Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Piece made in Poland zakazane, a z importu już nie. Przeoczono kluczowy przepis?

Ten tekst przeczytasz w 198 minut

Walka ze smogiem może przerodzić się w rzeź polskich producentów kotłów grzewczych. Nie wszystkich bowiem stać na inwestycje dostosowujące produkcję do nowych przepisów środowiskowych. Do tego istnieje ryzyko rozwoju szarej strefy

Nowe wymogi uderzą w producentów

W Polsce działa obecnie około 300 producentów pieców grzewczych, którzy zatrudniają około 120 tys. pracowników - wynika z szacunków organizacji branżowych. Ponad połowa firm to mikro i małe przedsiębiorstwa. Dalszy byt wielu z nich może być zagrożony. Wszystko przez przepisy rozporządzenia ministra rozwoju i finansów z 1 sierpnia 2017 r. w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe (Dz.U. poz. 1690). Dotyczy ono urządzeń o mocy do 500 kW, czyli tych używanych w gospodarstwach domowych oraz w małych i średnich zakładach. Nowe regulacje zaczną obowiązywać już od niedzieli. Wynika z nich, że od 1 października w Polsce będzie dozwolone wprowadzanie do obrotu i użytkowania tylko tych urządzeń, które spełniają wymogi emisyjne przewidziane dla klasy 5, ustalone normą PN-EN 303-5 z 2012 r. Zgodnie z nią np. kotły ręczne nie będą emitować więcej niż 60 mg pyłów na metr sześcienny, a kotły automatyczne - maksymalnie 40 mg pyłów na metr sześcienny. Co stanie się z urządzeniami niższej klasy? Przewidziano dla nich okres przejściowy. Będzie można je wprowadzać do obrotu jeszcze do końca czerwca 2018 r. Pod jednym jednak warunkiem - otóż muszą zostać wyprodukowane przed wejściem w życie rozporządzenia, czyli przed 1 października 2017 r.

RAMKA 1

Stanowisko Ministerstwa Rozwoju

Przepisy nie zabraniają produkcji, a mówią tylko o wprowadzaniu na rynek. Zatem można domniemywać, że wytwarzanie ich na inne rynki jest możliwe. Zakazane jest wprowadzanie do obrotu na polski rynek kotłów niespełniających wymagań rozporządzenia.

Każda osoba, która narusza zakaz wprowadzania do obrotu produktów, które nie odpowiadają wymaganiom rozporządzenia, podlega karze grzywny. Jej wysokość jest ustalana indywidualnie.

Przepisy sankcjonujące niespełnianie wymagań rozporządzenia znajdują się w ustawie -Prawo ochrony środowiska.

Paragraf 1 ust. 1 rozporządzenia mówi, że "Rozporządzenie określa szczegółowe wymagania dla wprowadzanych do obrotu i do użytkowania kotłów na paliwo stałe o znamionowej mocy cieplnej nie większej niż 500 kW, w tym kotłów wchodzących w skład zestawów zawierających kocioł na paliwo stałe, ogrzewacze dodatkowe, regulatory temperatury i urządzenia słoneczne, zwanych dalej «kotłami»". Wymagania więc obowiązują niezależnie od źródła pozyskania kotła.

Kosztowne inwestycje

Przedstawiciele branży kotłów grzewczych, podobnie jak eksperci rynkowi, są zdania, że nowe przepisy oznaczają nie tylko przełom w walce ze smogiem i tzw. kopciuchami, ale prawdziwą rewolucję dla producentów.

Celem rozporządzenia, co zresztą podkreślał wielokrotnie rząd na etapie jego uchwalania, jest przeciwdziałanie szkodliwym dla zdrowia i życia ludzi stężeniom substancji w powietrzu. Z tego też względu nowe wymogi są bardzo wyśrubowane i wyprzedzają regulacje obowiązujące w większości państw Europy. Unijne rozporządzenie do dyrektywy ecodesing, wprowadzające podobne obostrzenia w całej Europie, wejdzie bowiem w życie dopiero w 2020 r.

Producenci skarżą się jednak nie tylko na to, że polski rząd wychodzi przed szereg, ale również na pośpiech, w jakim wdraża się rodzime przepisy. Rozporządzenie wchodzi bowiem w życie po niecałym miesiącu od ogłoszenia. W efekcie - jak podkreślają przedstawicieli branży - producentom nie zapewniono wystarczającego czasu na dostosowanie się do nowych wytycznych.

