Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Przedsiębiorcy na (ostrym) zakręcie

Ten tekst przeczytasz w 46 minut

Rzeczywistość zmieni się już na początku września. Nowości odczują zarówno zwykli palacze, branża tytoniowa, jak i przeciętni sprzedawcy, którzy handlują papierosami lub e-papierosami

11 sierpnia 2016 r. prezydent podpisał ustawę antynikotynową (właściwie: ustawa z 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych.) Do zamknięcia numeru nie została jeszcze opublikowana w Dzienniku Ustaw, ale powinno się to stać lada dzień. Zasadniczo bowiem, z drobnymi wyjątkami, vacatio legis określono na 14 dni od dnia ogłoszenia tego aktu prawnego. W praktyce więc zmiany wejdą w życie już na początku września zmieni się rzeczywistość. Lepiej więc poznać najważniejsze wymogi, którymi zostaną obarczeni tak branża, jak i sprzedawcy.

Zrobiliśmy więcej, niż chciała UE

Biznes, a także organizacje przedsiębiorców, uważają przyjętą ustawę za nadmiernie restrykcyjną. Przede wszystkim dlatego, że wykracza ona daleko poza to, czego wymaga od nas Unia Europejska. Trzeba bowiem wiedzieć, że uchwalona w lipcu ustawa antynikotynowa stanowi implementację dyrektywy tytoniowej (dyrektywa 2014/40/UE mająca na celu zbliżenie przepisów państw członkowskich w zakresie produkcji, prezentowania i sprzedaży wyrobów tytoniowych). Wdrożenie powinno zostać dokonane do 20 maja 2016 r., więc i tak Polska spóźniła się ze swym obowiązkiem. Sęk w tym, że polski ustawodawca ostatecznie nie tylko wypełnił polecenia, które napłynęły z Brukseli, lecz poszedł o wiele dalej. Uczynił tak w stosunku do przepisów dotyczących e-papierosów. W tym zakresie UE daje bowiem krajom członkowskim dużą swobodę w kształtowaniu restrykcji. W polskiej ustawie antynikotynowej zaś elektroniczne papierosy zrównano w większości kwestii z tradycyjnymi.

!Elektroniczne papierosy zrównano z tradycyjnymi, co wywołało spór w rządzie. Ministerstwo Rozwoju przekonywało resort zdrowia, że może doprowadzić do zabicia jednej z najprężniej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki.

Ten wątek zresztą wywołał spór w rządzie. Ministerstwo Rozwoju przekonywało, że resort zdrowia odpowiedzialny za przygotowanie projektu może doprowadzić do zabicia jednej z najprężniej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki. - Ograniczenie w sprzedaży papierosów elektronicznych będzie powodować dalszą konsolidację i monopolizację rynku i promować duże podmioty kosztem małych, krajowych firm - wskazywał jeszcze w styczniu bieżącego roku wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński. Tę batalię jednak resort kierowany przez Mateusza Morawieckiego przegrał. Jakie skutki będzie miała nowa restrykcyjna ustawa? Czas pokaże. Natomiast Katarzyna Wawrzonkiewicz, konsultant podatkowy z Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy, przypomina, że mimo obowiązujących wielu restrykcji dotyczących wcześniej tylko wyrobów tytoniowych sprzedawcom nie raz udało się obejść obowiązujące przepisy. Przykładowo poprzez wprowadzenie w punktach detalicznych maszyn do samodzielnej produkcji papierosów czy wypuszczenie na rynek tzw. cygar imprezowych.

- Innym problemem, który wiąże się z uchwaleniem ustawy, jest tzw. szara strefa wyrobów tytoniowych - mówi Wawrzonkiewicz. Jej zdaniem ustawodawca musi wziąć pod uwagę, że wprowadzenie tak dużych zmian dotyczących obrotu papierosami elektronicznymi może skutkować zwiększeniem nielegalnej sprzedaży tych wyrobów.

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.801(c).jpg@RY2@

Papierosy w liczbach

Koniec sprzedaży w internecie

Wielu polskich dystrybutorów (i sprzedawców w jednym) e-papierosów rzeczywiście może odczuć zmiany. A to choćby z uwagi na brzmienie art. 7f ustawy antynikotynowej. Stanowi on, że zabrania się sprzedaży na odległość, w tym transgranicznej sprzedaży na odległość, wyrobów tytoniowych, a także papierosów elektronicznych i pojemników zapasowych oraz ich części. Co to oznacza? W praktyce zamknięcie internetu jako kanału dystrybucji. To zaś ogromny cios dla polskiej branży e-papierosowej, gdyż właśnie ten kanał - obok stoisk w hipermarketach - stanowił podstawowe źródło dochodu.

Jednocześnie na zmianie ucierpią mniejsi, polscy przedsiębiorcy. Najwięksi gracze na rynku dysponują szeroką siecią sprzedaży stacjonarnej. Wiele mniejszych firm zaś bazowało na jednym punkcie stacjonarnym oraz sprzedaży przez internet.

Co istotne, zakazana będzie także sprzedaż transgraniczna, w tym sprzedaż pojemników zapasowych (płynów do e-fajki). W Polsce istnieje co najmniej 15 fabryk je produkujących. Większość produkcji szła na eksport. Teraz jednak fabryki te, jeśli będą chciały sprzedać swoje produkty za granicę, będą musiały robić to w sposób standardowy, czyli np. przyjedzie do Polski przedstawiciel czeskiej firmy i bezpośrednio w naszej fabryce nabędzie towar.

WAŻNE

Najwięksi gracze dysponują szeroką siecią sprzedaży stacjonarnej, ale wiele mniejszych firm bazuje na jednym punkcie stacjonarnym oraz sprzedaży przez internet.

O tę regulację toczyła się długo batalia pomiędzy biznesem a rządzącymi. Ostatecznie jednak ci ostatni stwierdzili, że zakaz sprzedaży na odległość jest potrzebny. Argumentowali to koniecznością wprowadzenia art. 6 ustawy, a ten w ust. 1 stanowi, że zabrania się udostępniania wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych osobom do lat 18. Jednocześnie w punkcie sprzedaży detalicznej sprzedawca powinien umieścić widoczną i czytelną informację o treści: "Zakaz sprzedaży wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych osobom do lat 18". Do tej pory zakaz obejmował wyłącznie standardowe wyroby tytoniowe, a e-papierosów nie dotyczył. Teraz to się zmienia. Ba, sprzedawca ma nawet prawo wylegitymować klienta. Jak bowiem stanowi art. 6 ust. 1a, w przypadku wątpliwości co do pełnoletniości kupującego wyroby tytoniowe, papierosy elektroniczne lub pojemniki zapasowe sprzedawca może zażądać okazania dokumentu potwierdzającego wiek. Jeśli nabywca nie udowodni, że jest pełnoletni - e-papierosa czy nawet wkładu do niego nie zakupi.

!Zakaz sprzedaży w internecie będzie dotyczył wszystkich wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, wkładów do nich oraz części. Kara za jego naruszenie to grzywna do 200 tys. zł, ograniczenie wolności albo jedno i drugie.

Tyle że ustawodawca dostrzegł, iż weryfikacja wieku nabywcy jest stosunkowo prosta w stacjonarnym sklepie, lecz znacznie utrudniona przez internet. Przepisy ustawy o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2135 ze zm.) nie pozwoliłyby na to, aby sprzedawca żądał przesłania skanu dokumentu tożsamości potwierdzającego pełnoletność od każdego klienta. Zresztą kupowanie przez internet jest popularne między innymi z uwagi na szybkość i prostotę przy zawieraniu transakcji. Obowiązek wysłania skanu oraz czekanie na jego sprawdzenie przez sprzedawcę utrudniałyby i wydłużały całą procedurę. Posłowie doszli więc do wniosku, że nie ma sensu komplikować sytuacji i najlepiej sprzedaży przez internet - właśnie ze względu na ochronę małoletnich przed korzystaniem z wyrobów tytoniowych - zabronić. Zakaz sprzedaży w internecie będzie dotyczył wszystkich wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych i wkładów do nich oraz części. Kara za jego naruszenie jest wysoka - to grzywna do 200 tys. zł, ograniczenie wolności albo obie te sankcje.

Branża przyjęła tę regulację z ogromnym rozczarowaniem. Kluczowym argumentem przedsiębiorców jest to, że jeśli zabronimy sprzedaży na odległość, dostęp do e-papierosów zostanie drastycznie ograniczony w szczególności mieszkańcom mniejszych miejscowości. Stacjonarne sklepy znajdują się bowiem głównie w dużych miastach.

Politycy się jednak tym nie przejmują. Jak powiedział nam jeden z posłów z opcji rządzącej: "nikt nie zmusza do palenia".

Nowości kontrolowane

Dystrybutorzy e-papierosów mają jednak jeszcze jedno - tak samo ważne, a być może nawet istotniejsze - zmartwienie na głowie. Chodzi o to, że ustawa antynikotynowa w praktyce uniemożliwia wprowadzanie nowych produktów do oferty. A to właśnie jedna z przewag e-papierosów nad tradycyjnymi, że często pojawiają się nowości: nowe smaki, nowe sposoby przyjmowania tytoniu etc. Teraz jednak zaproponowanie zupełnie nowego produktu będzie szalenie utrudnione.

Kluczem jest tu treść art. 8a ust. 3 ustawy. Zgodnie z jego brzmieniem w przypadku nowych wyrobów tytoniowych lub zmodyfikowanych wyrobów tytoniowych informacje na ich temat, takie jak wykaz wszystkich składników wraz z podaniem ich ilości i poziom wydzielanych substancji, trzeba przekazać inspektorowi ds. substancji chemicznych. To jeszcze nie powinno nikogo oburzać. Problem w tym, że informację taką należy przekazać na 6 miesięcy przed dniem wprowadzenia do obrotu wyrobów tytoniowych, których ona dotyczy.

Przykładowo przedsiębiorca chce rozpocząć sprzedaż na terenie polski nowego płynu do e-papierosów o, jak sam wskazuje, "nowym, lepszym smaku". Planuje to zrobić z początkiem roku. Zgodnie z art. 8a ust. 3 ustawy musi więc przekazać szczegółowe informacje o nowym produkcie do końca czerwca roku poprzedzającego wprowadzenie płynu do oferty.

Mało który dystrybutor planuje z tak dużym wyprzedzeniem. Najczęściej decyzje o wprowadzaniu nowych produktów zapadają z tygodnia na tydzień, niekiedy z wyprzedzeniem dwumiesięcznym. Działanie z wyprzedzeniem półrocznym rzadko kiedy jest opłacalne ekonomicznie w branży, w której klienci są bardzo podatni na wszelkie nowinki.

Reklama (nie) w pełni zakazana

Kolejna z nowości zapisanych w ustawie interesować powinna nie tylko dystrybutorów e-papierosów, lecz także sprzedawców. Ustawodawca zdecydował się bowiem radykalnie ograniczyć możliwość reklamowania tych produktów. Ale eksperci już przyznają, że przepisy są sformułowane w niejasny sposób.

Artykuł 8 stanowi bowiem, że zabrania się reklamy wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych i promocji wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych oraz reklamy i promocji produktów imitujących te wyroby, lub symboli związanych z używaniem tytoniu, wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych.

W uproszczeniu więc: zabroniona zostaje jakakolwiek reklama e-papierosów (jak i tradycyjnych - ale ona była zakazana także do tej pory), ich promocja, a nawet reklama i promocja imitacji e-papierosów.

Pojawia się jednak pytanie, co w praktyce oznacza powyższy przepis.

- Zakaz będzie obejmował w szczególności takie działania, jak publiczne rozdawanie, organizowanie degustacji, premiowanej sprzedaży lub konkursów opartych na zakupie e-papierosów oraz innych form publicznego zachęcania do ich nabywania lub używania - wyjaśnia radca prawny Dariusz Mojecki. Dodatkowo zabronione będzie również rozpowszechnianie komunikatów, wizerunków marek e-papierosów lub symboli z nimi związanych, jak również nazw lub symboli graficznych podmiotów produkujących e-papierosy nieróżniących się od nazw i symboli graficznych e-papierosów, służących popularyzowaniu danych marek. Niedozwolona więc będzie praktyka, gdy producent lub dystrybutor nazywa się tak samo jak jego produkt i pod pozorem reklamowania swojej firmy, tak naprawdę reklamuje produkt.

Ale zakaz nie będzie wcale aż tak radykalny, jak się niektórym wydaje.

