Jeśli Sąd Najwyższy odpowie...
Decyzje, jakie zapadną pod koniec marca na posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, na którym ma być udzielona odpowiedź na pytania I prezes SN w sprawie rozstrzygania sporów frankowiczów z bankami, mogą kosztować sektor finansowy nawet setki miliardów złotych.
– Nie liczyliśmy tych kwot. Jest bardzo dużo wariantów umów. W niektórych sytuacjach korzystniejsze byłoby unieważnienie, niektóre osoby chciałyby „odfrankowienia”. Jeszcze inaczej jest w sytuacji, gdy np. bank wypowiedział umowę kredytu – uważa Arkadiusz Szcześniak, prezes Stop Bankowemu Bezprawiu, stowarzyszenia frankowiczów.
Banki najbardziej zabolałoby uznanie, że ze względu na zapisy abuzywne umowy kredytowe powinny być unieważniane, a okres przedawnienia roszczeń liczy się od chwili wypłaty kredytu. Oznaczałoby to bowiem, że banki nie mogą domagać się zwrotu pożyczonych ponad dekadę temu pieniędzy. Klienci mogliby natomiast żądać zwrotu rat sięgających wstecz nawet 10 lat. Wtedy sami bankowcy szacują straty na niemal 300 mld zł. – To abstrakcyjne liczby. One mają na celu tylko przestraszyć sędziów SN. Tak wysokie kwoty nie są możliwe, bo obecne saldo tych kredytów to ok. 100 mld zł – mówi Szcześniak. W tym przypadku znaczenie ma jednak nie tylko bieżąca wartość należności, ale też wielkość rat zapłaconych w przeszłości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.