Budżetowy taniec na linie polskiego komisarza
P rzygotowanie projektu wieloletniego unijnego budżetu na lata 2028–2034 r. będzie próbą pogodzenia wody z ogniem, i to w jednym z trudniejszych dla Unii okresów. Budżet ma być lepiej kontrolowany, bardziej elastyczny, ma dawać impuls inwestycyjny i mobilizować kapitał prywatny, odpowiadać na nowe wyzwania, a jednocześnie nie obciążać za bardzo państw członkowskich. Słowem – ma to być budżet, z którego będą zadowolone Komisja, Parlament Europejski i 27 państw członkowskich.
Rozbieżność interesów poszczególnych stolic nie jest zjawiskiem nowym, a już z pewnością dla Piotra Serafina, który w Brukseli uchodzi za specjalistę od dobijania targów w nawet najbardziej beznadziejnych przypadkach. Tym razem jednak sytuacja wymyka się UE spod kontroli w wielu obszarach, które stawiają zupełnie inne wyzwania we wszystkich częściach Starego Kontynentu. Migracja, wojna w Ukrainie, globalny wyścig technologiczny, spadek konkurencyjności, konflikty na Bliskim Wschodzie – każde z tych wyzwań rodzi potrzebę albo zwiększenia wpłat państw członkowskich, albo rozszerzenia zestawu dodatkowych wpływów, jak choćby w przypadku ETS i ETS2. I już tutaj Serafin może napotkać pierwszy opór ze strony państw oszczędnych, które dążą raczej do ograniczenia składki. Bez większego budżetu UE nie będzie w stanie reagować na obecne problemy.
Drugą kwestią jest reforma strukturalna budżetu, która wzbudza już spore kontrowersje, choć oficjalnie nie ujrzała światła dziennego. Mowa o likwidacji ponad 500 programów operacyjnych na rzecz 27 programów krajowych. I tu Serafin wydaje się otwarty na dyskusję. W odpowiedziach przesłanych europosłom przed zaplanowanym na przyszły tydzień wysłuchaniem w komisji parlamentarnej polski kandydat na komisarza ds. budżetu stwierdza, że należy zmniejszyć sztywność ściśle zdefiniowanych koszyków krajowych i skomplikowaną procedurę planowania po to, żeby szybciej reagować na zmieniające się potrzeby. I temu ma służyć w zamyśle samej von der Leyen nowa struktura budżetowa, która będzie oznaczała przyznanie wszystkich środków dla beneficjentów końcowych poprzez władze centralne. Zatem to rząd w pierwszej kolejności miałby decydować, dokąd trafią określone środki – zarówno z polityki spójności, jak i z polityki rolnej. Dla części państw, a zwłaszcza Parlamentu Europejskiego, to zamach na samorządy, które będą w pełni uzależnione od rządów. Dla szefowej KE to pozbycie się problemu z elastycznością pieniędzy – Bruksela nie musiałaby przeprowadzać każdorazowo rewizji budżetowej, żeby pozwolić krajom przerzucić pieniądze np. z inwestycji infrastrukturalnych na rzecz wsparcia chociażby regionów dotkniętych katastrofą naturalną.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.