Wyrok w sprawie traktatu lizbońskiego dopiero za tydzień
Czechy nadal utrzymują w niepewności Unię Europejską.
Wczoraj trybunał konstytucyjny odroczył do 3 listopada wydanie wyroku w sprawie traktatu lizbońskiego. Od rana uwaga całej Wspólnoty była skupiona na Brnie, w którym mieści się siedziba trybunału.
Przed rozpoczęciem rozprawy przeważały głosy, że wyrok zostanie ogłoszony jeszcze tego samego dnia, by UE miała jasność sytuacji przed zaplanowanym na czwartek szczytem. Jednak już po kilku godzinach było jasne, że 15 sędziów nie poddało się ogromnej presji, uznając, że sprawa jest na tyle poważna, iż należy im się kilka dni na ocenianie przedstawionych argumentów.
Przeciwnicy Lizbony pojawili się w trybunale pewni swoich racji. - Jak wiele uprawnień musi przy nas pozostać, by konstytucja nie została pogwałcona? Trzy czwarte? Dwie trzecie? Połowa? Jedna dziesiąta? Na to pytanie musi być w końcu dana odpowiedź - grzmiał senator Jirzi Oberfalzer.
To on reprezentował grupę 17 parlamentarzystów, głównie z prawicowej ODS, którzy zaskarżyli Lizbonę do trybunału. W ich opinii traktat, pod którym brakuje tylko podpisu prezydenta Vaclava Klausa - wprowadzający m.in. stanowiska prezydenta UE i szefa unijnej dyplomacji - wymusza na Republice Czeskiej rezygnację z części uprawnień przysługujących suwerennemu państwu.
Ich prawnik zażądał wczoraj wyłączenia z procesu szefa trybunału Pavla Rychetskiego. Argumentował, że pod koniec września spotkał się on z niemieckim ambasadorem Johannesem Haindlem. Sugerował tym samym, że sędzia może nie być obiektywny i ulegać naciskom Berlina. Sam Rychetsky stwierdził, że w jego spotkaniu z niemieckim dyplomatą nie było nic zdrożnego, a Haindl był jedynie ciekawy, jak szybko trybunał może uporać się ze sprawą. Wniosek prawnika senatorów ostatecznie upadł.
Czescy komentatorzy przewidują, że przeciwnicy Lizbony będą próbowali przez kolejne dni wywierać na sędziach presję. Można również się spodziewać, że da o sobie znać największy przeciwnik Lizbony, prezydent Vaclav Klaus, który nie omieszkał tuż przed rozprawą wysłać do trybunału listu, w którym sugerował, że w sprawie traktatu powinno zostać rozpisane referendum.
3 listopada trybunał wyda ostateczny wyrok. Przeciwnicy Lizbony zapowiadają, że się z nim pogodzą, nawet jeśli nie będzie dla nich korzystny. - Nie będzie kolejnej skargi. Wszystkie nasze zastrzeżenia zawarliśmy w tej, która właśnie przez trybunał jest rozpatrywana - powiedział Jirzi Oberfalzer.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu