Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Prywatne kopie, publiczny problem

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 59 minut

Opłaty od urządzeń umożliwiających prywatne kopiowanie utworów nie są tantiemami autorskimi ani żadnym nowym podatkiem, jak twierdzą choćby dystrybutorzy smartfonów. A obowiązek ich uiszczania wynika wprost z prawa autorskiego

Ostatnio w mediach podejmowany jest problem opłat rekompensujących korzystanie z utworów w ramach użytku osobistego. Czytelnicy tekstów oraz odbiorcy programów radiowych i telewizyjnych odnoszących się do tego zagadnienia mogą czuć się zdezorientowani. Często bowiem opłaty te mylnie określane są terminem tantiem autorskich, dodatkowego podatku, którym obciążeni mają być użytkownicy urządzeń elektronicznych (w szczególności coraz popularniejszych smartfonów). Wskazuje się, iż importerzy urządzeń kopiujących uważają te opłaty za nadmierne obciążenie. Twórcy, artyści i wydawcy podnoszą zaś, że prywatne kopiowanie powoduje spadek zapotrzebowania na legalnie produkowane egzemplarze utworów dostępne w handlu, czyniąc działalność twórczą i wydawniczą nieopłacalną.

Jeszcze niedawno stan techniki powodował, że sporządzanie w warunkach prywatnych kopii egzemplarzy utworów literackich, muzycznych, słowno-muzycznych, a także naukowych było albo niemożliwe, albo ich jakość istotnie różniła je od egzemplarza wykonanego profesjonalnie. Sam pamiętam możliwości mojego magnetofonu zakupionego na początku lat 70. ubiegłego wieku. O korzystaniu z kserokopiarki lepiej nie wspominać.

Rewolucja technologiczna

Na początku lat 90., w toku prac nad uchwaloną 4 lutego 1994 r. ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 z późn. zm., dalej jako PrAut), sytuacja zaczęła gwałtownie ewoluować. Na rynku zaczęły pojawiać się urządzenia, które system kopiowania opierały na technice cyfrowej. Zmianie uległa formuła materialnego ustalenia utworu (nośnika). Początkowo kopią był zapis na papierze bądź innym suporcie (umożliwiający wzrokowe zapoznanie się z utworem) oraz analogowe nagranie audialne lub audiowizualne, które można odtworzyć. Obecnie kopią stał się również cyfrowy zapis utworu na nośniku trwałym (jako płyta, pamięć zewnętrzna) lub w pamięci urządzenia umożliwiającego odtwarzanie.

Przy przygotowywaniu obecnej ustawy było oczywiste, że ma miejsce początek ogromnego rozwoju elektroniki i że rozwój ten na wielką skalę obejmie także sferę prywatną, zasadniczo wzbogacając możliwości korzystania z utworów. Lawinowo zaczęły pojawiać się coraz nowe generacje urządzeń, umożliwiających cyfrowe utrwalanie, zwielokrotnianie, przechowywanie, przesyłanie i opracowywanie zasobów, a więc czynności, które umożliwiają cyfrowe pozyskiwanie i zwielokrotnianie egzemplarzy utworów w sferze użytku prywatnego. Rozwój ten trwa nadal i przybiera na intensywności. Jego cechą jest możliwość zapisywania w systemie binarnym, na tych samych nośnikach i przy użyciu tych samych urządzeń (zależnie od funkcji wynikających z przeznaczenia urządzenia) zarówno tekstów przeznaczonych do odczytywania wzrokowo lub nagrań audialnych oraz audiowizualnych odtwarzających wrażenie ruchu.

Urządzenia cyfrowe wykorzystujące oprogramowanie komputerowe stawały się coraz bardziej przyjazne, tzn. łatwe w obsłudze, przy tym coraz bardziej wydajne i tanie, oferujące coraz większe możliwości, jeśli idzie o ich funkcjonalność, coraz bardziej zminiaturyzowane, a jednocześnie oferujące coraz doskonalsze możliwości w zakresie kopiowania w formie cyfrowej i następnie wykorzystania kopii zapisanych w postaci plików cyfrowych zarówno przez dane urządzenie, jak również we współpracy z innymi.

Dzięki internetowi można z łatwością korzystać, bez potrzeby wychodzenia z domu, z zasobów w dowolnym miejscu na świecie. Jest to wielka zdobycz cywilizacyjna, której znaczenie w sferze postępu i dostępności dorobku nauki i kultury, trudno przecenić. Ale tak jak to bywa z każdą zdobyczą, niesie ona ze sobą także i zagrożenia.

Straty jednych, zysk innych

Kopiowanie cyfrowe, samo w sobie, nie tworzy nowych wartości. Umożliwia dostęp do utworów i korzystanie z nich na ogromną skalę. Zastępuje dostęp do tradycyjnego egzemplarza utworu. Żeby jednak było z czego cyfrowo korzystać utwór, jego artystyczne wykonanie, musi zostać stworzone, a ich egzemplarze muszą być wyprodukowane i rozpowszechnione. To wymaga zaś nakładów: na wynagrodzenia autorskie, na doprowadzenie do ukazania się egzemplarzy utworów na rynku, a więc poniesienia kosztów produkcji, dystrybucji, reklamy. Dotychczas było to prowadzone w ramach działalności handlowej wydawców i producentów książek, czasopism i nagrań. Cena egzemplarzy dostępnych na rynku, których koszty wyprodukowania i udostępniania rozłożone były na znaczną liczbę rozpowszechnianych egzemplarzy, pozwalała na pokrycie wynagrodzeń wszystkich zaangażowanych w przedsięwzięcie osób. Elementem tego systemu było zatem zapotrzebowanie na znaczną liczbę egzemplarzy kierowanych na rynek.

Bogactwo urządzeń umożliwiających kopiowanie utworów w sferze prywatnej powoduje, że gwałtownie spada zapotrzebowanie na egzemplarze utworów dostępnych w handlu. Znacznie wygodniejsze okazuje się korzystanie z nagrań cyfrowych. Technika cyfrowa umożliwia tworzenie własnych zasobów uwzględniających indywidualne upodobania i potrzeby użytkownika. Jednocześnie jakość kopii nie odbiega od jakości oryginałów. Efektem tej sytuacji jest drastyczny spadek opłacalności produkcji egzemplarzy utworów w postaci książek, czasopism, w tym w szczególności naukowych, nagrań audialnych i audiowizualnych.

Z drugiej strony rośnie zapotrzebowanie na urządzenia, które umożliwiają prywatne kopiowanie utworów. Ostra konkurencja między firmami oferującymi taki sprzęt najdobitniej pokazuje, o jak opłacalnym biznesie mówimy. Tyle że producenci, importerzy i dystrybutorzy czerpią zyski z umożliwiania korzystania z dóbr, które zostały wytworzone przez kogo innego. Unormowanie dotyczące opłat jest więc elementem społecznej równowagi (odnosi się oczywiście wyłącznie do dostępu legalnego). Ustawodawca trafnie w art. 20 PrAut nałożył na nich obowiązek uiszczania opłat. Niestety powoduje to reakcję charakterystyczną dla monopolisty, mianowicie do przerzucania opłat na nabywców urządzeń. Oczywiście w ostatecznym rachunku za wszystko płaci nabywca. Tyle tylko, że opłata powinna obciążać zysk, a nie być wartością dodaną do ceny. Według przytoczonego przepisu jest określona jako procent ceny (do 3 proc.) urządzenia. W niektórych państwach ustala się ją kwotowo. Istota rozwiązania polega jednak na tym samym - na umożliwieniu kontroli prawidłowego naliczenia i odprowadzenia opłat.

Jest oczywiste, że każdy producent zmierza do uniknięcia lub choćby zmniejszenia rozmiaru swoich obciążeń. Stąd w orzecznictwie polskich, jak i europejskich sądów sformułowano wiele zasad, które są pokłosiem sporów o możliwość stosowania różnorakich uników.

Obowiązująca ustawa przewiduje doliczenie do ceny sprzętu określonej opłaty, przy uwzględnieniu, że współczesne urządzenia kopiujące są z reguły wielofunkcyjne. Przy czym przyjęto zasadę, że obciążenie odnosi się tylko do funkcji umożliwiających pobieranie, utrwalanie, przechowywanie, przesyłanie i opracowywanie utworów (wizualnego, audialnego lub audiowizualnego). Nie jest jednak tak, że elementem, od którego należy liczyć opłaty w przypadku np. komputera osobistego, jest twardy dysk, na którym cyfrowo zapisywany jest utwór. Twardy dysk, jako taki (bo przecież może mieć postać tzw. pamięci zewnętrznej), jest czystym nośnikiem, na którym zapis kopii jest dokonywany. Do wykonywania omówionych czynności zwielokrotniania niezbędne jest zaangażowanie większości elementów sprzętu. Dlatego tabela opłat wymaga uwzględnienia indywidualnych cech poszczególnych rodzajów urządzeń kopiujących. Obowiązek ustalenia takiej tabeli nałożony został na ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Na marginesie warto podkreślić, że opłaty, o którym tu mowa, nie dotyczą sprzętu przeznaczonego wyłącznie do użytku profesjonalnego. O kwalifikacji takiej decyduje charakter funkcjonalności danego rodzaju urządzenia.

Zabiegi producentów

Konieczność wnoszenia opłat przez producentów i importerów powoduje ich zrozumiały opór. Jest on ostatnio łatwo zauważalny w mediach. Wyraża się w różnorakich zabiegach o obalenie podstawy prawnej tych obciążeń, jak również w działaniach zmierzających do maksymalnego ograniczenia ich wysokości i skrócenia listy objętych regulacjami sprzętów.

W szczególności producenci i importerzy smartfonów publicznie alarmują, że organizacje zbiorowego zarządzania dążą do obciążenia użytkowników tych urządzeń dodatkowym, nieistniejącym dotychczas podatkiem.

W niedawnej przeszłości importerzy i producenci osiągnęli tu znaczne sukces. 2 czerwca 2003 r. ówczesny minister wydał rozporządzenie wykonawcze, które daje podstawę do twierdzenia, iż opłaty ograniczone zostały do urządzeń wyraźnie wymienionych w rozporządzeniu (do czego minister nie miał umocowania) i jednocześnie znacząco obniżył ich wysokość (różnie zresztą w poszczególnych dziedzinach kopiowania). Wprowadził przy tym dziwaczną zasadę polegającą na przypisaniu poszczególnych rodzajów urządzeń i nośników jednej z trzech sfer: kopiowaniu fonograficznemu, audiowizualnemu albo reprograficznemu. Nastąpiło to wbrew oczywistej logice materii, zważywszy że cechą systemu cyfrowego jest zdolność zapisywania zarówno dźwięku, obrazu, jak i obrazu z dźwiękiem. Jedynie niektóre urządzenia dadzą się przypisać wyłącznie jednej z tych funkcji.

Przede wszystkim jednak miarą sukcesu producentów i importerów było wprowadzenie w rozporządzeniu zamkniętej listy urządzeń. Spowodowało to przyjęcie korzystnej dla nich wykładni, że nowo powstające rodzaje urządzeń kopiujących nie są objęte opłatami. Najbardziej jednak drastyczną ilustracją skali sukcesu producentów i importerów sprzętu oraz czystych nośników było obniżenie opłaty za papier kserograficzny (określenie to jest zresztą kolejnym elementem metody obniżania opłat w ramach ustawowej wysokości do 3 proc. ceny urządzenia lub nośnika), z dotychczasowego 1 proc. do 0,001 proc., a więc tysiąckrotnie! Stan ten uległ zmianie dopiero w 2011 r., w ramach wstępnej i częściowej reformy tabel opłat.

Obecnie kolejny rok trwa batalia o definitywne uporządkowanie systemu opłat. Jest przy tym jasne, że rozmiar uzyskanych w przeszłości przywilejów, w połączeniu z poczuciem siły obowiązanych do opłat, uniemożliwia kompromis. Sam oczywisty fakt, że istniejący stan jest rażąco sprzeczny nie tylko z obowiązującym porządkiem prawnym, ale i z elementarną racjonalnością, nie wystarcza. Niezbędna jest inicjatywa ministra kultury i dziedzictwa narodowego. A wydanie rozporządzenia regulującego kwestię, w szczególności przedmiot opłat, (tabel) jest przecież nie tylko jego kompetencją, ale i obowiązkiem.

Przy konstruowaniu nowych tabel decydujące znaczenie ma treść art. 20 ust. 5 PrAut. Przesądzono w nim jasno, co powinno być określone w rozporządzeniu i z uwzględnieniem jakich zasad. Według art. 20 ust. 1 PrAut importerzy i producenci są obowiązani do wnoszenia opłat za pośrednictwem wskazanych przez ministra kultury organizacji zbiorowego zarządzania od urządzeń umożliwiających kopiowanie egzemplarzy utworów w ramach własnego użytku osobistego. Zgodnie z brzmieniem art. 20 ust. 1 PrAut obowiązkiem tym objęte są wszystkie urządzenia i nośniki wprowadzone do obrotu na terytorium RP, umożliwiające kopiowanie egzemplarzy utworów w całości lub w części. Nie wymaga przy tym udowodnienia, że dane urządzenie jest rzeczywiście wykorzystywane do prywatnego kopiowania, a w szczególności, że jest wyłącznie do tego używane. Opłaty nie są bowiem związane z faktycznym wykorzystywaniem urządzenia do prywatnego kopiowania. Przepis ten czytany w korespondencji z dyrektywą 2001/29/WE oraz z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (z 21 października 2010 roku, sygn. C 467/08 oraz z 16 czerwca 2011 roku, sygn. C 462/09) uzasadnia stanowisko, że decydujące znaczenie dla objęcia danego rodzaju urządzenia opłatami ma potencjalna zdolność takiego urządzenia lub nośnika do prywatnego kopiowania, bez względu na jego inne funkcjonalności. Z brzmienia naszej ustawy wynika, że nie ma znaczenia, kto jest nabywcą urządzenia kopiującego lub nośnika, a opłaty są należne także bez względu na to, czy urządzenie zostało wyprodukowane lub importowane z państwa należącego do Unii Europejskiej, oraz czy jest urządzeniem nowym czy używanym (np. regenerowanym). Opłata odnosi się bowiem do obecności na polskim rynku danego urządzenia zdolnego do prywatnego kopiowania.

Kwestia definicji obowiązanego do opłat importera w związku z próbą ograniczenia tego pojęcia jedynie do importerów spoza Unii została rozstrzygnięta w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 26 czerwca 2013 r., sygn. V CSK 366/2012. Jest także bez znaczenia, że od danego urządzenia, w państwie jego pochodzenia, uregulowane zostały według miejscowego prawa, ewentualnie należne od niego opłaty. Dotyczy to urządzeń reeksportowanych jako nowe lub używane. W Polsce opłaty pobiera się przecież z racji tego, że dane urządzenie, obecne na polskim rynku, umożliwia na nim prywatne kopiowanie.

Kategoryzacja raz na rok

Jak już podkreślałem, art. 20 ust. 5 w związku z ust. 1 PrAut zobowiązuje ministra kultury do określenia, po zasięgnięciu opinii wymienionych w tym postanowieniu organizacji, kategorii urządzeń i nośników oraz wysokości opłat. Ta ostatnia w wymiarze do 3 proc. ceny urządzenia lub nośnika powinna uwzględniać zdolność sprzętu do zwielokrotniania utworów w ramach użytku prywatnego i przeznaczenie do wykonywania innych funkcji. Oznacza to, że rolą omawianego rozporządzenia jest dokonanie kategoryzacji wysokości opłat za poszczególne rodzaje urządzeń, uwzględniającej ich zdatność do prywatnego kopiowania, nie zaś określanie listy urządzeń i nośników objętych opłatami. Minister nie ma więc podstawy do pomijania poszczególnych rodzajów urządzeń.

Należy ponadto przyjąć do wiadomości, że ustawa zakładała od początku swojego istnienia bieżące pojawianie się nowych rodzajów urządzeń kopiujących o odmiennych niż dotychczasowe funkcjonalnościach, a więc, że opłaty obejmować będą dynamicznie rozumianą grupę urządzeń i nośników. O tym, co jest objęte opłatami przesądza wprost ustawa. W konsekwencji, w świetle art. 20 ust. 1 PrAut, do urządzeń zdatnych do kopiowania prywatnego należą w szczególności komputery osobiste, tablety, telefony komórkowe i smartfony, a także inne bieżąco pojawiające się na rynku rodzaje urządzeń i nośników umożliwiające kopiowanie utworów w ramach własnego użytku osobistego. To, że obowiązujące obecnie rozporządzenie ich nie uwzględnia, oznacza po prostu zaniechanie ustawodawcze, bezpodstawnie tworzące nieuzasadniony przywilej dla producentów i importerów, kosztem adresatów opłat.

Ponieważ postęp w zakresie elektroniki prowadzi do pojawiania się na rynku nowych rodzajów urządzeń i nośników, zastępujących dotychczasowe, niezbędne jest przyjęcie zasady, że aktualizacja tabeli opłat odbywać się powinna nie rzadziej niż raz w roku. Nieaktualizowanie rozporządzenia, tak samo jak objęcie nim tylko niektórych rodzajów urządzeń mających zdolność kopiowania egzemplarzy utworów w ramach użytku prywatnego, godzi w sens normy ustawowej, jaką jest art. 20 ust 1 PrAut. I sprzyja uchylaniu się przez producentów i importerów omawianych urządzeń od wnoszenia opłat, tworząc sytuację, w której przepis niższej rangi przechwytuje uprawnienia rangi ustawowej.

Dla zapewnienia niezbędnej kontroli faktu wniesienia opłaty, i to we właściwej wysokości, na dokumentach sprzedaży (paragonach i fakturach wręczanych nabywcom) powinno być uwidaczniane wniesienie opłaty w określonej wysokości. Potwierdzenie wniesienia opłaty w treści dokumentu sprzedaży jest możliwe, ponieważ tabela obowiązujących opłat ma charakter rodzajowy - wysokość opłaty od danego rodzaju urządzeń jest stała, wobec czego może być uwidaczniana automatycznie, a jej pokazanie nie stanowi szczególnego dodatkowego obciążenia. Zapobiegnie to natomiast dotkliwym obecnie nadużyciom, polegającym na unikaniu opłat lub podawaniu zaniżonych danych dotyczących liczby urządzeń, od których opłaty zostały naliczone. Niestety, postulat ten, ze zrozumiałych powodów, spotyka się od kilku lat z oporem.

Kontynuowanie wprowadzonej przez ministra kultury w 2003 r. praktyki określania w rozporządzaniu zamkniętej listy urządzeń, tak samo jak zamrażanie na wiele lat obowiązywania rozporządzenia zawierającego tabelę opłat obejmującą jedynie niektóre urządzenia, jest - moim zdaniem - sprzeczne z prawem. Stanowi przejaw uzurpowania sobie uprawnień, których nie tylko ustawa nie przewiduje, ale które stanowią naruszenie jej postanowień. To nic innego jak ograniczanie, treścią rozporządzenia, ustawowego obowiązku wnoszenia opłat wynikającego z art. 20 ust. 1 PrAut.

Nieracjonalne i sprzeczne z ustawą jest utrzymywanie trzech załączników przypisujących w obecnie obowiązującym rozporządzeniu poszczególne rodzaje cyfrowych urządzeń i nośników poszczególnym dziedzinom (tzn. kopiowaniu fonograficznemu, audiowizualnemu albo reprograficznemu), w sytuacji gdy w większości współczesne urządzenia cyfrowe są zdolne do zapisywania zarówno dźwięku, obrazu, jak i ruchomego obrazu z dźwiękiem. Minęły dawno i bezpowrotnie czasy, kiedy do kopiowania nagrań służył, jako typowe urządzenie, magnetofon lub magnetowid, zaś w sferze reprografii - kserokopiarka.

Porozumienie OZZ

Podział opłat przez właściwe organizacje zbiorowego zarządzania (dalej jako OZZ) pomiędzy ich destynatariuszy, tzn. twórców, artystów i producentów (w tym wydawców) egzemplarzy utworów, powinien być dokonywany w wyniku porozumienia OZZ reprezentujących uprawnionych do opłat, na podstawie prowadzonych przez nie okresowo badań statystycznych struktury kopiowania w ramach własnego użytku osobistego. Należyte wykonywanie obowiązków w tym zakresie poddane jest nadzorowi ministra kultury. Jak się wydaje, niezbędne jest tu współdziałanie pomiędzy OZZ pobierającymi opłaty w sferze kopiowania dźwięku, audiowizualnego oraz reprograficznego. Jedynie wspólnie prowadzone badania struktury kopiowania reprograficznego pozwalają na stworzenie spójnego systemu podziału, nie wspominając o znacznej obniżce kosztów wynikającej w uniknięcia dublowania tej samej czynności. Dodatkowo współdziałanie w tym zakresie przyczyniłoby się do usunięcia rozbieżności wynikających ze stosowania różnych metod i koncepcji badań.

Należy poprzestać na ustawowym kluczu podziału opłat pomiędzy OZZ reprezentujące poszczególne grupy destynatariuszy opłat. Ich należyty podział pomiędzy OZZ i podział pomiędzy destynatariuszy jest przedmiotem kontroli w ramach demokratycznych struktur OZZ reprezentujących uprawnionych do opłat oraz w ramach nadzoru ministra sprawowanego nad OZZ.

Organizacje importerów i producentów podejmują od pewnego czasu nie tylko działania dezinformujące opinię publiczną co do celów i charakteru opłat, ale także starają się odwlec wydanie znowelizowanego rozporządzenia. Usiłują także przekierowywać dyskusję dotyczącą opłat z zagadnień podstawowych na tematy drugorzędne lub niemające związku z przygotowywaniem rozporządzenia. W ramach tych działań stawiają m.in. zarzuty dotyczące niedokonywania podziału wpływów i wypłat twórcom, artystom i producentom opłat, wysokości płac pracowników OZZ, wysokości potrąceń z tytułu inkasa i podziału opłat oraz działalności inwestycyjnej OZZ, a przede wszystkim podejmują jałowe dyskusje na temat tego, od czego powinny być liczone opłaty.

W zakresie sporów co do należytego wywiązywania się z wnoszenia opłat właściwe są sądy cywilne. O opłaty toczą się liczne procesy wytaczane przez OZZ przeciwko wielu importerom urządzeń kopiujących i czystych nośników.

O skali skutków braku nowelizacji rozporządzenia niech świadczy, że obecnie inkasowane opłaty są przeciętnie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy mniejsze niż w innych państwach Unii Europejskiej, w których taki obowiązek od wielu lat istnieje. Pokazuje to rozmiar szkód ponoszonych przez twórców, artystów i producentów egzemplarzy utworów kopiowanych w ramach własnego użytku osobistego. Nie jest to jednak tylko sprawą destynatariuszy opłat. Jest to przede wszystkim problem sprzyjania rozwojowi rodzimej twórczości oraz opieki nad twórcami i artystami będącymi stroną niepomiernie słabszą w stosunku do producentów i importerów sprzętu kopiującego egzemplarze utworów.

W obecnej chwili sprawą pilną jest zatem wykonanie obowiązku nowelizacji rozporządzenia.

Choć resort nie przedłożył dotychczas żadnych propozycji, od dłuższego czasu trwa dyskusja nad założeniami rozporządzenia. Nie powinna ona jednak trwać w nieskończoność. Wydaje się, że etap wysłuchania przez resort postulatów w zakresie opłat został przez urzędującą od niedawna panią minister i jej poprzednika wyczerpany. Należy w tej sytuacji prosić i oczekiwać pilnego przejścia przez panią minister do rozesłania zainteresowanym organizacjom ministerialnego projektu znowelizowanego rozporządzenia, by mogły zająć stanowisko.

Pani minister zadeklarowała wolę polityczną zmian wychodzących naprzeciw postulatom twórców, artystów wykonawców i producentów egzemplarzy, a w rzeczywistości chroniących twórczość, w tym tę rodzimą. Rodzi to nadzieję. Towarzyszy jej świadomość, że każdy dzień bez nowelizacji rozporządzenia pogłębia straty twórców, artystów oraz producentów egzemplarzy utworów kopiowanych w ramach własnego użytku osobistego i godzi w interes kultury. Tamuje powstawanie nowych utworów i ich wchodzenie na nasz rynek, któremu grozi korzystanie głównie "z konserw", tzn. z egzemplarzy i nagrań obcych.

Unormowanie dotyczące pobierania opłat od urządzeń, które pozwalają kopiować utwory na użytek osobisty, jest elementem społecznej równowagi. Bo producenci, importerzy i dystrybutorzy czerpią zyski z umożliwiania korzystania z dóbr, które zostały wytworzone przez kogoś innego

W świetle art. 20 ust. 1 PrAut do urządzeń zdatnych do kopiowania prywatnego należą w szczególności komputery osobiste, tablety, telefony komórkowe i smartfony. Minister zatrzymał się jednak na etapie magnetofonów, magnetowidów i kserokopiarek

@RY1@i02/2014/231/i02.2014.231.070000600.807.jpg@RY2@

FOT. SHUTTERSTOCK

@RY1@i02/2014/231/i02.2014.231.070000600.808.jpg@RY2@

Prof. Jan Błeszyński radca prawny, wykładowca na UW, partner w kancelarii Błeszyński i Partnerzy Radcowie Prawni

Prof. Jan Błeszyński

 radca prawny, wykładowca na UW, partner w kancelarii Błeszyński i Partnerzy Radcowie Prawni

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.