Dochodzenie roszczeń przed sądem
Bogna Wais-Przybyło: poszkodowany nie ma obowiązku czekać na prawomocne skazanie sprawcy wypadku. Może żądać odszkodowania od ubezpieczyciela, choć proces karny się jeszcze nie skończył
Wysokość roszczeń z tytułu zadośćuczynienia nie jest wyliczalna, lecz zależy od rozmiaru doznanej krzywdy. Zadośćuczynienie ma charakter ocenny i w każdym przypadku może mieć inną wartość. Gdy wysokość świadczenia wypłaconego przez ubezpieczyciela nie satysfakcjonuje poszkodowanego, a tak jest w olbrzymim procencie przypadków, powstaje konieczność ustalenia wysokości należnych poszkodowanemu świadczeń przed sądem. Zresztą nie tylko zadośćuczynienia są przedmiotem sporu, ale także inne roszczenia odszkodowawcze, których ubezpieczyciele nie wypłacają w odpowiedniej wysokości lub odmawiają ich wypłaty w ogóle.
Powodów jest kilka. Rośnie świadomości osób poszkodowanych w zakresie ich praw i należnych im świadczeń. Jeszcze kilka lat temu trafiali do nas klienci, którzy przez wiele lat od wypadku nie mieli świadomości, że mogą czegoś się domagać na podstawie ubezpieczenia OC. Teraz takie przypadki prawie się nie zdarzają. Postępowania sądowe są skutkiem polityki firm ubezpieczeniowych, które wypłacają poszkodowanym bardzo skromne świadczenia, a czasem pod byle pretekstem odmawiają wypłaty w ogóle - oczekując, że poszkodowany się z tym pogodzi lub sprawę rozstrzygnie sąd po długotrwałym procesie, a w tym czasie ubezpieczyciel będzie mógł obracać niemałymi często środkami. Jeszcze niedawno jedynie nieliczni poszkodowani decydowali się na trudy procesu. Barierą były koszty, czas, konieczność fachowej reprezentacji, bez której trudno było sobie poradzić. Obecnie z roku na rok ten stan się zmienia. Jest to wynik w dużej mierze większej dostępności usług fachowych pełnomocników.
Tego typu procesy sądowe są z reguły długie. Wiąże się to najczęściej z koniecznością zasięgnięcia opinii biegłych. Czas opracowania jednej opinii biegłego raczej nie jest krótszy niż miesiąc (w przypadku prostszych opinii), a nieraz rozciąga się nawet do dwóch lat, w przypadku opinii instytutów naukowych. Sprawy, które kończą się przed upływem roku od wytoczenia powództwa do prawomocności wyroku, są rzadkością.
Nie musi tak być. Pokutuje przekonanie, że trzeba czekać na zakończenie procesu leczenia, aby wystąpić o odszkodowanie do ubezpieczyciela, czy też firmy wstrzymują się z wypłatą świadczeń do zakończenia leczenia poszkodowanego. Nic bardziej błędnego. Odszkodowanie ustalane jest na datę wyrokowania, a w przypadku gdy leczenie jeszcze się nie skończyło (a tak jest w sprawach z ciężkimi obrażeniami, gdy leczenie trwa latami), jest możliwość ustalenia odpowiedzialności sprawcy lub ubezpieczyciela na przyszłość, za skutki zdarzenia wywołującego szkodę. Poszkodowany nie ma obowiązku czekać na prawomocne skazanie sprawcy - może żądać odszkodowania, choć proces karny się jeszcze nie skończył. Często ubezpieczyciele wstrzymują się z wypłatą świadczeń do prawomocnego skazania sprawcy wypadku, co nie ma prawnego uzasadnienia.
Do 3 sierpnia 2008 r. Kodeks cywilny nie zawierał pojęcia zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej. Zadośćuczynienie przysługiwało osobom bezpośrednio poszkodowanym. Osoby bliskie mogły jedynie domagać się odszkodowań za pogorszenie się swojej sytuacji materialnej z powodu śmierci męża, żony czy dziecka. Samo cierpienie psychiczne nie dawało podstawy do żądania zadośćuczynienia od sprawcy. Do zmiany doszło w efekcie dodania do art. 446 k.c. par. 4. Wprowadzony wówczas przepis używa określenia "suma odpowiednia" i to sąd ma rozstrzygać o jej wysokości. Zasądzane na tej podstawie zadośćuczynienia mają różną wartość. Zdarzają się kwoty niewysokie, rzędu 10 tys. zł, ale i wielokrotnie większe, np. rzędu 150 tys. zł dla jednej osoby. Oczekujemy na rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego które dałyby jakieś wiążące wskazówki. Te, które dotychczas zapadły w tym zakresie podkreślają, że nie mogą to być wartości symboliczne. Kwoty te winny stanowić odczuwalną ekonomicznie wartość dla poszkodowanego.
Kryteria są różne. Podstawowy jest rozmiar doznanej krzywdy, ale to kryterium jest indywidualnie oceniane w każdej sprawie. W najnowszych orzeczeniach Sąd Najwyższy przesądził, że ustalając wysokość takiego świadczenia, nie można się kierować statusem materialnym poszkodowanego. Nie można więc przyjmować, że biednemu wystarczy skromna kwota, bo i tak do tej pory żył na skromnym poziomie i ten poziom życia będzie determinował rodzaj wydatków, na które spożytkowana zostanie przyznana kwota (wyrok SN z 3 czerwca 2011 r., III CSK 279/10, niepublikowany).
Rozpoznanie kolejnych skarg kasacyjnych ukształtuje orzecznictwo sądów.
Porównując zasądzane kwoty z tytułu zadośćuczynienia sprzed około 10 lat i obecnie, to różnica jest ogromna. I nie chodzi tylko o kwestię zmiany wartości siły nabywczej pieniądza, co jest rzeczą oczywistą. W praktyce obserwuje się tendencję do zasądzania coraz wyższych kwot. Może ma to związek z europejskimi wpływami na postrzeganie rekompensaty za krzywdę, która przez długie lata po 1989 r. była raczej symboliczna. Na co dzień zapadają wyroki zasądzające kwoty rzędu kilkuset tysięcy złotych. W szczególnie ciężkich przypadkach zdarzają się kwoty sięgające miliona złotych i więcej. Jest to więc dowód, że swoich roszczeń trzeba próbować dochodzić przed sądem.
@RY1@i02/2011/211/i02.2011.211.05000040h.801.jpg@RY2@
Bogna Wais-Przybyło, adwokat, partner w Kancelarii Adwokackiej Lassota i Partnerzy
Rozmawiał Piotr Samoraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu