Przedsiębiorcy to sól naszej ziemi. A soli, jak wiadomo, nie powinno być zbyt słodko
Jesteście solą tej ziemi - mówił Donald Tusk na spotkaniu z małymi i średnimi przedsiębiorcami trzy miesiące temu. - Polski przedsiębiorca nie może być traktowany przez żadnego polityka jako potencjalny przestępca - dodawał. Kiedy więc rząd, kreujący się na adwokata przedsiębiorców, zabiera się do zmian ustawowych, może być tylko lepiej.
W przepisach o zamówieniach publicznych rzeczywiście można by poprawić wiele. Od lat przedsiębiorcy są na przykład karani finansowo za to, że w ogóle ośmielili się wystartować w przetargu. Jeśli na żądanie urzędników nie uzupełnią dokumentów, przepada im wadium, czasem liczone nawet w setkach tysięcy złotych. Przepadek tej kwoty miał utrudniać zmowy przetargowe (by wycofywanie pod byle pretekstem oferty nie było bezkarne), a w efekcie bije w uczciwe firmy i zasila ich pieniędzmi urzędowe budżety.
Rujnujące dla przeciętnej firmy mogą być też koszty skargi na wyrok, który zapadł w sprawie przetargu. Opłata sądowa może sięgnąć nawet 5 mln zł. Trudno się więc dziwić, że nawet duże firmy wolą nie ryzykować i rezygnują z prawa do sądu.
Koniecznych zmian jest więcej. Prawo zamówień publicznych nie było wszak nowelizowane od ponad dwóch lat. Po takim czasie można by spodziewać się przeglądu całego aktu i skonfrontowania jego przepisów z rynkową rzeczywistością. Tymczasem rząd poprzestał na przygotowaniu projektu, który służy przede wszystkim wdrożeniu unijnej dyrektywy o zamówieniach w dziedzinie obronności. Dla polskiego przedsiębiorcy - żadna różnica.
Jedyna pociecha, że Urząd Zamówień Publicznych rozpoczął już prace nad kolejną nowelizacją.
Tylko po co zmieniać dwa razy, skoro można było raz, za to dobrze?
Sławomir Wikariak
dziennikarz działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu