Dziennik Gazeta Prawana logo

Nadzór budowlany zbyt rzadko dokonuje kontroli w terenie

15 lipca 2009
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

6aac3515-d664-462f-ad2e-5850be0cb5bf-1-38903779.jpg

wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Katowicach

Problem likwidacji samowoli budowlanej jest bardzo skomplikowany ze względu na niespójne i mało stabilne prawo. Bardzo restrykcyjny przepis bezwzględnej rozbiórki obowiązujący od 1 stycznia 1995 r. do 11 lipca 2003 r. był badany przez Trybunał Konstytucyjny i został uznany za zgodny z konstytucją. Był to nakaz łatwo egzekwowalny, bo nie dawał żadnej możliwości legalizacji.

Wprowadzenie przepisów umożliwiających legalizację obiektów wybudowanych bez pozwolenia spowodowało, że po spełnieniu określonych warunków można zalegalizować obiekt za odpowiednią opłatą. Największy problem przy legalizacji dla organów nadzoru budowlanego to brak planów zagospodarowania przestrzennego na większości obszaru kraju. Podstawowym warunkiem zalegalizowania samowoli jest bowiem sprawdzenie, czy budowa jest zgodna z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Ale trudno badać zgodność z czymś, czego nie ma. Wprowadzono zatem możliwość uzyskania decyzji o warunkach zabudowy po wybudowaniu obiektu. Jednak organy administracji architektoniczno-budowlanej pomimo tej zmiany nie chcą ustalać warunków dla istniejących obiektów, tłumacząc, że nie jest to zgodne z ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym. Brak możliwości sprawdzenia przez urzędników nadzoru budowlanego, czy samowola narusza ład przestrzenny, jest główną przeszkodą w jej legalizacji.

Drugim równie ważnym powodem trudności jest wysoka opłata legalizacyjna, która zazwyczaj przekracza możliwości finansowe inwestora. Organ nadzoru nie ma możliwości zmiany lub uznaniowości co do wysokości opłaty. Może to tylko uczynić właściwy wojewoda, posługując się przepisami Ordynacji podatkowej. Są to raczej sytuacje precedensowe, ponieważ opłata legalizacyjna odstrasza przeciętnego Polaka. Za legalizację np. dobudowy ganku do budynku jednorodzinnego trzeba zapłacić 50 tys. zł. A z drugiej strony legalizacja domu jednorodzinnego – willi wartej kilkaset tysięcy złotych – też odbywa się za taką samą opłatą. Trudno zatem twierdzić, że opłaty są sprawiedliwe. Stanowią dużą barierę dla pewnych grup społecznych, które dokonują najwięcej samowoli poprzez nadbudowę i rozbudowę istniejących obiektów. Dają jednak możliwości legalizacji samowoli budowlanej osobom lepiej sytuowanym, które budują większe obiekty i mają pieniądze na uiszczenie opłaty legalizacyjnej.

Kolejny problem dla powiatowych inspektorów to zbyt mała liczba kontroli w terenie. Nieliczna kadra nadzoru budowlanego nie jest w stanie znaleźć czasu na pracę w terenie. Większość samowoli powstaje właśnie dlatego, że inspektorzy rzadko jeżdżą na inspekcje. Poprzez zmianę prawa odstąpiono od idei policji budowlanej. Ludzie nie boją się budować bez pozwolenia, bo nikt ich nie kontroluje. A przy dużej zmienności prawa budowlanego i ciągłej liberalizacji przepisów liczą na abolicję i to, że w międzyczasie nikt ich nie złapie na przestępstwie. Zazwyczaj o obiektach bez pozwolenia donoszą sąsiedzi.

Zaskakująca jest też mała skuteczność egzekucji. Tej sytuacji sprzyjają zbyt liberalne przepisy ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz brak środków na wykonanie zastępcze, które jest ostatecznym środkiem egzekucyjnym. Tylko nieuchronność kary – tzn. bezwzględna rozbiórka, mogłaby oddziaływać odstraszająco na potencjalnych sprawców samowoli budowlanej. Również fakt długo trwających spraw w sądach administracyjnych i licznych zmian przepisów w tym czasie powoduje, że wielu inwestorom udało się w ten sposób uniknąć rozbiórki, bo doczekali się bardziej liberalnych przepisów. A może warto wrócić do nakazu bezwzględnej rozbiórki?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.