Jest szansa tym razem stanąć za obywatelem
Można by sądzić, że w kraju, gdzie obowiązywanie lub nie przepis ó w zależy nie tylko od decyzji ustawodawcy oraz sąd ó w i trybunał ó w, lecz do pewnego stopnia nawet od publikatora akt ó w prawnych, nic już nie może zdziwić. Wniosek pierwszej prezes Sądu Najwyższego do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie administracyjnego zatrzymania prawa jazdy jednak mnie zaskoczył. Gł ó wnie dlatego, że w przeciwieństwie do kilku innych wniosk ó w kierowanych na al. Szucha (np. o zbadanie konstytucyjności art. 417 1 k.c. dotyczącego odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za bezprawie legislacyjne skierowany przez premiera albo ten I prezes SN dotyczący ustawy o dostępie do informacji publicznej czy prokuratora generalnego kwestionujący prawo SN i NSA do wydawania uchwał) intencją wnioskodawczyni wydaje się chęć rozwiązania rzeczywistego problemu, z kt ó rym borykają się obywatele.
Moje zaskoczenie jest tym większe, że już straciłem nadzieję, że ktokolwiek kiedyś spróbuje go rozwiązać. Chodzi o zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym (a także przewożenie zbyt dużej liczby pasażerów). Jeszcze przed wejściem w życie tych przepisów, m.in. na łamach DGP, wylano hektolitry atramentu na temat potencjalnej niekonstytucyjności proponowanych rozwiązań. Zatrzymanie dokumentu na trzy miesiące jest równoległe z karą wymierzaną na podstawie kodeksu wykroczeń. Wśród licznych ekspertów, którzy tak twierdzili, szczególnie wypada wspomnieć podówczas doktora, dziś już habilitowanego, Marcina Warchoła.
- Kumulatywne stosowanie sankcji jest wyrazem nadmiernego rygoryzmu prawnego, który nie uwzględnia zasady proporcjonalności i jest sprzeczny z zasadą ne bis in idem, czyli zakazu podwójnego karania za ten sam czyn - mówił na naszych łamach Marcin Warchoł w czerwcu 2015 r., a więc krótko po wejściu w życie przepisów. - Policjant na drodze jest zarówno prokuratorem, sądem, jak i egzekutorem. Tymczasem zatrzymanie prawa jazdy to śmierć cywilna drobnych przedsiębiorców, dla których samochód jest jednym źródłem zarobkowania - dodawał, tłumacząc, że automatyzm i nieuchronność kary, sposób ustalenia konsekwencji naruszenia przepisów bez miarkowania, a także brak możliwości odwołania się do sądu powszechnego sprawiają, że jest duża szansa, iż TK te regulacje uchyli. Co więcej, dał nawet trybunałowi szansę, by to zrobił. Kiedy jedną z pierwszych decyzji Adama Bodnara przepisy te zostały skierowane do TK, to stało się tak przy wydatnym udziale pracującego wówczas w biurze rzecznika dra Warchoła.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.