Trzeba ustalić nie tylko szkodę, ale także jej wysokość
II CSK 601/08
Polska spółka otrzymała zamówienie na montaż rusztowań na platformie od niemieckiego kontrahenta. W umowie zapisano, że jeżeli z winy wykonawcy lub podmiotów z nim związanych zostanie wyrządzona szkoda, odpowiedzialność ponosi wykonawca. W sierpniu 2001 r. polska spółka zawarła umowę z inną spółką na montaż i demontaż rusztowań. W umowie podano ich typ, normę oraz sposób przekazania do eksploatacji (tj. protokołem odbioru technicznego wraz ze świadectwem dopuszczenia do użytkowania).
Rusztowanie postawiono i pracownicy spółki głównego wykonawcy przystąpili do prac. Potrwały one jednak tylko dwa dni, bo rusztowanie się zawaliło. Z opinii Politechniki Gdańskiej wynikało, że rzeczywista wytrzymałość rusztowań była o połowę mniejsza, niż przewidywała umowa. Ponadto zastosowano niezgodne z projektem, błędne rozwiązania techniczne. W drugiej opinii sporządzonej na użytek sprawy karnej dodatkowo negatywnie oceniono zarówno projekt, jak i wykonanie. Główny wykonawca zapłacił odszkodowanie. I w związku z tym spółka wystąpiła przeciwko następcy prawnemu podwykonawcy i Towarzystwu Ubezpieczeniowemu Allianz Polska o zapłatę, tj. zwrot odszkodowania.
Sąd I instancji uwzględnił powództwo. Stwierdził, że obie spółki łączyła umowa o roboty budowlane. Miało to istotne znaczenie dla sprawy, bo pozwani podnosili zarzut przedawnienia. Przy umowie o roboty budowlane termin ten wynosi trzy lata, a przy umowie o dzieło dwa lata. Sąd zakwalifikował ją tak dlatego, że nie były to zwykłe rusztowania, ale specjalne, które wymagały projektu.
Pozwani odwołali się, a sąd II instancji zmienił wyrok i powództwo oddalił. Pod uwagę wziął opinię Politechniki Wrocławskiej. Uznał, że umowy nie można zakwalifikować jako o roboty budowlane, bo zawierała za mało elementów takiej umowy. Powód przedstawiał co prawda jakieś dokumenty. Sąd nie wziął ich jednak pod uwagę, bo dokumenty nie były podpisane. W związku z tym w ocenie sądu była to umowa o dzieło i roszczenie się przedawniło. Natomiast postępowanie szkodowe prowadzone przez ubezpieczyciela nie doprowadziło do ustalenia wysokości szkody.
Od tego wyroku powódka wniosła skargę kasacyjna. Sąd Najwyższy ją uwzględnił, uchylił wyrok sądu II instancji i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania. W ustanym uzasadnieniu wyroku stwierdził, że w zaskarżonym orzeczeniu błędnie zakwalifikowano umowę. W ocenie SN była to umowa o roboty. Nie było to bowiem zwykłe rusztowanie, ale wymagające projektu. Sąd dopuścił się także innych uchybień, bo podzielił tylko ustalenia sądu I instancji w zakresie zawalenia się, a w zakresie szkody tego nie zrobił. Nie zapoznał się z aktami szkodowymi, mimo że żądanie takie było zgłoszone już w pozwie, a dysponował tylko dokumentami prywatnymi. Wobec tego teraz musi ustalić podstawę szkody – czy była ona wynikiem czynu niedozwolonego, czy wynikała z umowy, oraz jej wysokość. To jest kluczowy problemem w sprawie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.