- Zakazem nie powinno być objęte samo wystawienie e-papierosów do sprzedaży - twierdzi mec. Dariusz Mojecki. - Każdy produkt sam w sobie ma zachęcać do kupna. Tylko gdyby uznać to za promocję bądź reklamę w rozumieniu omawianej ustawy, to już dawno tradycyjne papierosy sprzedawane byłyby "spod lady", a nie w kioskach czy sklepach spożywczych, gdzie są one doskonale widoczne dla wszystkich kupujących - podkreśla mec. Mojecki. Choć zaznacza jednocześnie, że pewne ryzyko uznania metody ekspozycji towaru za reklamę istnieje. Trudno bowiem ocenić, co ustawodawca miał na myśli, wskazując, że zabronione jest "rozpowszechnianie marek". Czy byłoby nim korzystne ułożenie opakowań danego producenta w witrynie sklepowej? Trudno powiedzieć. Dariusz Mojecki uważa jednak, że wystawienie produktu w miejscu sprzedaży przy jednoczesnym podaniu jego ceny powinno być dozwolone.

Problem związany z tą kwestią dostrzegł zresztą sam ustawodawca. Stwierdzono więc, że zakaz reklamy w brzmieniu nadanym ustawą antynikotynową zacznie obowiązywać nie tak jak inne przepisy, czyli w 14 dni od ogłoszenia aktu prawnego, lecz dopiero od początku przyszłego roku. Do tego czasu powinno udać się wyjaśnić wszystkie wątpliwości przedsiębiorców. Warto nadmienić, iż ustawa rozszerzyła zakaz sponsorowania działalności sportowej, kulturalnej, oświatowej, zdrowotnej i społeczno-gospodarczej na producentów i importerów e-papierosów.

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.805(c).jpg@RY2@

Nowe przepisy

WAŻNE

Trudno ocenić, co ustawodawca miał na myśli, wskazując, że zabronione jest "rozpowszechnianie marek". Czy będzie nim korzystne ułożenie opakowań danego producenta w witrynie sklepowej? Trudno powiedzieć.

Śmierć i krew na paczkach papierosów

Zdjęcie kobiety kaszlącej krwią, gnijącej stopy, a nawet rodzice płaczący przy małej trumience - to m.in. ma wpłynąć na wyobraźnię palaczy

- Zdecydowanie najwidoczniejsza zmiana w stosunku do dotychczas obowiązujących przepisów dotyczy etykietowania opakowań wyrobu tytoniowego poprzez zamieszczanie dużych ostrzeżeń obrazkowych na obu głównych płaszczyznach opakowania - mówi Michał Tomczak, partner w kancelarii Tomczak i Partnerzy Spółka Adwokacka. Z opakowań muszą zniknąć informacje dotyczące poziomu substancji smolistych oraz tlenków węgla. Pojawią się za to nowe ostrzeżenia zdrowotne (tekstowe i graficzne). Na bokach opakowań musi znaleźć się ogólne ostrzeżenie: "Palenie zabija - rzuć teraz!". A na opakowaniu zbiorczym napis: "Dym tytoniowy zawiera ponad 70 substancji powodujących raka". Ustawa określa nawet czcionkę (Helvetica) i kolor (czarny napis na białym tle). Zarówno ostrzeżenie ogólne, jak i wiadomość informacyjna powinny zajmować 50 proc. płaszczyzny, na której są wydrukowane. Powyższy przepis wzbudził sprzeciw Polskiej Izby Handlu. Według jej stanowiska utrudni on komunikację z konsumentem, co jest kluczowe w przypadku jakiejkolwiek wymiany handlowej. Zdaniem Macieja Ptaszyńskiego, dyrektora Polskiej Izby Handlu, brak wyraźnej dywersyfikacji między markami i rodzajami papierosów może spowodować zaburzenia w pracy placówek handlowych albo nawet popchnąć konsumentów w stronę szarej strefy. Izba złożyła na ręce posłów propozycję poprawki, jednak nie została ona uwzględniona.

Inną nowością są oznaczenia graficzne, które mają się pojawiać na opakowaniach i zajmować 65 proc. ich przedniej i tylnej powierzchni. Drastyczne obrazki pokazują między innymi kobietę kaszlącą krwią (podpis: "Palenie niszczy płuca"), gnijącą stopę ("Palenie jest przyczyną miażdżycy"), rodziców płaczących przy małej trumience ("Paleniem można zabić swoje nienarodzone dziecko") czy też zniszczone nowotworem płuca ("Palenie powoduje 90 proc. przypadków raka płuc"). Wszystkie wzory i podpisy można znaleźć w załączniku do ustawy. Zgodnie z wytycznymi UE zestawy grafik mają zmieniać się co 12 miesięcy.

- Krótko mówiąc, wygląd zewnętrzny opakowania nie może sugerować, iż produkt znajdujący się w nim jest mało szkodliwy czy wręcz przypomina produkt leczniczy - mówi Michał Tomczak, partner w kancelarii Tomczak i Partnerzy Spółka Adwokacka. Za naruszenie obowiązków sprawozdawczo-informacyjnych grożą grzywny od 1 tys. zł do nawet 100 tys. zł.

Co dla tradycyjnych papierosów

Artykuł 6 ustawy antynikotynowej zabrania wprowadzania do obrotu papierosów i e-papierosów bądź części do tych ostatnich w automatach samoobsługowych (z wyjątkiem sklepów wolnocłowych). Z kolei art. 6a ust. 2 nakazuje, by w paczce znalazło się co najmniej 20 papierosów. Natomiast opakowanie jednostkowe tytoniu do samodzielnego skręcania papierosów powinno zawierać co najmniej 30 g tytoniu. Przepisem bardzo silnie uderzającym w branżę jest zaś art. 7c zakazujący wprowadzania do obrotu, produkowania i importowania wyrobów tytoniowych o aromacie charakterystycznym (z wyjątkiem papierosów mentolowych - te mogą pozostać jeszcze do 20 maja 2020 r.). Polska i Rumunia były jedynymi krajami, które sprzeciwiły się przepisom dyrektywy unijnej, chcąc bronić przynajmniej mentolowych papierosów. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł jednak (wyrok C-358/14), że wyroby tytoniowe zawierające charakterystyczny aromat sprawiają, że obywatele szybciej i łatwiej się od nich uzależniają. A mentol, w związku z jego przyjemnym aromatem - może również utrudniać wyjście z nałogu bądź dawać iluzję, że taki wyrób jest mniej szkodliwy niż papieros bez aromatu. Trybunał odrzucił pomysły Polaków na pozostawienie mentolowych produktów w sprzedaży. Rząd zaproponował wtedy m.in. podniesienie ograniczenia wiekowego, po przekroczeniu którego konsumpcja mentoli byłaby dozwolona, zakaz ich transgranicznej sprzedaży oraz umieszczenie informacji na etykiecie mówiącej o tym, że papierosy aromatyzowane są tak samo szkodliwe dla zdrowia, jak klasyczne. Zdaniem TSUE te zmiany nie przyczyniłyby się dostatecznie do walki z paleniem wśród obywateli. Na kwestię papierosów mentolowych zwróciła też niedawno uwagę Polska Izba Handlowa. Jej zdaniem problemowe będzie informowanie o papierosach mentolowych w sytuacji, gdy nie będzie można oznaczać ich jako mentolowe, pomimo iż pozostaną w sprzedaży jeszcze do 2020 r. Już teraz zabroniony będzie obrót papierosów zawierających kofeinę i taurynę (jako że dają iluzję wzmocnienia i witalności organizmu), witaminy (lub inne dające wrażenie, że papieros jest korzystny dla zdrowia) oraz dodatki posiadające właściwości barwiące (uatrakcyjniające wizualnie produkt tytoniowy).

Zakaz palenia w miejscach publicznych

Palenie papierosów i e-papierosów w miejscach publicznych będzie niedozwolone. Oznacza to zakaz palenia na terenach uczelni, przystankach komunikacji publicznej czy w restauracjach. Co ciekawe, zakres przedmiotowy zakazu może być rozszerzony przez gminy w drodze uchwał - mogą one ustalić, wedle ich uznania, również inne miejsca wolne od dymu tytoniowego lub pary z papierosów elektronicznych. Jeżeli chodzi o lokale gastronomiczne, to ich właściciele muszą umieścić informację o zakazie palenia i e-palenia w swojej restauracji. W przeciwnym razie grozi im grzywna do 2 tys. zł. Jest jednak wyjątek od tej zasady.

- Jeśli w lokalu znajdują się dwa pomieszczenia przeznaczone dla konsumpcji, to jedno z nich będzie można wyłączyć spod zakazu palenia e-papierosów - mówi Michał Tomczak, partner w kancelarii Tomczak i Partnerzy Spółka Adwokacka. Pomieszczenie musi być jednak wyposażone w wentylację sprawiającą, że dym tytoniowy bądź substancje uwalniane z e-papierosów nie będą przenikały do innych pomieszczeń. Jak twierdzi Katarzyna Wawrzonkiewicz z Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy, restaurator nie ma konieczności posiadania oddzielnej sali dla palaczy tradycyjnych papierosów i e-papierosów.

