Czy Roman Polański zawarł ugodę?
Zgodnie z ujawnionymi w weekend dokumentami sądowymi, już piętnaście lat temu Roman Polański mógł zawrzeć ugodę z prawnikami zgwałconej przez niego w 1977 r. Samanthy Geimer.
Problem w tym, że nie ma pewności czy odszkodowanie - w wysokości co najmniej kilkuset tysięcy dolarów - zostało kiedykolwiek wypłacone. Wszystkie zainteresowane strony nabrały wody w usta.
Z dokumentów sądu w Los Angeles, które zostały ujawnione na żądanie amerykańskich mediów, wynika, że po pięcioletnim procesie cywilnym reżyser oraz jego ofiara, w chwili gwałtu 13-letnia, doszli w październiku 1993 r. do porozumienia. Polański dostał dwa lata na wypłacenie Samancie Geimer 500 tysięcy dolarów kosztem zadośćuczynienia (z notatek rozsianych po dokumentach sprawy wynika, że przedmiotem negocjacji mogła być nawet suma 1,25 mln dolarów).
Nie wiadomo, czy odszkodowanie to zostało wypłacone. Na pewno nie zostało wypłacone w terminie, gdyż jeszcze w 1996 r. sąd szacował zobowiązania reżysera wobec Geimer na ponad 600 tysięcy dolarów. Jej prawnicy próbowali też ściągnąć pieniądze od wytwórni filmowych, z którymi współpracował reżyser. Być może zadośćuczynienie zostało wypłacone pod koniec 1996 r. - spekulują amerykańskie media - gdyż już w kolejnym roku zachowanie Samanthy Geimer diametralnie się zmieniło: wszelkie działania prawników ustały, a ofiara Polańskiego w liście do prowadzącego sprawę sędziego z Los Angeles opowiedziała się za pozwoleniem reżyserowi na powrót do USA, a zaraz potem - za odstąpieniem od zarzutów. Ustalenie prawdziwego przebiegu wydarzeń wydaje się jednak niemożliwe - wszyscy zainteresowani odmawiają komentarza, a prowadzący wówczas sprawę prawnicy zasłaniają się niepamięcią.
Roman Polański został aresztowany w zeszłym tygodniu, tuż po tym jak przyleciał do Szwajcarii, by odebrać nagrodę za całokształt twórczości podczas festiwalu filmowego w Zurychu. W piątkowym wywiadzie dla internetowego serwisu Teleblocher, były szwajcarski minister sprawiedliwości Christoph Blocher stwierdził, że reżyser mógł - i powinien - zostać poinformowany, że przekraczając granice Szwajcarii, ryzykuje aresztowanie. W weekend przedstawiciel Federalnego Biura Sprawiedliwości podkreślił jednak, że tego typu ostrzeżenie Polańskiego byłoby nielegalne.
Szwajcarskie władze mają czterdzieści dni na podjęcie decyzji dotyczącej ekstradycji do USA. Jednak prawnicy reżysera zaapelowali do władz w Bernie o wypuszczenie go na wolność. Odpowiedzi spodziewają się w połowie tego tygodnia.
mj, los angeles times
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu