Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Ryzykowna umowa

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Wykonanie ACTA ograniczy przestrzeń wolności. Proponowana wersja prawnej regulacji internetu może się okazać też pułapką blokującą rozwój społeczeństwa obywatelskiego

Umowy handlowe zawierane przez Unię muszą być zgodne z jej celami, do których należy wspieranie wartości Unii. W myśl art. 3 TUE celem społecznej gospodarki rynkowej jest postęp społeczny, Unia zwalcza wyłączenie społeczne oraz wspiera sprawiedliwość społeczną. Karta Praw Podstawowych Unii - która "ma taka samą moc prawną, jak traktaty" (art. 6 ust. 1 TUE) - stanowi w art. 7, że "Każdy ma prawo do poszanowania życia prywatnego, domu i komunikowania się", co nie jest respektowane w postanowieniach umowy ACTA. Karta stwierdza też, że każdy ma prawo do wolności "otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe" (art. 11). Umowa, traktując informacje i idee jak towar, ignoruje ich wolnościowy sens. Tymczasem karta nakazuje szanować "wolność i pluralizm mediów" (art. 11).

Umowa ACTA jako rezultat tajnej dyplomacji (w 2009 roku Biały Dom oświadczył, że udostępnienie projektu zagrażałoby bezpieczeństwu narodowemu USA), obejmującej rokowania państw i korporacji, których przedstawiciele uczestniczyli w tajnych rokowaniach, stanowi zaprzeczenie wielu deklarowanych wartości i reguł europejskich, co zasługuje na ocenę Trybunału Sprawiedliwości. Należałoby zatem "uzyskać opinię Trybunału Sprawiedliwości w sprawie zgodności przewidywanej umowy z traktatami" w trybie art. 218 ust. 11 TFUE. Z wnioskiem do Trybunału Sprawiedliwości może wystąpić Państwo Członkowskie. W myśl tego przepisu "W przypadku negatywnej opinii Trybunału, przewidywana umowa nie może wejść w życie, chyba że nastąpi zmiana lub rewizja Traktatów".

Zwalczanie poszczególnych potężnych udostępniaczy sieciowych, którzy wyzyskują producentów chronionych prawem i pomniejszają ich zyski, niekiedy nieproporcjonalne do zysków twórców, nie może prowadzić do odcięcia dostępu do kultury użytkowników internetu, dla których zapoznanie się z utworem w sieci może być jedyną szansą zapoznania się z nim w ogóle, zwłaszcza w okresie kryzysu gospodarczego powodującego dotkliwe skutki społeczne.

Zasadnicza nieproporcjonalność środków, których stosowanie wymusi ACTA, polega na tym, że mogą być one trudniejsze do zniesienia dla pojedynczych osób - jak to wynika z oceny podobnych rozwiązań stosowanych już w USA, dokonanej przez Electronic Frontier Foundation, aniżeli dla potężnych producentów towarów podrobionych, których umowa ma zwalczać. Wdrożenie przewidzianych w ACTA rozwiązań może prowadzić do zwalczania jednych i drugich, ze szkodą dla powszechności dostępu do kultury, stanowiącej podstawę społeczeństwa obywatelskiego, co pogłębi istniejące nierówności i stworzy nowe. Nieokreśloność postanowień ACTA czyni przewidywane w niej ograniczenia nieproporcjonalnymi, a wcześniejsze wersje tej umowy ujawniają zagrażające prawom człowieka intencje, które są przecież zapowiedzią kierunku interpretacji nieprecyzyjnych postanowień i kierunku rozwoju niniejszej umowy przez ustanowiony w niej Komitet ds. ACTA, mający podejmować decyzje dotyczące zasięgania rady pozarządowych osób lub grup. Kierunki te będą zapewne zgodne z oczekiwaniami promotorów umowy i mogą niestety odzwierciedlać kryzysogenną żądzę zysku i egoistyczną, kontkulturową władzę pieniądza, określaną niekiedy mianem terroryzmu finansowego.