- Do tego wejście w życie nowych przepisów zbiega się w czasie z rozpoczęciem się w kraju sezonu grzewczego. Jest to czas wzmożonej pracy w firmach. Nie dość, że trzeba realizować zamówienia, których jest więcej niż w innych miesiącach roku, to jeszcze należy szybko reagować na często dynamicznie zmieniające się potrzeby odbiorców - przyznają jednogłośnie producenci.

Tym samym zabraknie im czasu na inne aktywności, w tym przeprowadzanie inwestycji w zakładach niezbędnych do dostosowania się do wymogów nakładanych przez rozporządzenie.

Warto przy tym zauważyć, że w produkcji kotłów spełniających wymogi emisyjne przewidziane dla klasy 5 specjalizują się obecnie przede wszystkim duzi gracze. Oferta pozostałych składa się głównie z pieców niższej klasy, co jest zgodne z zapotrzebowaniem konsumentów. Ze statystyk organizacji branżowych wynika, że co roku w Polsce sprzedaje się około 200 tys. urządzeń grzewczych, z których 65-70 proc. stanowią tzw. kopciuchy, czyli piece, które mają zostać wyeliminowane z rynku.

Najwięcej pracy, a przy tym największe wydatki czekają więc mniejszych przedsiębiorców. W sytuacji, gdy wytwarzali tylko komorowe kotły bezklasowe - muszą zainwestować w nowe linie produkcyjne. - W zależności od wielkości zakładu może się to wiązać z wydatkiem od kilkuset do nawet ponad miliona zł - wylicza Jan Gabryś, który jest odpowiedzialny za sprzedaż hurtową w firmie Tekla. I dodaje, że mniej wydadzą ci, którzy wytwarzali urządzenia wyższych klas, w tym czwartej. Ich produkcja bowiem niewiele się różni od kotłów klasy 5. W związku z czym zakład produkcyjny takich firm wymaga tylko niewielkich przeróbek, które powinny zamknąć się w kwocie kilkudziesięciu tysięcy złotych.

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.101(c).jpg@RY2@

Wyższa poprzeczka dla producentów, większe koszty dla konsumentów

Kolejki po certyfikat

Nie znaczy to, że najwięksi gracze nie poniosą żadnych finansowych konsekwencji rozporządzenia. Niemal wszyscy deklarują, że ich oferta ulegnie znacznemu ograniczeniu.

- Obecnie produkujemy ponad 30 rodzajów kotłów. Po pierwszym października będzie to najwyżej jedna trzecia asortymentu - twierdzi Jan Gabryś.

O redukcji na poziomie ponad 50 proc. wspominają też inni, w tym m.in. firmy Defro czy Pereko. Co więcej, wszyscy przedsiębiorcy przyznają, że powrót do obecnego poziomu zajmie trochę czasu i bynajmniej nie tylko z winy przedsiębiorców. Otóż znacząco wydłużyło się wydanie certyfikatu potwierdzającego spełnianie norm klasy 5. Stosowną akredytację do tego posiada w Polsce tylko pięć jednostek. Aż do końca roku nie mają one wolnych terminów na przebadanie urządzenia, co jest podstawą do wydania dokumentu. Czas oczekiwania wynosi dziś przynajmniej cztery miesiące. W Instytucie Energetyki w Łodzi poinformowano nas wręcz, że najwcześniej zapisać się można na przełom lutego i marca - czas oczekiwania jest obecnie tam dwa razy dłuższy niż jeszcze na początku roku. Do tego dochodzą kolejne dwa miesiące potrzebne na wydanie certyfikatu, oczywiście pod warunkiem, że urządzenie pozytywnie przeszło test. Jeśli nie, jest zwracane producentowi celem przeprowadzenia poprawek. To oznacza wydłużenie procedury nawet o kilka miesięcy.

- Kolejki to pochodna rosnącego zainteresowania certyfikatami. Dziś starają się o nie wszystkie firmy, zarówno duże, jak i małe. Wiedzą, że nie przetrwają na rynku, jeśli nie będą oferowały urządzeń z dokumentami potwierdzającymi ich jakość - słyszymy od pracownika Zakładu Badań Urządzeń Energetycznych, który dodaje, że wśród ubiegających się o certyfikat są zarówno firmy z Polski, jak i z zagranicy. - Opłaty związane z wydaniem dokumentu, podobnie jak cała procedura, są od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent niższe niż na Zachodzie. Zwłaszcza w Niemczech, skąd pochodzi obecnie bardzo duża liczba aplikujących o certyfikat przedsiębiorstw. To dodatkowo wydłuża kolejki - dodaje.

Oczywiście pojawia się, dlaczego firmy zwlekały do ostatniej chwili z certyfikowaniem swoich urządzeń? Okazuje się, że powodów jest kilka. Po pierwsze czekały na ostateczne wytyczne co do norm, jakie będą musiały spełniać kotły. Nie było bowiem jasne, czy będą takie same jak te zawarte w normie PN-EN 303-5. Ostatecznie, po uchwaleniu rozporządzenia, okazało się, że są inne. Np. emisję tlenku węgla (CO) dla kotów na biomasę ustalono na 700 miligramów na metr sześcienny. To o 200 miligramów więcej, niż wynika z normy. Producentów zaskoczyło też to, że po 1 października nie będzie można wprowadzać do obrotu i użytkowania kotłów z awaryjnym rusztem, o których nie wspomina norma PN-EN 303-5.

Wysokie koszty

Kolejnym powodem, dla którego wiele firm dopiero teraz zdecydowało się certyfikować urządzenia, są koszty. A są niemałe. - Trzeba na ten cel przeznaczyć około 10 tys. zł. Pod warunkiem jednak, że badający urządzenie eksperci nie zgłoszą żadnych zastrzeżeń co do spełnianych przez niego norm. Jeśli będzie wymagało przeróbek, nakłady te mogą urosnąć do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Po każdej poprawce kocioł trzeba ponownie przesłać do badania w jednostce akredytowanej, za co trzeba oczywiście zapłacić - wyjaśnia Magdalena Najgeburska-Dziubeła z firmy Defro.

Mniejsze firmy sygnalizują, że taki wydatek jest dla nich trudny do przełknięcia. Szczególnie że obecnie muszą też więcej zainwestować w produkcję samych urządzeń.

- Zastanawiamy się w związku z tym, co zrobić. Rozwiązania są dwa. Na początek można uzyskać certyfikat dla jednego czy dwóch urządzeń. Problem jednak w tym, że co trzy lata należy go odnawiać i to nawet wówczas, gdy w konstrukcji nie zostały przeprowadzone zmiany. Zbudowanie szerokiej oferty, którą będzie można konkurować z większymi firmami, jest w związku z tym niemożliwe bez posiadania dużego kapitału. Alternatywą jest więc rezygnacja z certyfikatu, ale to wiąże się już z działaniem w szarej strefie - tłumaczy przedstawiciel niewielkiego zakładu produkcyjnego na Mazowszu.

Zagrożenie szarą strefą

Dynamiczny rozwój czarnego rynku to wiszące nad branżą zagrożenie, na które najczęściej zwracają uwagę przedsiębiorcy. - Kotły na paliwo stałe, zwłaszcza z ręcznym podawaniem paliwa, do tej pory pozostają najtańszymi urządzeniami grzewczymi na rynku. Ich eliminacja przy tak znacznym popycie, wynikającym z poziomu zamożności społeczeństwa, może wpłynąć na ukształtowanie czarnego rynku. Urządzenia będą wytwarzane metodą garażową, bez nadzoru oraz bez zachowania jakichkolwiek norm bezpieczeństwa czy energetyczno-emisyjnych. Istotną rolą służb w tej kwestii jest właściwy nadzór nad urządzeniami wprowadzanymi na rynek. Należy także pamiętać, że wciąż czekamy na uregulowania dotyczące jakości paliw. Standaryzacja paliwa stałych jest niezbędna do tego, by rozporządzenie dotyczące kotłów zyskało praktyczny sens - uważa Magdalena Najgeburska-Dziubeła.

Na tym jednak obawy i problemy, z którymi przyjdzie zmierzyć się producentom w najbliższych tygodniach, jak nie miesiącach, się nie kończą.

Sytuacji bynajmniej nie ułatwiają niejasno sformułowane przepisy. - Nie mówią wprost o tym, co jest dozwolone, a czego nie wolno robić. Pozostawiają duże pole do indywidualnej interpretacji. Ma to miejsce zwłaszcza jeśli chodzi o produkowanie i wprowadzanie kotłów na rynek. Zgodnie z wykładnią części prawników przepisy rozporządzenia w tym zakresie stosuje się wyłącznie do polskiego rynku. Jednak są i tacy, którzy uważają, że nowa regulacja dotyczy także rynku europejskiego. - Z tego powodu nie wiemy, czy po pierwszym października nadal możemy wytwarzać urządzenia niższej klasy w celu dalszej ich odsprzedaży poza granicami kraju - stwierdza Andrzej Guzera, kierownik działu handlowego w firmie Pereko.

