Przetarg na śmigłowce pomija przepisy UE
Zamówienie ma być udzielone na podstawie regulacji MON. - To ryzykowne - ostrzegają eksperci
Ogłoszony niedawno warty miliardy złotych przetarg na śmigłowce wielozadaniowe, ratownicze i dla marynarki wojennej toczy się według wewnętrznych zasad ustalonych w zarządzeniu Ministerstwa Obrony Narodowej. Tymczasem w sierpniu ubiegłego roku weszła w życie tzw. dyrektywa obronna (2009/81/WE), która reguluje zasady udzielania zamówień na sprzęt dla wojska. Polska dotychczas jej nie wdrożyła.
- Nie zwalnia nas to jednak z konieczności jej stosowania. Tymczasem niezgodne z nią jest już samo ogłoszenie o przetargu. Brakuje w nim pewnych elementów i nie zostało opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE. Te uchybienia mogą stanowić powód do interwencji Komisji Europejskiej - ocenia Arkadiusz Szyszkowski z PAN.
Jedyną podstawę do wyłączenia unijnych przepisów o zamówieniach stanowi art. 346 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który pozwala na to ze względu na zagrożenie istotnych interesów bezpieczeństwa państwa. I właśnie na ten przepis powołuje się MON.
- W wyniku przeprowadzonych analiz ustalono, że zachodzi konieczność zastosowania tej regulacji - odpowiedziano nam w resorcie.
Czy rzeczywiście są podstawy do zastosowania wyłączenia?
- Nie da się tego ustalić, nie znając opisu przedmiotu zamówienia - mówi Piotr Kunicki, prawnik w kancelarii Wierzbowski Eversheds.
Dodaje jednak, że od wejścia w życie dyrektywy przesłanki wskazane w art. 346 TFUE muszą być interpretowane dużo węziej niż wcześniej.
- Właśnie po to przyjęto dyrektywę obronną, by państwa ich nie nadużywały. Zapewnia ona procedury chroniące interes bezpieczeństwa i co do zasady większość zamówień wojskowych powinna być udzielana zgodnie z nią - wyjaśnia.
Nawet w czasach, gdy nie obowiązywała dyrektywa i przesłanki wyłączające interpretowano szeroko, KE często podważała ich zastosowanie. Przed dwoma laty interweniowała np. w sprawie zakupu samolotów transportowych dla czeskiej armii.
Jakie mogą być skutki takiej interwencji?
- Sprawa trafiłaby do Trybunału Sprawiedliwości UE, a ten mógłby nałożyć karę finansową za udzielenie zamówienia z pominięciem przepisów dyrektywy - wyjaśnia Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.
Co gorsza, wyrok trybunału mógłby stanowić dla pokrzywdzonych w przetargu firm podstawę do żądania stwierdzenia nieważności umowy.
Sławomir Wikariak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu