikacji tekstu o warszawskiej spółdzielni Przy Metrze (na jej konta wszedł komornik - "DGP" z 20 kwietnia 2010 r.).

Była szefowa rady nadzorczej jednej z wrocławskich spółdzielni chciała podpowiedzieć kontrolerowi, że zarząd wyprowadza pieniądze przez podstawioną spółkę. - Powiedział mi, że on wie lepiej, i dalej pił kawę z prezesem - mówi rozżalona. Wprost zetknęli się z tym problemem także przedstawiciele tzw. grupy inicjatywnej, którzy spierają się z warszawską spółdzielnią Przy Metrze. - Nam rosły koszty, a lustrator w swoim raporcie nawet nie zauważył półrocznego już wtedy opóźnienia budowy przy Belgradzkiej i nieprawidłowych rozliczeń - mówią "DGP" przedstawiciele grupy.

Sprawdzaniem prawidłowości operacji finansowych w spółdzielniach zajmują się nią osoby, które otrzymały uprawnienia od Krajowej Rady Spółdzielczej, opłacanej ze składek spółdzielni mieszkaniowych. W Polsce jest ok. 3,5 tysiąca spółdzielni mieszkaniowych. Jakaś połowa z nich zrzeszona jest w utrzymywanych również ze składek spółdzielni tzw. związkach rewizyjnych. Obecnie jest ich 16, przy czym dwa mają charakter krajowy, a pozostałe są regionalne.

Z prawa spółdzielczego wynika, że każda spółdzielnia powinna poddać się lustracji przynajmniej raz na trzy lata. Ale jeśli buduje nowe mieszkania (czyli inwestuje i rozlicza koszty budowy) albo jest w likwidacji, to nawet co rok. Są to kontrole obowiązkowe.

Jeśli spółdzielnia musi się poddać lustracji, zwraca się do związku rewizyjnego, do którego należy, a ten wybiera lustratora. Jeśli spółdzielnia do związku nie należy, zwraca się o lustrację wprost do Krajowej Rady Spółdzielczej. Za lustrację zawsze płaci spółdzielnia.

Związek rewizyjny utrzymuje się z niewielkich składek ze spółdzielni. Dodatkowo spółdzielnia płaci związkowi za każdą lustrację, a ten rozlicza się z lustratorem. - Każdy związek sam sobie ustala stawkę. U nas jest to 206 zł za tzw. lustratorodzień, z czego ok. 60 proc., czyli ponad 100 zł, idzie na opłacenie lustratora - wyjaśnia Jan Sułowski, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych (to w nim zrzeszona jest m.in. spółdzielnia Przy Metrze).

Sułowski zgadza się z opinią, że obecny system "może rodzić podejrzenia o stronniczość". Przed 1990 r. wszystkie spółdzielnie musiały należeć do centralnego związku. Spółdzielnie płaciły stałe składki, z których finansowano także lustracje. Nasi czytelnicy, ale także przedstawiciele związków rewizyjnych zwrócili nam uwagę na inne luki w systemie kontroli spółdzielni:

Poza normalnym trybem kontrola spółdzielni może być przeprowadzona na żądanie rady nadzorczej, walnego zgromadzenia albo 1/5 członków spółdzielni. Ale doprowadzenie do takiej lustracji, nawet w przypadku podejrzeń nadużyć, jest trudne. Rada nadzorcza rzadko wnioskuje o lustrację, bo zwykle ci, którzy zasiadają w radzie, są zaprzyjaźnieni z zarządem. Z kolei walne zgromadzenie nie jest zwoływane, bo zarządowi i radzie nadzorczej zależy na zachowaniu stanowisk.

A na walnym mógłby paść wniosek o ich odwołanie. Z kolei zebranie podpisów od 1/5 członków spółdzielni graniczyłoby z cudem.

Jeśli spółdzielnia zaczyna mieć jakiekolwiek kłopoty albo jej członkowie podejrzewają, że dochodzi w niej do korupcji czy innych nadużyć, zainteresowanym pozostaje tylko jedna droga - apelować do ministra infrastruktury, by zlecił lustrację. Odbędzie się ona również na koszt spółdzielni.

To nie koniec problemów. Lustratorem można zostać po krótkim kursie, a odpowiedzialność za wykonywaną pracę jest symboliczna. Lustratorzy pracują na umowę-zlecenie. - To błąd w ustawie. Uważam, że to powinna być praca etatowa, a spółdzielnie powinny wnosić stałe opłaty lustracyjne - uważa Ryszard Jajszczyk, dyrektor Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP, która zrzesza ok. 600 spółdzielni.

Czy jest szansa, by politycy zmienili system kontroli spółdzielni? Na razie bardzo niewielka. W Sejmie leży co prawda projekt nowelizacji prawa spółdzielczego, ale autorstwa PiS. Już dostał negatywną opinię od rządu.

Anna Marszałek

anna.marszalek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.