Dziennik Gazeta Prawana logo

Producenci kas fiskalnych: Główny Urząd Miar rzuca nam kłody pod nogi

10 maja 2013

Urzędnicy nie zgadzają się z zarzutami branży, która twierdzi, że działają w niejasny i opieszały sposób i uniemożliwiają im sprzedaż urządzeń. Ale przyznają, że mają niewielkie zasoby kadrowe

Jak się okazuje, problem z kasami fiskalnymi mają nie tylko podatnicy, o czym ostatnio wielokrotnie pisaliśmy, ale również producenci. W rozmowach z nami zastrzegają anonimowość, obawiając się, że oficjalne wypowiedzi mogłyby im zaszkodzić, ale nie zostawiają suchej nitki na instytucji certyfikującej, którą od 1 września 2011 r. jest Główny Urząd Miar (GUM). Poprzednio było nią Ministerstwo Finansów.

Przedsiębiorcy narzekają, że wszystkie procedury i zasady wypracowane przez resort w ciągu kilkunastu lat, przestały istnieć. A cały system certyfikacji choć miał działać lepiej, funkcjonuje znacznie gorzej.

Narażeni na straty

Lista zarzutów pod adresem GUM jest długa. Zdaniem producentów urząd przeprowadza testy urządzeń w sobie tylko znany sposób. Zmienia interpretację przepisów, co oznacza konieczność modyfikacji kas, które już wcześniej uzyskały homologację Ministerstwa Finansów. Żąda też dokumentów, których przedstawienia nie wymagają przepisy. A co najgorsze, poprzez przeciąganie procedury - w niektórych przypadkach trwa ona nawet kilkanaście miesięcy - utrudnia niektórym przedsiębiorcom sprzedaż urządzeń i naraża ich na straty finansowe.

Apogeum problemów przypadło na początek tego roku - gdy minister finansów postanowił poszerzyć grono podatników zobowiązanych do stosowania kas. Od 1 marca 2013 r. musieli je wprowadzić prowadzący działalność, których obrót w 2012 r. przekroczył 20 tys. zł (przed zmianą - 40 tys. zł). Nowelizacja przepisów spowodowała, że - jak szacuje branża - ok. 60 tys. przedsiębiorców musiało kupić urządzenia fiskalne.

- Branża została sparaliżowana przez wadliwe działania urzędników, którzy dostali na wyłączność możliwość homologowania urządzeń i decydowania, która firma dostanie atest, a która nie - twierdzi jeden z producentów.

- Jeżeli przedsiębiorcy nie wiedzą, choć w przybliżeniu, kiedy otrzymają decyzję, nie mogą ustalić harmonogramu produkcji czy odpowiedniej jej organizacji. Wynika to z tego, że w niektórych przypadkach na części do produkcji muszą czekać trzy miesiące. A nie chcą ich zamawiać wcześniej, gdy data homologacji jest niewiadoma - tłumaczy.

Opłata za certyfikację

Z czego wynika takie postępowanie GUM?

Tu zdania producentów są podzielone. Jedni przedstawiają teorię faworyzowania wybranych przedsiębiorstw przez urząd, inni mówią o nadgorliwości urzędników i chęci zabezpieczenia się przed zarzutami wydawania niewłaściwych decyzji. Jeszcze inni - o niewielkiej liczbie osób, które zajmują się homologacją. Pojawia się też wątek finansowy. Chodzi o to, że wraz ze zmianą instytucji certyfikującej kasy fiskalne wprowadzono opłaty za wydanie decyzji. Jednak na ironię, minister finansów w rozporządzeniu z 14 października 2004 r. w sprawie opłat za czynności urzędowe wykonywane przez organy administracji miar i podległe im urzędy (Dz.U. nr 229, poz. 2309 z późn. zm.) uzależnił je od czasu, jaki pochłonęła praca urzędnika GUM. Po prostu liczbę godzin, podczas których wykonywano czynności, mnoży się przez określoną stawkę - 200 zł.

- W tym świetle nikogo nie powinno dziwić, że urząd wydłuża procedurę - twierdzi jeden z producentów. Ale nie wszyscy uważają, że ta kwestia ma istotne znaczenie.

Niewystarczające zasoby

GUM nie zgadza się z zarzutami. Informuje, że w I kw. 2013 r. do urzędu wpłynęło wyjątkowo dużo wniosków o certyfikację, aż 37 (w I kw. 2012 r. tylko 2).

- Sytuacja taka rzeczywiście może skutkować wydłużeniem czasu załatwiania spraw związanych z certyfikacją kas rejestrujących w bieżącym roku, biorąc pod uwagę określone zasoby, jakimi dysponuje Urząd - wyjaśnia Karol Markiewicz, dyrektor gabinetu prezesa GUM.

Przypomnijmy: tak duża liczba wniosków to skutek m.in. planowanych zmian w przepisach określających techniczne wymogi wobec kas. Producenci składali pisma przed 1 kwietnia 2013 r., bo spodziewali się, że od tego dnia regulacje się zmienią (co jednak nie nastąpiło).

Karol Markiewicz zapewnia, że wszystkie postępowania są prowadzone na identycznych zasadach i urząd jednakowo traktuje wnioskodawców, nikogo nie faworyzując. Nie jest też prawdą, że celowo opóźnia homologacje. - Jest wręcz odwrotnie - podkreśla. I dodaje, że w sytuacji gdy wpłynęło dużo pism, urząd starał się maksymalnie zoptymalizować czynności w postępowaniach, aby konsekwencje dla wnioskodawców w postaci wydłużonego czasu oczekiwania na decyzje, były jak najmniejsze.

Jeżeli zaś chodzi o zarzuty dotyczące żądania dokumentów, GUM wyjaśnia, że zdarza się, że ze względu na różnorodność i złożoność techniczną urządzeń w niektórych przypadkach niezbędne dla rozstrzygnięcia sprawy jest uzyskanie dodatkowych wyjaśnień od producenta lub importera. Takie wyjaśnienia mogą być złożone osobiście lub na piśmie, a podstawą ich żądania jest art. 50 par. 1 ustawy z 14 czerwca 1960 r. - Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 267). Jeżeli prośby o wyjaśnienia nie są kierowane w formule wezwania administracyjnego, to jest to podyktowane chęcią usprawnienia i skrócenia procedury.

Konieczne zmiany

W jednym jest zgoda. GUM wskazuje na niewielkie zasoby kadrowe. Producenci się z nim zgadzają. - W urzędzie pracują tylko trzy osoby wykonujące badania i testy kas dla całego polskiego rynku, a dodatkowo są odpowiedzialne za weryfikację przyrządów pomiarowych - wskazuje jeden z nich. - Ale to nic w porównaniu z tylko jedną osobą, która weryfikuje wnioski i sprawdza, czy dokumentacja spełnia wymogi formalne - dodaje.

@RY1@i02/2013/090/i02.2013.090.18300020d.802.jpg@RY2@

Homologacja kas

Agnieszka Pokojska

agnieszka.pokojska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.