Wada wycieraczki nie uzasadnia zwrotu auta
Z dużą obawą sprzedawcy i producenci podchodzą do uchwalonej właśnie ustawy o prawach konsumentów. Najwięcej kontrowersji wzbudza oczywiście to, że klient będzie mógł zażądać zwrotu pieniędzy już przy drugiej usterce. Niektóre branże wieszczą upadek tysięcy serwisów naprawczych, część komentatorów ostrzega przed znacznym wzrostem cen. Ja tymczasem pozwolę sobie wyrazić pogląd, że ani te, ani inne plagi egipskie raczej nam nie grożą.
Chodzi o zmiany w kodeksie cywilnym (k.c.), zgodnie z którymi rękojmia znów obejmie konsumentów. Jeśli kupiony przez nich produkt popsuje się po raz pierwszy - to sprzedawca będzie decydował, czy go naprawić, czy wymienić na nowy. Jeśli jednak po pierwszej naprawie pojawi się druga usterka - to nabywca będzie już miał prawo odstąpić od umowy. Innymi słowy: odda wadliwy produkt, a sprzedawca będzie mu musiał zwrócić pieniądze.
Podczas prac w sejmowej komisji gospodarki godzinami snuto wizje, jak to może wyglądać w praktyce. Klient kupi samochód, w którym dostrzeże niewielką usterkę, a przy drugiej będzie już żądał zwrotu pieniędzy. Przepalona żarówka spowoduje, że auto, nawet po wielu miesiącach używania, wróci do salonu, a wiadomo, że wówczas trzeba już będzie dać na nie spory upust, bo znaleźć kolejnego nabywcę.
Słuchając tego, miałem nieodparte wrażenie, że osoby wypowiadające te słowa albo niedokładnie przeczytały przepis, albo też z jakichś względów celowo pomijają istotny jego fragment. Chodzi konkretnie o art. 560 par. 4 k.c., zgodnie z którym kupujący nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada nie jest istotna. Czy przepalenie się żarówki to wada istotna? Oczywiście, że nie. O takiej wadzie będziemy mogli mówić, gdy po raz drugi poważnie popsuje się silnik. A wówczas, przynajmniej moim zdaniem, klient rzeczywiście powinien już mieć prawo decydować, czy nadal chce jeździć takim samochodem i godzi się na kolejną naprawę.
Oczywiście, o to, co jest istotne, a co nie jest - będą wybuchały spory, których część rozstrzygać będzie musiał sąd. Nie da się tego uniknąć. Przepis musi być bowiem ogólny, tak by mieściły się w nim różne sytuacje. Czym innym jest bowiem istotna wada w zabawce, a czym innym we wspominanym już samochodzie.
Jest też drugi argument przemawiający za tym, że obawy przedstawiane podczas prac sejmowych były wyolbrzymiane. Regulacja ta, w prawie identycznej formie, obowiązuje przecież już dzisiaj, tyle że można się na nią powołać jedynie przy umowach zawieranych między przedsiębiorcami. Trzymając się przykładu samochodu: jeśli kupi go firma, to już dzisiaj ma prawo odstąpić od umowy przy drugiej istotnej usterce. Jakoś nie słyszałem, by przedsiębiorcy nadużywali tego przepisu i pod byle pretekstem zwracali auta do salonów. Nie sądzę również, by robili to konsumenci. Owszem, mogą zdarzyć się i tacy, którzy będą próbowali wykorzystać nowe uprawnienie, ale przecież sprzedawca nie musi ulec ich żądaniom. W ostateczności spór trafi do sądu, który rozstrzygnie, kto ma rację.
Na miejscu przedsiębiorców zamiast roztrząsać skutki rękojmi, skupiłbym się na analizie innych przepisów. Bez wątpienia bowiem nowa ustawa o prawach konsumenta wymaga wnikliwiej lektury. Sprzedawcy muszą chociażby przygotować do przedstawiania klientom dużo bardziej szczegółowe niż dzisiaj informacje, zarówno na swój, jak i sprzedawanego produktu temat. Najwięcej pracy czeka sklepy internetowe, które już dzisiaj powinny pomyśleć o nowych regulaminach. Na szczęście mają na to trochę czasu, bo Sejm wydłużył okres vacatio legis do 6 miesięcy. Gdyby pozostał przy pierwotnej dacie wejścia w życie przepisów, planowanej na czerwiec, na rynku zapanowałby totalny chaos.
@RY1@i02/2014/106/i02.2014.106.21500020a.802.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Sławomir Wikariak
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu