Trybunał uratował partyjne kasy, ale tylko na chwilę
Trybunał Konstytucyjny ocalił finanse partii politycznych. Przynajmniej na pewien czas. Uznał bowiem, że parlament ma prawo ograniczyć wysokość subwencji, ale nie może odbierać pieniędzy już wypłaconych z budżetu państwa. Teraz Sejm musi w trybie pilnym ustawę napisać na nowo.
Ustawę o ograniczeniu subwencji parlament przyjął w kwietniu 2009 roku. Walczyła o nią Platforma. Na początku zgłosiła radykalny pomysł, by z uwagi na kryzys finansowy na dwa lata całkowicie zawiesić finansowanie partii z budżetu. Na to jednak nie zgodził się żaden z klubów, także koalicyjne PSL. - Wy się chcecie finansować z kieszeni studentów i emerytów. Znamy te metody - protestował szef PiS Jarosław Kaczyński, nawiązując do wątpliwości wokół finansowania kampanii wyborczej Janusza Palikota.
Ostatecznie projekt przyjęty przez Sejm przybrał łagodniejszą formę. Został uchwalony dopiero za drugim podejściem, uzupełniony na wniosek Lewicy o przepisy dotyczące ograniczenia finansowania z subwencji spotów telewizyjnych i billboardów. Ustawa zakładała, że od czerwca 2009 r. do końca 2010 r. subwencje zostaną zmniejszone. Duże partie straciłyby niemal połowę pieniędzy, mniejsze - kilka procent. - Jesteśmy o krok od ograniczenia finansowania partii z budżetu. Jedna z rzeczy niemożliwych stała się możliwa - cieszył się premier Donald Tusk.
Ale na drodze do realizacji jego celu stanął prezydent. Lech Kaczyński ustawy nie podpisał i zakwestionował jej konstytucyjność. Wczoraj Trybunał tylko częściowo uznał jego racje.
Stwierdził, że ograniczanie subwencji budżetowej dla partii w trakcie kadencji Sejmu jest zgodne z konstytucją. Ale niezgodne z ustawą zasadniczą są przepisy, według których subwencje miały zostać zmniejszone od czerwca 2009 roku, choć Sejm uchwalił ustawę dopiero w kwietniu. Partie otrzymują raty z subwencji co kwartał. A to oznacza, że zmniejszona byłaby już transza za kwartał rozpoczęty przed wejściem ustawy. TK przyznał, że to wbrew zasadzie, że prawo nie działa wstecz.
Trybunał skierował ustawę do ponownego rozpatrzenia przez Sejm. Posłowie muszą na nowo określić, w jakim okresie subwencje dla partii będą zmniejszone. Reprezentujący Sejm przed TK Jerzy Kozdroń z PO zapewnia, że do końca marca nowa ustawa zostanie przyjęta. Wówczas już subwencje za drugi kwartał byłyby zmniejszone.
Ale czy tak się stanie? PiS jest oczywiście nadal zagorzałym przeciwnikiem tych przepisów. - Nigdzie na świecie mimo kryzysu nie rezygnowano z budżetowego dotowania partii - tłumaczy Andrzej Dera, poseł PiS. Jego zdaniem to będzie źródło patologii w stylu afery hazardowej, a proponowane przez PO rozwiązania to pozorne oszczędności. - PiS serwuje uproszczenia - odpowiada Grzegorz Dolniak z PO. Zdania o poparciu ustawy nie zmienia SLD, który przepisami kwestionowanymi przez prezydenta był dotknięty w niewielkim stopniu. Pytanie, jak zachowają się ludowcy, którzy niedawno zostali ukarani przez sąd nakazem oddania do budżetu aż 18 mln zł. - Dla nas ustawa ma znaczenie symboliczne. To gest solidarności w czasach kryzysu. W naszym przypadku nie chodzi o wielkie kwoty - mówił nam szef klubu PSL i skarbnik partii Stanisław Żelichowski. Przedstawiciel prezydenta zapowiedział, że jeśli Sejm uchwali nową ustawę, Lech Kaczyński ją podpisze.
i skierowana przez prezydenta do TK przewidywała, że od połowy 2009 r. do końca 2010 r. partie mają otrzymywać mniejszą subwencję budżetową:
- o 44 proc.
- o 41 proc.
- o 11 proc.
- o 7 proc.
, że partie, które przekroczyły próg finansowania, czyli 3 proc. w wyborach, dostaną przez te półtora roku z budżetu państwa subwencje niższe o:
- około 18 mln zł
- około 15,5 mln zł
- około 2 mln zł
- około 1 mln zł
Iwona Dudzik
iwona.dudzik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu