Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Konsumenckie wkoło Macieju, czyli od rękojmi do rękojmi

22 sierpnia 2014
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Mam wrażenie, że świat trochę zwariował, przeregulowując problematykę ochrony praw konsumenta. Efekty tego uszczęśliwiania ludzi na siłę są nikłe

Miesiąc temu pisałem o przyjęciu przez rząd założeń zmian do kodeksu spółek handlowych w odniesieniu do kapitału zakładowego w spółce z o.o. W tym przypadku chodziło mi głównie o sposób procedowania, a w szczególności o uzasadnienie założeń (projektu) zmian, a nie samą treść zmian. I w tym felietonie będzie niestety podobnie, gdyż to właśnie uzasadnienie zmienionych przepisów, a potem one same pobudzają do zajęcia stanowiska. Rzecz dotyczy sprawy poważnej, mianowicie konsumenta.

Mam wrażenie, że świat (a na pewno Unia Europejska) trochę zwariował na tym punkcie, przeregulowując problematykę ochrony praw konsumenta. Moim zdaniem efekty tego uszczęśliwiania konsumenta są nikłe i tak naprawdę służą poprawianiu samopoczucia twórcom przepisów unijnych i krajowych.

Trzeba pamiętać, że w momencie wejścia w życie dyrektyw dotyczących praw konsumenta Polska jeszcze w Unii Europejskiej nie była. Ale za to zachowała się jak najpilniejszy uczeń, który odrobił jeszcze niezadane lekcje i szybko dyrektywy implementowała. Wskażę tylko te najważniejsze, regulujące ochronę konsumenta: dyrektywa rady 93/13/EWG o nieuczciwych warunkach umownych, dyrektywa 1999/44/WE o sprzedaży konsumenckiej, dyrektywa 85/577/WE w sprawie ochrony konsumentów w odniesieniu do umów zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa oraz dyrektywa 97/7/WE o umowach zawieranych na odległość.

Zostały one transponowane ekspresowo do kodeksu cywilnego (dyrektywa o nieuczciwych warunkach umownych), do ustawy z 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej i ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów i odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny. Dyrektywa z 2 października 2011 r. (2011/83/WE) w sprawie praw konsumentów i polska ustawa z 30 maja 2014 r. o prawach konsumentów uchyliły obowiązujące w tym zakresie wymienione przepisy.

Nie wchodząc w szczegóły treści dyrektyw i aktów prawnych je implementujących, warto mieć świadomość, jakich zasadniczych zmian w przepisach dokonano. Dowiadujemy się tego, czytając uzasadnienie dopiero co uchwalonej ustawy z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta. Z dokumentu wynika nie tyle to, co legło u podstaw zmian, ale jakie były główne powody dokonania ich w aktach okołokodeksowych zamiast w  kodeksie cywilnym, jakie były trudności z wdrożeniem dyrektyw do kodeksu oraz jak ważne praktycznie były to decyzje. Nie ma natomiast słowa o sprawie podstawowej i zasadniczej: jaki był merytoryczny sens zmian?

Przypomnę, że o ile pierwotne regulacje kodeksu cywilnego i aktów szczególnych nie regulowały w sposób wystarczający problematyki umów zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa i na odległość, to treść praw kupującego już tak. Te pierwsze z oczywistych powodów nie mogły być uregulowane, bo czasy były inne (nie tak zdigitalizowane), potrzeby nie takie itd. Zawieranie umów nietypowych nie było jednak czymś zupełnie poza regulacją kodeksu cywilnego, bo przecież od samego początku obowiązywały szczególne zasady zawierania takich umów. Weźmy tu m.in. art. 543 k.c. (wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny), art. 544 k.c. (sprzedaż na odległość - choć obecnie obowiązywać będzie odmienne rozwiązanie przy sprzedaży konsumenckiej, art. 4541) itd.

Sedno problemu tkwi jednak w czymś innym. Przy aplauzie wielu, braku zastrzeżeń innych, połknęliśmy nowe reguły dochodzenia roszczeń wprowadzone w następstwie cytowanych na początku dyrektyw. Właściwie bez cienia krytyki albo z bardzo jej niewielką dawką daliśmy się uwieść zasadzie odpowiedzialności sprzedawcy "z tytułu niezgodności towaru konsumpcyjnego z umową". Przy umowach sprzedaży bez udziału konsumentów wszystko pozostało jak dawniej. To znaczy obowiązywały przepisy o rękojmi za wady i przepisy o gwarancji. Z kolei to, co zawierał kodeks cywilny od samego początku, tj. od 1964 r., czyli wspomnianą rękojmię, zastąpiła odpowiedzialność, której również nazwa zrodziła się w głowach prawników - urzędników unijnych. Odpowiedzialność ta wcale nie była dla konsumenta korzystniejsza niż wówczas, gdy mógł on sięgać po uprawnienia z tytułu rękojmi za wady. Dwie grupy uprawnień, ich sekwencyjność itd., zastąpiły starą, poczciwą rękojmię za wady.

Dzisiaj, czytając uzasadnienie do nowej ustawy o prawach konsumenta, mam wrażenie, że jedynym problemem, z jakim należało się zmierzyć, było umiejscowienie przepisów o sprzedaży konsumenckiej poza kodeksem cywilnym, a nie treść praw i obowiązków stron umowy. Opisywana radość (co prawda sprzed ponad 10 lat) implementatorów dawnych dyrektyw unijnych w sprawie sprzedaży konsumenckiej, ale i dzisiejsza powaga w uzasadnieniu nowych dyrektyw budzą niepokój. Bo przecież chodziło o treść przepisów, a nie ich usytuowanie.

Najnowsza dyrektywa z 25 października 2011 r. w sprawie praw konsumentów (2011/83/UE) daje możliwość powrotu do polskiej normalności. Możemy wrócić do rękojmi przy umowie sprzedaży konsumenckiej. Jakże łatwo udało się zdefiniować wadę fizyczną jako m.in. niezgodność rzeczy sprzedanej z umową, w szczególności gdy rzecz nie ma właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony (art. 5561 par. 1 pkt 1 k.c.). De facto odwrócono więc logikę, która leżała u podstaw zdefiniowania niezgodności towaru konsumpcyjnego z umową.

Właściwie nie ma co się użalać. Stało się tak, że ponad 10 lat temu Polska implementowała dyrektywy, których we fragmentach wcale nie było potrzeby wdrażać, i faktem jest, że implementujemy na nowo dyrektywy, które ze względu na istotę tych aktów implementować musimy. Tylko nikt z apologetów zmian nie zastanawia się nad tym, że pewnych przepisów zmieniać nie trzeba było. O ile można zrozumieć naszą unijną chorobę dziecięcą z początku tego wieku, to coraz trudniej będzie dopatrzyć się sensu implementacji dyrektyw, które czasem stają bokiem do naszej tradycji prawnej. Bo taka przecież istnieje i jest wartością samą w sobie. Niech żyje rękojmia z udziałem konsumentów!

O ile można zrozumieć naszą unijną chorobę dziecięcą z początku tego wieku, to coraz trudniej będzie dopatrzyć się sensu implementacji dyrektyw, które stają bokiem do naszej tradycji prawnej

@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.07000030b.803.jpg@RY2@

FOT. WOJTEK SZABELSKI

Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie

Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba

 kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.