Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Sąd Najwyższy odpowie przed społeczeństwem

14 października 2013
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Dr hab. Michał Królikowski Wyjątek od zasady nieusuwalności sędziego nie może być odczytywany jako ingerencja w jego niezawisłość. To pochodna obowiązku władzy publicznej do zapewnienia rozpatrzenia sprawy "bez nieuzasadnionej zwłoki"

To już chyba tradycja. Ministerstwo Sprawiedliwości spiera się ze środowiskiem sędziów.

Ale akceptuje reguły gry. Po ogłoszeniu uzasadnienia uchwały SN z 17 lipca 2013 r., w którym uznano brak możliwości podpisywania aktów przenoszenia sędziego w wyniku reorganizacji przez sekretarza lub podsekretarza stanu, minister sprawiedliwości zwrócił się do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego z prośbą o rozważenie przedstawienia pełnemu składowi SN wniosku o rozstrzygnięcie rozbieżności w wykładni prawa, ujawnionych w orzecznictwie SN. Brak jasności co do preferowanej wykładni przepisów ustawy i dokonywana następczo wykładnia o kreatywnym charakterze powodują, że Sąd Najwyższy -jeżeli tę uchwałę traktować jako wiążącą wypowiedź dla sądów powszechnych - zakwestionował ważność wszystkich orzeczeń sądów powszechnych powstałych w wyniku reorganizacji. Konsekwencje są dramatyczne, pod znakiem zapytania postawiono setki tysięcy orzeczeń zapadłych po 1997 roku.

Chyba nie setki, przecież przeniesienia objęły jedynie 500 sędziów.

Na tym polega niezrozumienie tego, co powiedział Sąd Najwyższy i za co przed społeczeństwem będzie musiał wziąć odpowiedzialność. Przecież od 2001 roku do czasu ostatniej reformy reorganizacji poddano 39 sądów rejonowych! W pięciu przypadkach w całości wszystkie przeniesienia sędziów, podpisane przez sędziego - podsekretarza stanu z upoważnienia ministra sprawiedliwości, następowały przy braku zgody adresatów tych decyzji. W tym zakresie miało miejsce ponad 2300 przeniesień sędziów. W przypadku wspomnianych przez Sąd Najwyższy ponad 300 odwołań - postępowania odwoławcze zawieszono do czasu wydania przez Trybunał Konstytucyjny wyroku w związku z zaskarżeniem przez Krajową Radę Sądownictwa i grupę posłów rozporządzenia ministra sprawiedliwości dokonującej znoszenia sądów rejonowych. Po wydaniu wyroku, który stwierdzał zgodność z konstytucją tego aktu, składy orzekające w tych sprawach skierowały do składu siedmiu sędziów SN pytanie o skuteczność decyzji ministra sprawiedliwości. Zdziwienie może budzić przy tym to, że w trzyosobowym składzie rozstrzygającym odwołania orzekała sędzia, która reprezentowała wniosek KRS na rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym, nie uznając tego za okoliczność mogącą wpłynąć na jej bezstronność w czynności judykacyjnej. W konsekwencji tych działań dziesięć miesięcy po przeprowadzonej reformie SN ogłosił uzasadnienie, w którym uznał brak skuteczności decyzji ministra sprawiedliwości o przeniesieniu służbowym.

Jednak minister powinien był się spodziewać negatywnego orzeczenia SN.

Podobnie mówiono o korzystnym ostatecznie dla nas orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. W kilku ostatnich orzeczeniach SN podjął się rekonstrukcji relacji między przepisami ustawy o działach administracji rządowej, ustawy o Radzie Ministrów i prawa o ustroju sądów powszechnych, w której rozróżnił dwie sytuacje. Pierwsza zakłada, że kreatorem zmiany miejsca wykonywania czynności przez sędziego jest sam sędzia - wnoszący o delegację - a działanie ministra sprawiedliwości jest czynnością techniczno-porządkową. Druga zakłada, że w przypadku reorganizacji struktury sądów - do której minister sprawiedliwości ma uprawnienie na podstawie przepisu u.s.p., uznanego za zgodny z konstytucją - uprawnienie ministra w tym zakresie, mające charakter administracyjny, nie może być przez niego samodzielnie "dokończone" przez odpowiednie ruchy kadrowe, jeżeli sędziowie nie wyrażają na nie zgody.

Tak, bo sprzeciwia się temu zasada niezawisłości sędziowskiej.

Jednak każda przewidziana ustawowo kompetencja ministra sprawiedliwości musi być odczytywana w ramach jego uprawnienia do kierowania działem administracji "sprawiedliwość", w tym odpowiedzialności za zapewnienie takiej organizacji sądownictwa, która zwiększy gwarancję i równość w korzystaniu z prawa do sądu. Ten sposób wykładni przyjmuje Trybunał Konstytucyjny. Stąd rozporządzenie znoszące sądy musi być pojmowane jako akt stosowania prawa, a przepis art. 180 ust. 5 konstytucji, który zakłada, że w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia, jako lex specialis do zasady nieprzenoszalności. Ten wyjątek od zasady nieusuwalności sędziego nie może być odczytywany jako ingerencja w zasadę niezawisłości sędziego, ale pochodna obowiązku władzy publicznej do zapewnienia rozpatrzenia sprawy "bez nieuzasadnionej zwłoki". Minister ponosi za to odpowiedzialność konstytucyjną i polityczną.

I chyba z tym założeniem najbardziej dyskutuje Sąd Najwyższy. Nie zgadza się na to, żeby kreatorem ruchów kadrowych był organ władzy wykonawczej.

Sąd Najwyższy rozróżnił charakter prawny aktu delegacji sędziego za jego zgodą od przeniesienia sędziego w związku z reorganizacją bez zgody. Innymi słowy uzależnił charakter czynności organu administracji publicznej od decyzji jej adresata. I tak uznał, że w przypadku delegacji za zgodą sędziego kreatorem tej decyzji jest sędzia, zaś akt ministra ma charakter porządkowy; a to oznacza, że nie jest częścią jego władztwa kompetencyjnego. Tymczasem w innym orzeczeniu SN uznał, że uprawnienie w zakresie delegowania wchodzi w zakres przyznanych ministrowi sprawiedliwości ustawowo kompetencji. W ostatniej uchwale sprawa została znacznie skomplikowana. SN uznał, że akt przeniesienia sędziego w wyniku reorganizacji sądów bez jego zgody stanowi "swoisty akt władczy", pozbawiony regulacji ustawowej co do trybu jego podejmowania, nabywania skutków prawnych oraz procedury kontroli instancyjnej. Akt ten jest pozbawiony jakiejkolwiek regulacji ustawowej, ale przez analogię do przepisu, który mówi o decyzji KRS o przeniesieniu sędziego w stan spoczynku - zdaniem SN stosuje się doń odpowiednio przepisy kodeksu postępowania cywilnego o skardze konstytucyjnej. Jednakże nie o jako nadzwyczajnym środku zaskarżenia, ale "specjalnym środku prawnym skierowanym przeciwko aktowi pozajurysdykcyjnemu, ostatecznemu i wykonalnemu w chwili wydania (doręczenia)". SN jednak nie zauważa, że przywołany przepis art. 73 par. 1 u.s.p. reguluje również przeniesienie sędziego spoczynku na jego wniosek, a zatem za jego zgodą.

Sędziowie przeniesieni w wyniku reorganizacji z 2013 roku przestali wychodzić na rozprawy. Co więcej, SN przekonuje, że w każdym postępowaniu sąd musi badać, czy skład został prawidłowo obsadzony.

Od 2001 roku do Sądu Najwyższego wywiedziono ponad 1400 kasacji od orzeczeń sądów cywilnych powstałych w wyniku reorganizacji, do których sędziowie zostali przeniesieni bez ich zgody, a akty przeniesienia były podpisywane przez kolejnych sędziów - podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. W żadnej z tych spraw SN nie stwierdził nieważności postępowania, co należy ocenić jako brak wykonania wspomnianego obowiązku procesowego sądu, albo brak podzielania poglądu wyrażonego w lipcowej uchwale.

@RY1@i02/2013/199/i02.2013.199.18300130a.802.jpg@RY2@

Fot. wojtek górski

Dr hab. Michał Królikowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości

Rozmawiała Barbara Kasprzycka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.