Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo handlowe i gospodarcze

Nie będzie rewolucji w upadłościach

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nowe prawo upadłościowe jeszcze dwa lata będzie nabierało kształtów w Ministerstwie Sprawiedliwości. Założenia są gotowe od grudnia 2012 r.

Determinacja resortu sprawiedliwości w tworzeniu nowego prawa upadłościowego i naprawczego znacznie spadła po zmianie w fotelu ministra. - Teraz mówi się o dwóch latach jako terminie przygotowania projektu. Wiem, że tego nie trzeba aż tak długo robić. Zróbcie coś, żeby założenia nie utknęły w tej nowomowie prawniczej - zaapelował do uczestników Europejskiego Kongresu Gospodarczego prof. Dariusz Wędzki, członek zespołu powołanego do opracowania założeń nowej ustawy. Dodał, że założenia napotykają poważny opór w środowiskach prawniczych. - Wielu prawników jest skłonnych szlifować przepisy prawa, by były one zgodne z zasadami sztuki, natomiast drugorzędną sprawą jest dla nich, czy jest to prawo skuteczne - stwierdził prof. Wędzki.

Nowe prawo upadłościowe i naprawcze ma położyć większy nacisk na restrukturyzację firmy, mniejszy na jej likwidację, a w tym drugim przypadku ma ją ułatwić, tak by można było ponownie wykorzystać w działalności gospodarczej większą niż dotychczas część masy upadłościowej. Uproszczony zostałby proces restrukturyzacji - w najprostszej ścieżce dłużnik sam wynajmowałby syndyka i wspólnie z nim mógł zawrzeć umowę z wierzycielami, którą ostatecznie akceptowałby sąd. Byłoby więcej ścieżek restrukturyzacji, zrównano by również w uprawnieniach różne grupy wierzycieli, co mogłoby oznaczać ograniczenie uprawnień ZUS i urzędów skarbowych.

- Założenia mają niemal 400 stron i nie dziwię się, że politykom przekucie ich w projekt może zająć dwa lata. Ale jeżeli w końcu uda się to przeforsować, będziemy mieć prawdziwą rewolucję - mówił Marek Świątkowski, partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Obecnie - jak dodaje - niemal każdy przedsiębiorca w razie kłopotów jest skazany od razu na upadłość likwidacyjną czy układową. Martwym przepisem jest postępowanie naprawcze, czyli de facto restrukturyzacja. - Wystarczy, żeby przedsiębiorca nie uregulował dwóch faktur, niezależnie na jaką kwotę, a w myśl obecnej ustawy kwalifikuje się już do upadłości - uważa Marek Świątkowski, partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Oprócz uregulowań dotyczących płynności finansowej chore są według niego także przepisy dotyczące przewyżki zobowiązań nad majątkiem.

Jego opinię potwierdził Bogdan Fiszer, szef Conbelts Bytom. Firma w 2008 r. wpadła w tarapaty finansowe zakończone procesem upadłości. Trzy lata czekała na zatwierdzenie listy wierzycieli. - Rzeczywistość jest bolesna. Najbardziej poraża opieszałość sądów, które nadinterpretują prawo. Dlatego koszty prawnicze związane z restrukturyzacją pochłonęły u nas główną pulę środków przeznaczonych na restrukturyzację - powiedział Fiszer. Dodał, że prawo upadłościowe tak naprawdę chroni tylko banki.

Jego słowa znalazły poparcie innych uczestników panelu "Zarządzanie. Restrukturyzacja". Grzegorz Dzik, prezes Impelu, zwrócił uwagę, że restrukturyzacja często jest wypierana z myślenia zarządów spółek, które biorą ją pod uwagę dopiero wówczas, gdy firma już jest w kłopotach, zamiast odpowiedzialnie zadbać o przyszłą sytuację przedsiębiorstwa, gdy mu się dobrze powodzi.

Ale takie myślenie - jak stwierdził Andrzej Głowacki, szef firmy konsultingowej DGA - należy do rzadkości. O wiele częstsze w polskiej gospodarce są permanentne restrukturyzacje, przede wszystkim dużych przedsiębiorstw państwowych.

Nowe przepisy mają kłaść większy nacisk na restrukturyzację

Cezary Pytlos

cezary.pytlos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.