Podobny dylemat mają też inni przedsiębiorcy. - W mojej ocenie rozporządzenie zabrania wprowadzania do obrotu i podłączania do wodnego systemu centralnego ogrzewania kotłów niespełniających wymagań w nim zawartych. W naszym rozumieniu nie ma jednak przeszkód, aby sprzedawać je na rynki nieobjęte podobnymi uregulowaniami. Pojawia się jednak problem, czy sprzedaż eksportowa powinna być prowadzona wyłącznie przez zagranicznych dystrybutorów czy także możemy skorzystać z polskich pośredników. Wprowadzenie do obrotu to w myśl rozporządzenia pierwsze udostępnienie na rynku - wyjaśnia Magdalena Najgeburska-Dziubeła. Dodaje, że Platforma Producentów Urządzeń Grzewczych na Paliwa Stałe, w której zrzeszona jest jej firma, wystąpiła już z zapytaniem do ministerstwa o wyjaśnienia w tej kwestii.

- Wciąż oczekujemy na odpowiedź. Blokada eksportu naszych produktów i idący za tym spadek sprzedaży to jedno z wielu zagrożeń, z którymi możemy mieć do czynienia po wejściu w życie rozporządzenia.

O interpretację przepisów poprosiła też Pereko. - Z naszych informacji wynika, że przyjdzie nam czekać na odpowiedź dwa miesiące - podkreśla Andrzej Guzera. I wylicza, że jego przedsiębiorstwo może z tego powodu odnotować spadek w obrotach na poziomie 25-30 proc. w skali roku.

Szersza wykładnia oznacza utratę wielu zagranicznych kontraktów również dla spółki Tekla.

- Szczególnie że w Czechach, na Słowacji czy na Węgrzech, dokąd obecnie trafiają nasze produkty, do 2022 r. wciąż będzie można wytwarzać, wprowadzać do obrotu i użytku kotły czwartej klasy - te same, które u nas wkrótce staną się zakazane - tłumaczy Jan i dodaje, że w przypadku utraty tych rynków oznacza spadek obrotów o 35 proc.

Konsumenci sobie poradzą

Utrata zagranicznych odbiorców może być jeszcze bardziej dotkliwa, jeśli sprawdzi się jednocześnie inny scenariusz przewidywany przez branżę. Chodzi o pojawienie się na rynku nowej, zagranicznej konkurencji. A tego producenci bardzo się obawiają.

Jak zauważają bowiem prawnicy, ustawa o ochronie środowiska - będąca aktem nadrzędnym nad rozporządzeniem - zezwala na wprowadzanie urządzeń wyprodukowanych lub dopuszczonych do obrotu w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej albo w Republice Turcji (więcej w drugiej części tekstu). W tej sytuacji producenci obawiają się, że importowane urządzenia zastąpią polskie rodzime. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by konsumenci po wejściu w życie rozporządzenia nadal instalowali kotły niższej klasy, w które zaopatrzą się poza Polską. - Szczególnie że brak jest przepisów wykonawczych, dotyczących kar za podłączanie urządzeń niespełniających wymogów rozporządzenia. Brak jest też wyznaczonych służb mających prawo kontroli palenisk w domach użytkowników - podkreśla Magdalena Najgeburska-Dziubeła.

Do takiego działania zachęcać będzie użytkowników przede wszystkim cena. Kotły 4 klasy kosztują średnio 4-6 tys. zł, te niższej klasy można nabyć już za 2 tys. zł, a pozaklasowe sprzedawane są nierzadko nawet w cenie oscylującej wokół 1 tys. zł. Na urządzenia 5 klasy trzeba natomiast wydać nawet ponad 10 tys. zł. Skutki wycofania z rynku tańszych, najpopularniejszych obecnie urządzeń, nietrudno przewidzieć. Konsumentom opłacać się może prywatny import z zagranicy i samodzielne zainstalowanie pieca. Zwłaszcza że nie grozi za to żadna kara.

Magazyny pełne zapasów

Przy tak wielu niewiadomych producenci w ostatnich dniach przed wejściem w życie rozporządzenia postanowili skupić się przede wszystkim na robieniu zapasów urządzeń niższej klasy. Przepisy zezwalają bowiem na ich sprzedaż do l lipca 2018 r. Dzięki pełnym magazynom będą mieli większe szanse na walkę z konkurencją o klienta kierującego się przy wyborze przede wszystkim ceną. - Linie w ostatnich miesiącach pracują pełną parą. To też efekt tego, że nasi odbiorcy zwiększyli w ostatnich dniach zamówienia. Ich skala jest nawet o kilka razy większa niż zwykle - tłumaczy Andrzej Guzera.