Umowa ACTA i sposób postępowania towarzyszący jej ewentualnemu wdrożeniu w UE, stanowią przykład opisanego w literaturze politologicznej tzw. prania polityki ustawodawczej. Polega ono na tym, że najpierw w drodze poufnych negocjacji zawierane jest porozumienie międzynarodowe, mające w istocie ukryty cel (niekiedy konstytucyjnie wykluczony), lub wprowadzające metody osiągania celu (w przypadku ACTA niezgodne z Konstytucją RP) trudne do narzucenia społeczeństwu, zwłaszcza w drodze parlamentarnej (np. zwiększenie kontroli nad obywatelami, ograniczenie ich praw). Etap negocjacji uniemożliwia - zdaniem rządzących, którzy negocjują - jakiekolwiek konsultacje. Następnie, kiedy umowa zostanie już podpisana, trzeba zrealizować jej postanowienia w prawie wewnętrznym, konsultacje nie są już potrzebne, bo nie mogą być skuteczne. System prawa europejskiego sprzyja stosowaniu tej metody. Obywatele nie są jednak poddanymi rządu ani krajowego, ani unijnego. Na tym polega Europa. To właśnie na zrozumieniu tej szczególnej sytuacji obywateli przez rządzących, ale także rządzonych, polega także postęp, którego nie sposób - jak wskazuje doświadczenie - zatrzymać za pomocą przepisów, nawet wyrażających potężne interesy.

W świetle konstytucji dialog społeczny, jako podstawa ustroju Rzeczypospolitej, jest współistotny procesowi prawotwórczemu. Organizatorem tego dialogu w sprawach europejskich powinien być rząd i parlament, a także deputowani do Parlamentu Europejskiego. Sprzeciw wobec umowy ACTA wskazuje, że nie wzięto pod uwagę niezbędności dialogu w tej właśnie sprawie. Niektóre postanowienia umowy charakteryzują się znaczną nieokreślonością ("domniemana działalność naruszająca prawo", "majątek uzyskany pośrednio z działalności naruszającej prawo", "pośrednia korzyść ekonomiczna"), inne stanowią nieproporcjonalną ingerencję ("nakaz konfiskaty majątku... uzyskanego pośrednio w wyniku domniemanej działalności naruszającej prawo", polegającej na kopiowaniu "dzieł kinematograficznych podczas seansu filmowego"), także w prawo do prywatności (strona zapewnia organom sądowym prawo do nakazania domniemanemu sprawcy naruszenia, by przekazał posiadaczowi praw lub organom sądowym informacje "dotyczące dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt domniemanego naruszenia"). Interpretacją umowy zajmie się Trybunał Sprawiedliwości. Na ogół w Polsce nie pisze się prawa w ten sposób, zwłaszcza prawa karnego. Nowe prawa mogą być stanowione, jeżeli dotychczasowe wymagają zmiany. Wykonanie umowy ACTA może utrudnić i ograniczyć dostęp do kultury, spowoduje, że kontakty z siecią staną się ryzykowne. Posiadacze praw, jeśli zechcą korzystać ze środków wynikających z realizacji umowy, przysporzą pracy sądom i prawnikom, przybędzie osadzonych, a niejednoznaczność prawa zwiększy grono potencjalnych przestępców, zredukuje zaufanie do prawa, a także podwyższy poziom nieufności społecznej. Odpowiednie służby otrzymają lub odnajdą nowe zadania inwigilacyjne.

Przestrzeń wolności zostanie ograniczona, a proponowana wersja prawnej regulacji internetu może okazać się pułapką blokującą rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Nie wydaje się, by warto ponosić tego rodzaju ryzyko tylko dlatego, że posiadacze praw nie potrafią odnaleźć się w środowisku cyfrowym, akcjonariuszy rozmaitych korporacji niepokoją zbyt małe zyski, deputowanych w różnych krajach czekają kosztowne kampanie wyborcze, które przecież mogą nie zakończyć się reelekcją.

Sposób ewentualnego wdrożenia umowy w Unii Europejskiej to przykład prania polityki ustawodawczej

@RY1@i02/2012/022/i02.2012.022.070000800.802.jpg@RY2@

MICHAŁ DYJUK/REPORTER

Od ponad tygodnia internauci protestują przeciwko porozumieniu

dr Ryszard Piotrowski

konstytucjonalista, wykładowca Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.