Bohaterska naprawa problemów, które się współtworzyło
Radość z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie administracyjnego zatrzymywania prawa jazdy byłaby większa, gdyby na wyrugowanie niekonstytucyjnych przepis ó w nie trzeba było czekać tak długo. I jest to wina tego samego trybunału, kt ó ry miał szansę naprawić wadliwe przepisy już niespełna po 1,5 roku od ich wejścia w życie, ale z niej nie skorzystał. Ze szkodą dla obywateli. Ale co tam, Skarb Państwa zapłaci...
Chodzi o orzeczenie z ubiegłego wtorku, w którym sąd konstytucyjny był uprzejmy stwierdzić, że zatrzymanie prawa jazdy przez starostę wyłącznie na podstawie informacji od policji jest nie do pogodzenia z zasadą sprawiedliwej i rzetelnej procedury (sygn. akt. K 4/21). Innymi słowy - można zatrzymać prawo jazdy na trzy miesiące, jeśli kierujący przekroczy o więcej niż 50 km/h dopuszczalną prędkość w obszarze zabudowanym albo przewozi zbyt wielu pasażerów, ale nie wtedy, gdy jedyną przesłanką jest to, że policjant mówi, że tak było.
To dość oczywista konstatacja, bo jednak mieszkamy ciągle w kraju, w którym do zastosowania sankcji potrzebne jest prawomocne orzeczenie, a nie akt oskarżenia, nie mówiąc już o samym sformułowaniu zarzutów. Jak się okazuje - dla sądu konstytucyjnego - długo taka oczywista nie była.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.