Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Czy wiadomość z Twittera jest oficjalnym komunikatem

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Treść tweetu może być informacją publiczną, ale samo pojawienie się jej w sieci nie zwalnia z obowiązku zamieszczenia w Biuletynie Informacji Publicznej. Pytanie jednak, jak zgrać to w czasie

Przepisy nie mówią też, jak odpowiadanie na tweety jedynie wybranych dziennikarzy, a blokowanie odpowiedzi innym, ma się do prawa prasowego.

Świat jest globalną wioską - tak jeszcze parę lat temu określało się nową rzeczywistość i możliwości, jakie pojawiły się wraz z internetem. Teraz mówi się o kolejnej nowej rzeczywistości - portalach społecznościowych, na których toczy się życie i wymiana poglądów. Publicznie. Możliwość, jaką daje obecność na nich, już dawno dostrzegły prywatne firmy, które są tam obecne, by zwiększyć swoje szanse na dotarcie do coraz to szerszej rzeszy odbiorców swoich towarów i usług. Sukcesy odnosi także Twitter, który służy do bieżącej wymiany informacji i komentarzy. Nic więc dziwnego, że pojawili się na nim - z własnych pobudek - także politycy, a w ślad za nimi dziennikarze. Obecni są też przedstawiciele władzy, którzy co i rusz na twitterze zamieszczają różne informacje, także te ważne. A przede wszystkim - prezentują własne poglądy.

Szkopuł w tym, że przepisy milczą na temat tego, czy informacje podawane np. na twitterze można traktować jak informację publiczną i nie publikować jej potem w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) na stronach urzędu. Nie wiadomo też, jak możliwość blokowania na takich komunikatorach i portalach społecznościowych możliwości kontaktu z nielubianymi użytkownikami, zwłaszcza dziennikarzami, ma się do prawa prasowego oraz zagwarantowanego w przepisach dostępu do informacji publicznej wszystkich obywateli.

Tędy szybciej

W lutym 2012 r. ówczesny minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomir Nowak poinformował na twitterze, że jego resort rozpoczął prace nad przepisami, które umożliwią rejestrowanie w Polsce samochodów z kierownicą po prawej stronie. - Zbyt długo utrzymujemy tę niepotrzebną barierę - napisał.

We wrześniu 2011 r. Komisja Europejska zdecydowała się bowiem pozwać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu z powodu właśnie braku możliwości rejestrowania samochodów przystosowanych do ruchu lewostronnego. Zrobiła to, ponieważ wcześniejsze naciski na dostosowanie polskiego prawa do wymogów unijnych (tj. dyrektywy o homologacji typów układów kierowniczych z 1970 r., dyrektywy ramowej o homologacji pojazdów silnikowych z 2007 r. oraz unijnego traktatu gwarantującego swobodę przepływu towarów na wspólnym, unijnym rynku) nie przyniosły żadnego efektu.

Informacja podana przez ministra Nowaka zelektryzowała miłośników motoryzacji, ale oficjalne jej potwierdzenie w ministerstwie i poznanie więcej szczegółów przygotowywanych regulacji zajęło dziennikarzom dobre kilka godzin. Resort transportu nie podał tej informacji na swojej oficjalnej stronie zaraz po ukazaniu się informacji na Twitterze. Mało tego, biuro prasowe o informacji podanej przez ministra dowiedziało się od pytających dziennikarzy.

Takich informacji z pierwszej ręki jest obecnie w sieci więcej. Celuje w tym zwłaszcza minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który docenił możliwości szybkości informacji, jakie daje np. Twitter. I nic w tym zdrożnego. Szkopuł jednak w tym, że przepisy - ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.) w ogóle nie regulują tej kwestii. Pytanie więc, czy informacja podana do publicznej wiadomości za pośrednictwem Twittera ma status informacji publicznej. Nie wiadomo też, czy i jak szybko powinna się znaleźć również na oficjalnej stronie ministerstwa czy innego urzędu administracji publicznej (rządowej lub samorządowej), do której dostęp mają wszyscy obywatele, a nie tylko ci, którzy mają swoje konta na twitterze czy portalach społecznościowych.

Na dobrą więc sprawę podana przez ministra Nowaka informacja, która żyła w sieci, mogła w ogóle nie pojawić się w BIP na stronie kierowanego wówczas przez niego resortu, a przynajmniej nie od razu. Pojawiłaby się dopiero z chwilą przesłania gotowego już projektu przepisów do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych.

- Sama treść tweetu może być informacją publiczną, co nie oznacza, że podanie informacji w ten sposób zwalnia z podania tej informacji w Biuletynie Informacji Publicznej czy na wniosek zainteresowanego. Przepisy nie mówią jednak, jak należy to zgrać w czasie. Wydaje się jednak, że informacja powinna pojawić się w BIP jak najszybciej, o ile oczywiście podana na Twitterze informacja jest informacją, która w myśl przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej podlega upublicznieniu - mówi dr Arwid Mednis, partner w kancelarii Wierzbowski Eversheds i pracownik Wydziału Prawa i Administracji UW.

A to niejedyna wątpliwość, jaką rodzi korzystanie z Twittera przez przedstawicieli władzy.

Co z oficjalną drogą

Poważną wątpliwość rodzi też kwestia przekazywania na twitterze informacji tylko wybranym użytkownikom. Bo tak, jak można zablokować na nim niepochlebne komentarze, tak też można zablokować dostęp do własnego profilu wybranym użytkownikom twittera. Na podobnej zasadzie funkcjonują też media społecznościowe.

Ministrowie lub inni przedstawiciele szeroko pojętej władzy mogą wybierać, kto jako pierwszy otrzyma ważną informację i poda ją dalej. Od ich sympatii czy antypatii zależy więc, która redakcja albo który dziennikarz ją otrzyma.

Oczywiste wydaje się, że podając taką informację w mediach dziennikarze powinni wskazać źródło, czyli powołać się na informację przekazaną przez ministra czy innego urzędnika na Twitterze. Nie wiadomo natomiast, jaki status - zgodnie z ustawą z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r., nr 5, poz. 24 z późn. zm.) - ma informacja z Twittera i czy może być uznana np. za oficjalny komunikat.

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2014/014/i02.2014.014.088000400.802.jpg@RY2@

Dr Grzegorz Sibiga adwokat, kierownik Zakładu Prawa Administracyjnego w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Serwisy społecznościowe (w tym Twitter) stały się ważnym miejscem wymiany informacji i debaty publicznej. Jednak nie są one urzędowym publikatorem, a ich używanie nie zostało w żaden sposób ujęte w ustawie o dostępie do informacji publicznej, skądinąd uchwalonej zbyt dawno temu, aby to regulować. W przypadku wielu wpisów, przede wszystkim osób pełniących wysokie funkcje publiczne, nie wiadomo jaki charakter mają zamieszczane informacje, np. czy są to własne poglądy, czy stanowiska organów władzy publicznej. Niekiedy zdezorientowani są również użytkownicy internetu. Jeden z nich uznał nawet brak odpowiedzi na swoje pytanie zadane organowi poprzez serwis społecznościowy za bezczynność i złożył skargę do sądu administracyjnego.

Należy jednak pamiętać, iż według ustawy to strona Biuletynu Informacji Publicznej ma status urzędowego publikatora informacji publicznych w internecie. Zdaję sobie sprawę ze znaczenia serwisów społecznościowych, ale ich używanie nie może zastępować, ani nawet pomniejszać roli stron BIP w udzielaniu społeczeństwu informacji. Przepisy prawa regulujące funkcjonowanie BIP pełnią bowiem funkcję gwarancyjną dla realizacji obywatelskiego prawa do informacji, zaś tysiące podmiotów zobligowanych do utworzenia i prowadzenia tych stron wydało już na to znaczne środki finansowe.

Grażyna J. Leśniak

grazyna.lesniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.