Dziennik Gazeta Prawana logo

KE chce obciąć fundusze. Ale Rada UE nie chce na to pozwolić

KE chce obciąć fundusze. Ale Rada UE nie chce na to pozwolić
nieznane
29 listopada 2018

Instytucja sprzeciwia się powiązaniu wypłaty unijnych środków z praworządnością

Redakcja DGP dysponuje unijnym dokumentem, z którego wynika, że Rada UE (skupiająca ministrów krajów członkowskich) ma wątpliwości wobec proponowanego przez Komisję Europejską mechanizmu powiązania unijnych funduszy z praworządnością. Cała procedura ma zacząć obowiązywać w nowej perspektywie finansowej po 2020 r. Da ona możliwość zablokowania środków z europejskiej kasy tym krajom, które – według KE – naruszają zasady państwa prawa.

Z opinii służb prawnych Rady UE wynika, że delegacje krajów członkowskich podniosły wątpliwości co do podstaw prawnych pomysłu KE we wrześniu, na spotkaniu grupy roboczej. Została ona powołana w związku z trwającymi negocjacjami nad budżetem UE. Potem unijni prawnicy sporządzili na ten temat ekspertyzę. Zastrzeżenia dotyczą m.in. sposobu procedowania. Zgodnie z projektem decyzja o zawieszeniu wypłat dla jednego z państw członkowskich ma zapadać w głosowaniu odwróconą większością kwalifikowaną. Oznacza to, że wniosek o zablokowanie funduszy przechodzi, jeśli nie uda się go obalić głosami w stosunku, który trudniej uzyskać. Co prawda unijni prawnicy wskazali, że traktat przewiduje taką możliwość, ale zaznaczają, że może to nastąpić tylko pod pewnymi warunkami.

Obawy wywołuje także prawna kolizja nowego mechanizmu z procedurami zapisanymi już w traktacie. Przewidują one określone ścieżki postępowania z krajami członkowskimi naruszającymi zasady praworządności. Jest to m.in. dobrze Polsce znana procedura art. 7. Nowy mechanizm blokowania unijnych funduszy może stanowić środek zastępczy dla tej procedury. – Jest to o tyle ważne, że system sankcji wobec państw, przewidziany traktatami unijnymi, jest zamknięty – zwraca uwagę prof. Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ekspert od prawa międzynarodowego spodziewa się, że tuż po przyjęciu rozporządzenia ustanawiającego nowy mechanizm może ono zostać zaskarżone do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Chętnych zapewne nie będzie brakować. Pierwsze mogą być Polska lub Węgry, które od kilku lat prowadzą spór z Komisją. Tajemnicą poliszynela jest to, że pomysł rozporządzenia powstał, gdy okazało się, że Unia nie dysponuje skutecznymi narzędziami umożliwiającymi dyscyplinowanie obu tych krajów. Zastrzeżenia, które zrodziły się w Radzie, pokazują jednak, że państw, które mają wątpliwości, jest więcej.

To nie pierwszy raz, gdy działania Komisji Europejskiej są kwestionowane przez Radę. Tak też było w przypadku procedury praworządności zastosowanej po raz pierwszy dwa lata temu wobec Polski, gdy PiS przeprowadzał zmiany w Trybunale Konstytucyjnym. Rada UE zakwestionowała go, gdy tylko KE powołała go do życia. Zarzucano wtedy Komisji, że przypisuje sobie uprawnienia niemające umocowania w traktatach. Unijni prawnicy – podobnie jak w przypadku mechanizmu warunkowości – zastrzegali, że jedynym środkiem dyscyplinowania krajów członkowskich jest art. 7.

Polski rząd zna opinię Rady i liczy, że co najmniej wpłynie ona na modyfikację pomysłów Komisji. Warszawa wprawdzie nie kwestionuje wprowadzenia takiego rozwiązania, jednak wytyka arbitralność kryteriów. Zdaniem naszego rządu, gdyby weszło ono w życie, powinno być jasno zapisane, co rodzi ryzyko utraty środków unijnych. To stawiałoby jednak w kłopotliwej sytuacji Komisję Europejską, bo niektóre kraje mogłyby potraktować pomysł jako ingerencję w ich model wymiaru sprawiedliwości. Na przykład Komisja kwestionuje w ramach postępowania w ramach art. 7 zmiany w polskiej Krajowej Radzie Sądownictwa polegające na wyborze nowego składu KRS przez Sejm. Gdyby zakwestionować ten model, to Komisja musiałaby zakwestionować podobną zasadę w Hiszpanii (choć tamtejsza procedura jest bardziej skomplikowana, a kandydat musi uzyskać większość 3/5 w parlamencie).

Polska – podobnie jak Rada – uważa też, że Komisja uzurpuje sobie uprawnienia, które nie wynikają z traktatów. Krytycznie ocenia także pomysł wprowadzenia decyzji odwróconą większością kwalifikowaną. – Liczymy, że ta opinia spowoduje w Komisji refleksję i zmiany w tym rozwiązaniu – mówi nam osoba z rządu.

Opinia znana jest także w Parlamencie Europejskim, który ma w tej sprawie głos. Na razie praca nad dokumentem trwa w komisjach. Poseł PO Jan Olbrycht mówi, że samo rozwiązanie nie budzi sprzeciwu, a dyskusja dotyczy szczegółów. Chodzi o doprecyzowanie kryteriów, kiedy występuje zagrożenie w wymiarze sprawiedliwości, stwarzające zagrożenie dla prawidłowego wydawania unijnych środków.

– Europejska Partia Ludowa nie sprzeciwia się takiemu instrumentowi. Ale walczyliśmy o to, by wpisać, że jeśli taka procedura wejdzie w życie, to trzeba chronić końcowych beneficjentów, czyli firmy, uczelnie czy samorządy – podkreśla Jan Olbrycht. Jednocześnie w PE pojawiły się pomysły, by rozszerzyć rozporządzenie nie tylko na kwestie wymiaru sprawiedliwości, ale także wszystkich unijnych wartości. Decyzja parlamentu ma być znana w ciągu kilku tygodni. ©

Obawy rodzi prawna kolizja mechanizmu z traktatem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.