Związki chcą zmian przepisów o zagranicznych pracownikach
John Monks, sekretarz generalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (ETUC), w rozmowie z FT wezwał do rewizji pochodzącej z 1999 roku unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych, która - jego zdaniem - okazała się za mało skuteczna w zapobieganiu przypadkom, kiedy to niektórzy pracodawcy sprowadzonym z zagranicy robotnikom płacą mniej niż miejscowym.
Punktem odniesienia dla wypowiedzi Monksa rosnące w Unii napięcia polityczne, związane z pytaniem o to, jak bronić miejsca pracy nie naruszając przy tym obejmującego 27 państw jednolitego rynku. W kilku fabrykach w Wielkiej Brytanii wybuchły w zeszłym tygodniu strajki, wywołane zawarciem przez koncern Total umowy na roboty budowlane w rafinerii w Lindsey z firmą korzystającą z pracowników ściągniętych głównie z Włoch i Portugalii. Total obiecał więc przydzielić połowę zadań miejscowym.
- Rewizja dyrektywy nie stanowi przebiegłej próby podważenia jednolitego rynku. Chodzi o ustalenie przepisów, które byłyby przez związkowców łatwiejsze do zaaprobowania i które łatwiej byłoby bronić - mówi John Monks.
Komisja Europejska zapowiedziała, że zbada wpływ unijnych przepisów na mobilność pracowników, ale w tym momencie nie dostrzega potrzeby zmian legislacyjnych.
Zdaniem Johna Monksa, dwa niedawne orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (znane jako sprawy firm Laval i Viking) osłabiły uprawnienia pracowników miejscowych.
- Niepokoiło to nas jeszcze przed recesją: uważaliśmy, że jeśli władze unijne nie zajmą się tą kwestią, może to w odniesieniu do swobody przepływu siły roboczej doprowadzić do większego protekcjonizmu i nacjonalizmu. Teraz mamy wysokie bezrobocie, ludzie nastawieni są bardziej nacjonalistycznie. My uważamy, że taka dyrektywa stanowi licencję na przenoszenie po Europie pracowników opłacanych według stawki minimalnej i, że trzeba z tym skończyć - mówi John Monks.
Zaostrzenie dyrektywy o pracownikach delegowanych miałoby znaczny wpływ na sytuację w Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii oraz niektórych krajach wschodnioeuropejskich, czyli tam, gdzie obowiązkowe umowy zbiorowe między pracodawcami i związkami zawodowymi nie stanowią normy. Oznaczałoby też przybliżenie się do systemu niemieckiego czy francuskiego, gdzie pracodawcy przestrzegają ustalonych dla całego sektora stawek płacowych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.