Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Wyższe wymogi dla wiatru niż atomu

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Bat kręcony na farmy wiatrowe uderzy we wszystkie inwestycje OZE, i to bez należytego uzasadnienia. To konstytucyjnie wątpliwe - twierdzą prawnicy

Obowiązek lokalizacji obiektów służących wytwarzaniu energii z odnawialnych źródeł (OZE) wyłącznie na podstawie planów miejscowych przewiduje projekt zmieniający ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym i prawo budowlane (druk 2964). Z obostrzeń miałyby być zwolnione jedynie mikroinstalacje, a więc urządzenia o mocy do 40 kW.

Brak równości

W ocenie fundacji ClientEarth, skupiającej prawników zajmujących się ochroną środowiska, powyższa regulacja jest jednak wątpliwa konstytucyjnie. Powód? "Projekt nie dotyczy innych kategorii obiektów aniżeli instalacje OZE o mocy, co do zasady, większej niż 40 kW; w szczególności zaś nie dotyczy instalacji wytwarzających energię elektryczną lub ciepło w oparciu o konwencjonalne, mniej innowacyjne technologie" - czytamy w opinii przygotowanej przez ClientEarth. Te - jak podkreśla fundacja - choć oddziałują na środowisko, na zdrowie i życie ludzi bardziej niż instalacje OZE - nie zostały objęte regulacją. Będą więc nadal mogły powstawać tam, gdzie planów nie ma. A to godzi w zasadę równości wynikającą z art. 32 konstytucji.

"Projektowany art. 10 ust. 2c ustawy o planowaniu przestrzennym niewątpliwie różnicuje sytuację prawną podmiotów znajdujących się w tej samej sytuacji normatywnej - tj. inwestorów zamierzających lokalizować instalacje wytwarzające energię elektryczną lub ciepło - tylko i wyłącznie ze względu na wybraną technologię, bez jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia" - akcentuje ClientEarth.

Trzeba wyjaśnić

Tego zróżnicowania nie rozumieją również konstytucjonaliści.

- To bardzo dziwne ograniczenie. Instalacje OZE są przecież najmniej ingerujące w środowisko naturalne, produkują najczystszą energię - mówi prof. Marek Chmaj, radca prawny z kancelarii Chmaj i Wspólnicy.

- Energia elektryczna produkowana z węgla czy ropy jest energią bardzo emisyjną. Jeśli ustawodawca chce wprowadzić ograniczenie jedynie dla odnawialnych źródeł energii, powinien to należycie i szczegółowo uzasadnić - dodaje ekspert.

Szkopuł w tym, że w całym uzasadnieniu projektu nie znajdziemy informacji, skąd wzięła się decyzja, by każdego rodzaju instalacje OZE o mocy powyżej 40 kW podlegały specjalnych regułom. Mowa bowiem jedynie o energetyce wiatrowej i jej negatywnym wpływie "na funkcjonowanie, życie i zdrowie ludzi". Uzasadnienie odnosi się też do raportu Najwyższej Izby Kontroli, która badała działalność farm wiatrowych. Ale nie ma ani słowa o powodach wprowadzenia ograniczeń dla biogazowni czy instalacji fotowoltaicznych, a więc innych OZE.

- Projekt jest bardzo dziurawy. Uzasadnienie musi wskazywać, dlaczego ustawodawca wybiera takie, a nie inne rozwiązanie. Dostrzegam ryzyko naruszenia nie tylko art. 32 konstytucji, ale i jej artykułu 2 ("Polska jest demokratycznym państwem prawnym" - red.) - podkreśla prof. Chmaj.

Brak racjonalności

Wątpliwości zgłasza również Biuro Analiz Sejmowych. W ocenie jego eksperta dr. Bogusława Lackorońskiego wyłączenie możliwości budowania obiektów wytwarzających zielony prąd na podstawie decyzji o warunkach zabudowy nie spełnia warunku proporcjonalności, koniecznego przy regulacjach ograniczających prawo własności. "Wydaje się, że racje mogące przemawiać za ograniczeniem lokalizowania obiektów służących wytwarzaniu energii z wiatru, nie uzasadniają ograniczania lokalizowania obiektów służących wytwarzaniu energii z innych odnawialnych źródeł energii, takich jak: promieniowanie słoneczne, opady, pływy morskie, fale morskie i geotermia" - czytamy w opinii BAS.

Co więcej, jeśli ustawa wejdzie w życie w zaproponowanym brzmieniu, posłowie dopuszczą do kuriozalnej sytuacji. Jak podkreśla ClientEarth: "Na mocy art. 8 ust. 2 ustawy o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących (Dz.U. z 2011 r. nr 135, poz. 789) takie inwestycje lokalizuje się bowiem w sposób obligatoryjny na podstawie - będącej odpowiednikiem decyzji o warunkach zabudowy - decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej. Obiekt energetyki jądrowej może, choć nie musi, zostać przewidziany w odpowiednim planie miejscowym". W efekcie plan miejscowy nie będzie wymagany w przypadku lokalizacji atomówki o mocy kilku GW, natomiast bez niego nie ruszy budowa zajmującej ok. 250 mkw. farmy fotowoltaicznej o mocy 41 kW.

Do tego dochodzi jeszcze problem ułamkowego pokrycia Polski planami miejscowymi (patrz: grafika), których sporządzenie wymaga czasu i pieniędzy.

- W województwie podkarpackim zaledwie 8 proc. powierzchni posiada plan zagospodarowania przestrzennego, w kujawsko-pomorskim, mającym bardzo dobre warunki wietrzne, tylko 5,6 proc. - wskazuje Ilona Jędrasik z ClientEarth.

W jej ocenie oczywiste jest, że taka regulacja uderzy w również w obywatelskie OZE niebędące mikroinstalacją, np. w spółdzielnie chcące produkować prąd z fotowoltaiki na dachach budynków.

@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.18300040b.802.jpg@RY2@

Plany miejscowe w praktyce

Anna Krzyżanowska

 anna.krzyzanowska@infor.pl

Projekt ustawy przed głosowaniem w Sejmie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.