EPU przestało być użyteczne
Łukasz Bardeli: Nie opłaca się wnosić pozwu, aby po dwóch miesiącach dowiedzieć się, że sprawa nie nadaje się do elektronicznego postępowania upominawczego i trzeba wnosić ją od nowa w tradycyjnej formie
Co zmieniło się od marca 2020 r. w elektronicznym postępowaniu upominawczym, że przestał pan korzystać z tej procedury?
Moje doświadczenia i kolegów adwokatów są takie, że jeszcze półtora czy dwa lata temu nakaz zapłaty w EPU był wydawany po około miesiącu, a referendarz opierał się na powołanych dowodach. Nagle zaobserwowaliśmy znaczne wydłużenie terminów. Na samo zajęcie się przez sąd sprawą trzeba czekać 2 miesiące i kilka dni. A jak sąd wydał nakaz – przez kolejne 2 miesiące od uprawomocnienia nadawana była klauzula wykonalności, co już samo w sobie nie było konkurencyjne względem terminów oferowanych przez sądy tradycyjne, które w czasie lockdownu wygrzebały się z zaległości w wydawania nakazów na posiedzeniach bez udziału stron. Wydłużenie nastąpiło albo tuż przed lockdownem, albo w trakcie. Po drugie, powodem umorzenia zaczyna być często „potrzeba przeprowadzenia dalszego postępowania dowodowego na podstawie dołączonych do pozwu dowodów, celem weryfikacji twierdzeń stron postępowania”. To przeczy zasadzie elektronicznego postępowania upominawczego, bo jeśli strona reprezentowana przez adwokata lub radcę prawnego opisuje zawartość dokumentów, na które się powołuje, to sąd powinien dawać jej wiarę co do ich treści, a badać tylko zasadność powództwa. Co ciekawe, w tych umorzonych sprawach, które skierowałem ponownie do właściwych miejscowo sądów rejonowych, nakazy zapłaty w postępowaniu upominawczym były wydawane, co oznacza, że była możliwość wydania ich w EPU.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.