Prawo, nie polecenia
N ajlepiej siedzieć w domach. Gdy już musimy wyjść, starajmy się unikać ludzkich skupisk. Autobusy nie mogą być wypełnione po brzegi pasażerami. A jogging w parku rzeczywiście można sobie odpuścić. Wszystkie te zasady są dziś sensowne. I chciałbym, aby przytłaczająca większość Polaków się do nich stosowała. Ale budzi mój wewnętrzny sprzeciw, gdy ktoś pisze, że czas epidemii to „czas na respektowanie poleceń rządu”, a nie na analizy i szukanie luk (patrz: Krzysztof Stanowski, właściciel portalu Weszlo.com, którego głos poparło wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości).
Polecenia rządu, szczególnie te niemające pokrycia w prawie, a jedynie wygłoszone na konferencji prasowej, nie obligują nikogo z nas do podporządkowania się im. Nie zmienia tego straszenie karami. I bynajmniej nie apeluję, by na złość Mateuszowi Morawieckiemu odmrozić sobie uszy. Warto się do wszelkich zasad bezpieczeństwa stosować - dla swojego i innych ludzi dobra. W kryzysowych sytuacjach jednak jeszcze bardziej niż na co dzień oczekuję od władzy, że będzie ona postępowała zgodnie z prawem. Oczekuję, że wydawane rozporządzenia nie będą wykraczały poza delegację ustawową, że nie będzie się straszyło ludzi karami nieopartymi na jakiejkolwiek podstawie prawnej i że będzie wysyłany do obywateli klarowny komunikat. Tego zaś w ostatnim czasie bardzo brakuje. I ktoś może nazwać mnie marudą, ale prawo obowiązuje nas wszystkich – i tych, którzy muszą w imię wyższego dobra akceptować restrykcje, i tych, którzy restrykcje tworzą.
Nie podoba mi się, że przez całe tygodnie mówiono o karach do 30 tys. zł za naruszenie zasad kwarantanny, mimo że do wymierzenia tej sankcji nie było jakiejkolwiek podstawy prawnej. Co nie oznacza, że popieram łamanie zasad kwarantanny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.