- Jeżeli w lokalu nie ma wydzielonych oddzielnych pomieszczeń, to użytkownicy e-papierosów będą zmuszeni do ich użytkowania w zwykłych palarniach i pomieszczeniach dla palących - mówi Wawrzonkiewicz.

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.804.jpg@RY2@

Cezary Kaźmierczak Gprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Ustawodawca poszedł za daleko przy tworzeniu nowych regulacji. Ustawa jest przez to zbyt restrykcyjna i może doprowadzić do zniknięcia mniejszych firm z rynku. Polityka tej regulacji jest błędna, bo doprowadzi do podniesienia cen wyrobów tytoniowych, a tym samym doprowadzi do rozwoju szarej strefy. Zwłaszcza że e-papierosy są łatwiejsze do szmuglowania niż normalne papierosy - bo substancję do nich można je przewozić nawet w butelce.

Przepisy zostały wycelowane przede wszystkim w sprzedawców e-papierosów i wygląda, jakby były pisane przez koncerny tytoniowe, chcące utrudnić rozwój konkurencji. Teraz los przedsiębiorstw handlujących e-papierosami jest uzależniony od poziomu akcyzy. Jeśli i tu nastąpią zmiany na niekorzyść przedsiębiorców, to czeka nas sytuacja rodem z Włoch, gdzie branża e-papierosowa została praktycznie zabita przez restrykcje nakładane przez tamtejszego ustawodawcę.

TRZY PYTANIA DO EKSPERTA

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.101(c).jpg@RY2@

Jerzy Jurczyński public affairs, sieć sprzedaży papierosów elektronicznych eSmoking World

Jak oceniają państwo nowe regulacje?

Nowa ustawa zawiera szereg przepisów, które podnoszą poziom bezpieczeństwa produktów i chronią nieletnich przed tą formą używki nikotynowej. To powinno przyczynić się do wzrostu zaufania konsumentów do kategorii i standaryzacji procesu produkcyjnego. Z drugiej strony jednak ta sama ustawa wprowadza restrykcyjne ograniczenia w zakresie dystrybucji, reklamy i promocji, zrównując papierosy elektroniczne z wyrobami tytoniowymi. Takie podejście to rezygnacja z ogromnego potencjału redukcji szkód wywoływanych u palaczy przez dym tytoniowy, jakimi mogą być papierosy elektroniczne. Branżę czeka więc rewolucja. Jak wielka? Rynkowe i ekonomiczne konsekwencje regulacji dotyczących papierosów elektronicznych będzie można ocenić dopiero w połowie przyszłego roku.

A jak z kosztami, które poniesie branża?

Wszystkie wprowadzane do obrotu papierosy elektroniczne i płyny nikotynowe do ich uzupełniania będą musiały być szczegółowo badane m.in. w zakresie analiz toksykologicznych i obecności związków rakotwórczych lub mutagennych. Koszt takich badań to kwoty rzędu 20-50 tys. złotych za każdy produkt.

Ponadto wszyscy dystrybutorzy papierosów elektronicznych muszą za kilka tygodni wdrożyć system gromadzenia i przetwarzania informacji o wszystkich podejrzewanych i niepożądanych dla zdrowia ludzkiego działaniach wyrobów, który w naszym przypadku wymaga m.in. przeszkolenia ponad 1400 pracowników sieci sprzedaży detalicznej i zabezpieczenia bazy danych osobowych szczególnie wrażliwych. Nowa ustawa wymusza więc na branży e-papierosowej bardzo konkretne inwestycje.

A co z polityką informacyjną? Zakaz reklamy brzmi groźnie.

Dlatego wiele firm ma już przygotowaną nową strategię rozwoju sprzedaży.

Zgodnie z nowymi przepisami nie będzie już możliwości publicznej prezentacji informacji o markach papierosów elektronicznych w punktach sprzedaży. Klienci nie będą jednak skazani na zakupy "kota w worku". Zakaz nie obejmuje ekspozycji w punkcie sprzedaży opakowań - oczywiście pozbawionych jakichkolwiek treści reklamowych - i informacji o cenie. Tak radykalne ograniczenia byłyby złamaniem elementarnych i wynikających z innych przepisów praw konsumenckich.

 

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.802.jpg@RY2@

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

@PatrykSlowik

@RY1@i02/2016/160/i02.2016.160.18300200c.803.jpg@RY2@

Jakub Styczyński

jakub.styczynski@infor.pl

@JakubStyczynski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.