Producenci deklarują, że jednocześnie przystępują do rozmów z zagranicznymi kontrahentami na temat przyszłej współpracy. - Musimy ich poinformować o tym, że być może już niedługo nie będziemy w stanie realizować zamówień na urządzenia niższej klasy. Chcemy też uzyskać odpowiedź na pytanie, co w sytuacji, gdy będziemy mogli dostarczać wyłącznie kotły 5 klasy. Czy dalsza współpraca będzie możliwa. Nastawiamy się jednak na to, że przed nami chude lata do czasu ujednolicenia prawa w całej UE - stwierdza Andrzej Guzera.

Więksi producenci nie zasypiają gruszek w popiele. Jak ujawniają - zdecydowali się w związku z tym z pewnym wyprzedzeniem na inwestycje w modernizację parku maszynowego. - Dostosowujemy linie produkcyjne do wytwarzania kotłów o parametrach wymaganych przez rozporządzenie - informuje Magdalena Najgeburska-Dziubeła.

Przy czym nikt z naszych rozmówców jeszcze nie rezygnuje całkowicie z produkcji urządzeń niższej klasy. Z decyzją w tej sprawie przedsiębiorcy wstrzymują się do czasu otrzymania z resortu rozwoju wspomnianej wiążącej interpretacji w sprawie możliwości produkcji na eksport.

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.102(c).gif@RY2@

Tego dnia wchodzi w życie rozporządzenie ministra rozwoju i finansów w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.103(c).gif@RY2@

Do tej daty do kotłów wyprodukowanych przed 1 października 2017 r. będą miały zastosowanie nowe przepisy

Za granicę - nie, bo i tak zmienią się przepisy

Jak wynika z naszych informacji, polscy producenci nie mają na razie w planach przenoszenia produkcji za granicę. Mimo że warunki panujące na wschodzie Europy wręcz do tego zachęcają. Zdają sobie sprawę, że w innych krajach także wejdą wkrótce ostrzejsze regulacje. W 2020 r. wprowadzi je wdrażające dyrektywę ecodesign rozporządzenie Komisji UE 1189/2015 z 28 kwietnia 2015 r. w sprawie wykonania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/125/WE w odniesieniu do wymogów dotyczących ekoprojektu dla kotłów na paliwo stałe (Dz. Urz. UE L193 s.100).

- Jeżeli zainteresowanie rynków nieobjętych powyższymi uregulowaniami będzie na tyle wysokie, aby pokryć koszt przeniesienia produkcji, to być może niektórzy producenci wezmą taką możliwość pod uwagę. Należy jednak liczyć się z tym, że normy emisji będą wciąż zaostrzane. Natomiast dostarczanie produktów niespełniających wymagań rozporządzenia na terenie RP będzie nielegalne - zaznacza Magdalena Najgeburska-Dziubeła.

PYTANIA DO EKSPERTA

Wyzwanie przede wszystkim dla małych i średnich przedsiębiorców

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.802.jpg@RY2@

Sławomir Pilarski kierownik Zakładu Badań Urządzeń Energetycznych Instytutu Energetyki w Łodzi

Czy nowe rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe ogranicza biznes w Polsce?

Na pewno dyskryminuje małych i bardzo małych producentów. Preferuje natomiast duże firmy, zdolne ponieść dodatkowe koszty przeprowadzenia badań wytwarzanych przez siebie urządzeń przez akredytowane laboratoria. Mogą one bowiem pozwolić sobie na zatrudnienie pracowników z wiedzą niezbędną do opracowania nowych konstrukcji kotłów, które spełnią wymagania określone w przepisach. Niezbędne do tego jest również posiadanie własnego laboratorium lub przynajmniej stanowiska do pomiarów. Trzeba zwrócić uwagę, że wyposażenie takiego stanowiska, nawet nieposiadającego akredytacji, wiąże się z wydaniem od 60 do 100 tys. zł. Do tego dochodzą koszty jego utrzymania, a te są znaczne ze względu na konieczność opłacania personelu oraz ponoszenie wydatków na modyfikację czy wzorcowanie przyrządów według zmieniających się wymagań, a także na wymianę zużytych elementów wyposażenia.

Bardzo drobni producenci kotłów wypadną z rynku, bo nie będą w stanie dostosować się do nowych wytycznych. Powodem będzie oczywiście brak środków na przeprowadzenie zmian w zakładach. Część z nich zdecyduje się więc je zamknąć, a część - przejdzie na wytwarzanie galanterii ślusarskiej, o ile na tego rodzaju produkcję będzie zapotrzebowanie. Konsekwencje wejścia w życie rozporządzenia odczują też odbiorcy końcowi kotłów, czyli konsumenci. Spowoduje ono bowiem z pewnością postęp techniczny w branży, ale i idący z nim wzrost cen dostępnych na rynku urządzeń. Te zwiększą się przynajmniej o 15-20 proc.

Ustawodawca dał stosunkowo krótki czas branży na dostosowanie się do nowych wymagań. Od momentu ogłoszenia do wejścia rozporządzenia w życie był niecały miesiąc. Czy przestawienie produkcji w tak krótkim czasie wyłącznie na kotły klasy 5 jest w ogóle możliwe dla sektora MSP?

Nie. Ale nie można zapominać o tym, że środowisko producentów wiedziało, a raczej powinno było wiedzieć, że od 1 stycznia 2020 r. obowiązujące staną się wymagania określone w rozporządzeniu Komisji (UE) nr 2015/1189 z 28 kwietnia 2015 r. w sprawie wykonania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/125/WE w odniesieniu do wymogów dotyczących ekoprojektu kotłów na paliwa stałe. Określone w nim wytyczne co do produkowanych i wprowadzanych na rynek urządzeń idą znacznie dalej w porównaniu z obowiązującą obecnie normą PN-EN 303-5 z 2012 r. Są bardziej wyśrubowane nie tylko w zakresie limitów emisyjnych, ale i sprawności kotłów, która ma być wyższa o 10-15 proc.

Niezależnie od ukazania się rozporządzenia, teraz już nadszedł ostatni moment na dostosowanie produkcji do przyszłych wymagań.

Czy realna jest groźba masowego przenoszenia produkcji poza Polskę w celu dalszej produkcji kotłów niższej klasy, które ze względu na cenę cieszą się największym zainteresowaniem wśród konsumentów?

Nie wydaje się realne, aby takie praktyki przybrały znaczące gospodarczo rozmiary. Chyba że znalazłby się kraj położony blisko Polski o bardziej sprzyjającej polityce gospodarczej i zdecydowanie niższych podatkach. Natomiast możliwa wydaje się sprzedaż gorszych kotów za wschodnią granicę, gdzie jak na razie obowiązują niższe standardy środowiskowe.

A czy rzeczywiście w świetle art. 171b prawa ochrony środowiska możliwy będzie import kotłów niższej klasy z krajów UE?

Rzeczywiście. Przepis ten zwalnia producentów urządzeń z innych krajów, spełniających tamtejsze wymogi - na zasadzie swobodnego przepływu towarów - z wymogów narzuconych naszymi przepisami krajowymi, w tym przepisami rozporządzenia. Otwiera to furtkę dla importu pieców klas niższych niż dopuszczalne w Polsce. Zastanawiające jest, że resort nie zauważył tego ustawowego wyłączenia.

Czy w przyszłości wraz ze wzrostem konkurencji w segmencie kotłów wyższej klasy można oczekiwać spadku cen urządzeń?

Z reguły jest tak, że jeśli podaż rośnie, to ceny spadają. Trzeba jednak pamiętać, że w produkcji kotłów grzewczych specjalizują się nie tylko firmy w Polsce. Ewentualne obniżki są więc uzależnione od tego, jak ceny będą kształtowały się w innych krajach. Zwłaszcza tych sąsiednich, skąd najłatwiej i najtaniej sprowadzić urządzenie. Na razie ceny w Czechach czy na Słowacji są podobne do tych w Polsce. Myślę jednak, że w perspektywie 3-4 lat można liczyć na obniżki. Nie oczekiwałbym jednak dużych i gwałtownych zmian.

Rozmawiała Patrycja Otto

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.803.jpg@RY2@

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Czy walka z kopciuchami będzie skuteczna

Pytanie to rodzi się po lekturze przepisów dotyczących kar i kontroli. Na dodatek rozporządzenie będzie można obejść, sprowadzając urządzenia z krajów Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu

Ustalając wejście w życie rozporządzenia ministra rozwoju i finansów w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe (opublikowane w Dzienniku Ustaw z 5 września 2017 r. poz. 1690; dalej: rozporządzenie) na najbliższą niedzielę, ministerstwo zdecydowało się na przyspieszenie terminów jego obowiązywania. W pierwotnym projekcie planowano, że nowe przepisy będą obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2018 r.

Akt prawny ma w założeniu twórców - resortu środowiska - służyć walce z zanieczyszczeniem powietrza, w szczególności zjawiskiem smogu. Dlaczego zdecydowano się objąć regulacjami właśnie piece? Jak to zostało wskazane w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia - oceny jakości powietrza za lata 2003-2013 wskazują na jego poprawę, zmienia się jednak udział poszczególnych źródeł zanieczyszczeń. Początkowo największy negatywny wpływ na jakość powietrza miał sektor energetyki i przemysłu, a znacznie mniejszy - sektory transportu i bytowo-komunalny. Na skutek stosowania rozwiązań techniczno-technologicznych i prawnych wpływ sektora przemysłu uległ znacznemu zmniejszeniu. Wyniki obecnych badań wskazują, że pomimo tego standardy jakości powietrza nadal nie są dotrzymywane. Głównym winowajcą jest niska emisja, czyli sektory bytowo-komunalny i transportu.

Wyjście przed orkiestrę

Nowe wymogi dla kotłów obowiązywać mają do końca 2019 r. Nie oznacza to, że potem restrykcje znikną. Przy tworzeniu rozporządzenia wzięto bowiem pod uwagę, że od 1 stycznia 2020 r. wejdą w życie przepisy rozporządzenia Komisji (UE) 2015/1189 z 28 kwietnia 2015 r. w sprawie wykonania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/125/WE w odniesieniu do wymogów dotyczących ekoprojektu dla kotłów na paliwo stałe (Dz. Urz. UE.L 193 s. 100; dalej: ekoprojekt). W związku z tym rozporządzenie stanowi jednocześnie formę przygotowania polskiego rynku do wymagań prawa UE w tym zakresie. Należy wszakże dodać, że omawiane rozporządzenie powinno być skorelowane z aktem prawnym, który określi wymagania jakościowe dla paliw stałych. A prace nad takim rozporządzeniem jeszcze trwają.

Jakich urządzeń dotyczy

Zgodnie z brzmieniem par. 1 ust. 1 rozporządzenie określa szczegółowe wymagania dla wprowadzanych do obrotu i do użytkowania kotłów na paliwo stałe o znamionowej mocy cieplnej nie większej niż 500 kW. W tym także urządzeń wchodzących w skład większych zestawów zawierających kocioł na paliwo stałe, ogrzewacze dodatkowe, regulatory temperatury i urządzenia słoneczne. Warto przy tym zauważyć, że zakres przedmiotowy rozporządzenia określony w jego paragrafie 1 stanowi w dużej mierze powielenie treści rozporządzenia ekoprojektu.

Trzeba wskazać, że polskie rozporządzenie nie zawiera klasycznej definicji "kotła na paliwo stałe". Taką definicję znajdziemy dopiero w unijnym akcie wykonawczym. Zgodnie z art. 2 pkt 1 rozporządzenia 2015/1189 kocioł na paliwo stałe oznacza "urządzenie wyposażone w co najmniej jedno źródło ciepła na paliwo stałe, dostarczające ciepło do wodnego systemu centralnego ogrzewania w celu uzyskania i utrzymania na wybranym poziomie temperatury wewnętrznej w co najmniej jednym zamkniętym pomieszczeniu, przy czym jego strata ciepła względem otoczenia jest nie większa niż 6 proc. znamionowej mocy cieplnej". Sama definicja z ekoprojektu dotycząca pojęcia "kotła na paliwo stałe" może być stosowana pomocniczo również na gruncie polskiego rozporządzenia, z wyjątkiem wymogów sprawnościowych (efektywnościowych - te wymogi dotyczące efektywności określone w ekoprojekcie zaczną obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2020 r.).

Kotły na biomasę, kominki i inne wyłączenia

Nie wszystkie rodzaje kotłów zostaną objęte rozporządzeniem. Ustawodawca poczynił wyjątki.

W par. 1 ustęp 2 rozporządzenia zostało wskazane, że nie stosuje się go do kotłów:

1) wytwarzających ciepło wyłącznie na potrzeby zapewnienia ciepłej wody użytkowej;

2) przeznaczonych do ogrzewania i rozprowadzania gazowych nośników ciepła, takich jak para wodna lub powietrze;

3) kogeneracyjnych na paliwo stałe o znamionowej mocy elektrycznej 50 kW lub większej;

4) na biomasę niedrzewną rozumianą jako biomasę inną niż biomasa drzewna, w tym słomę, miskant, trzcinę, pestki i ziarna, pestki oliwek, wytłoczyny oliwek i łupiny orzechów.

Przeciwko wprowadzeniu tych wyjątków protestowały podczas prac nad dokumentem organizacje ekologiczne. Argumentowały, że pozostawia się w ten sposób furtkę dla palenia w piecu śmieciami. Wystarczy bowiem kupić np. kocioł na biomasę "niedrzewną" i palić w nim innymi materiałami. Resort postulaty te odrzucił. Wskazał przy tym, że dokładnie powtórzył wyłączenia znajdujące się w rozporządzeniu KE, które wchodzi w życie w 2020 r.

Ministerstwo nie uznało za celowe, by rozporządzenie obejmowało inne niż kotły źródła ciepła, np. kominki czy kozy itp. Jak argumentował resort, odrzucając propozycje środowisk ekologicznych, wykraczałoby to poza ramy unijnego rozporządzenia. Niemniej jednak posiadaczy kominków - jak wynika z informacji DGP -mogą dotknąć przepisy innego rozporządzenia, nad którym trwają prace - dotyczące materiałów dopuszczonych do spalania. s. c6 Ograniczenia w instalacji kominków wprowadzają także samorządy poszczególnych województw. s. c6

RAMKA 1

Czekając na dalsze akty prawne

Faktyczne konsekwencje związane z wejściem w życie przepisów dotyczących wymagań jakościowych dla kotłów na paliwo stałe będą znane, jak wejdą w życie inne planowane akty antysmogowe, których z zaniepokojeniem oczekuje branża. Mowa m.in. o nowelach ustawy o jakości paliw, która ma zakazać sprzedaży węgla najgorszej jakości - mułów, flotokoncentratów i węgla brunatnego - odbiorcom indywidualnym oraz rozporządzeń, m.in. w sprawie: metod badania jakości paliw stałych, sposobu pobierania ich próbek oraz dotyczące wymagań jakościowych dla paliw stałych. Problem jednak w tym, że prace nad ustawą i towarzyszącymi jej dokumentami przedłużają się. Miały być gotowe jeszcze przed wakacjami. W tej chwili realnym terminem ich przygotowania jest październik. Wówczas projekt ma szansę trafić do Rady Ministrów. Wiele wskazuje więc na to, że dokument zakazujący sprzedaży najgorszego węgla może się pojawić dopiero w 2018 r.

RAMKA 2

Uchwały antysmogowe w regionach: piece sprawdzą strażnicy

Władze niektórych województw starają się na własną rękę walczyć o czyste powietrze. Przykładem jest Małopolska, w której uchwała antysmogowa sejmiku obowiązuje od 1 lipca br. Zgodnie z nią na terenie Małopolski zakazana jest eksploatacja nowego kotła na węgiel lub drewno lub kominka na drewno o parametrach emisji gorszych niż wyznaczone w unijnych rozporządzeniach w sprawie ekoprojektu oraz stosowanie mułów i flotów węglowych, czyli odpadów węglowych o dużej emisji przy ich spalaniu. Mułem, flotokoncentratem, węglem brunatnym ani mokrym drewnem nie można też palić na Śląsku, na którym uchwała antysmowa zaczęła obowiązywać od 1 września br. Ponadto na terenie tego województwa każdy nowy kocioł centralnego ogrzewania powinien spełniać normy emisyjne co najmniej klasy 5 według polskiej normy. Co więcej, normy emisyjne muszą też spełniać instalowane od 1 września kominki. Stare urządzenia, które ich nie spełniają, mogą być użytkowane tylko do 1 stycznia 2023 r. - chyba że zostanie zamontowany ekofiltr.

Jednocześnie władze regionów w swoich uchwałach antysmogowych ustaliły funkcje kontrolne oraz wskazały kary, jakie grożą tym, którzy nie będą przestrzegać przepisów. Nadzór nad stosowaniem się do uchwały powierzono strażom miejskim, gminnym oraz upoważnionym pracownikom gmin i policji. Podczas kontroli będą oni żądać od użytkowników dokumentacji technicznej pieca, np. instrukcji użytkowania, wyników badań, certyfikatów, potwierdzającej spełnienie wymaganych poziomów sprawności i emisji. Nieposiadanie jej ma być sygnałem dla służb przeprowadzających kontrolę, że zamontowana instalacja grzewcza nie spełnia wymagań uchwały. W przypadku jej naruszenia właścicielowi pieca będzie grozić mandat do 500 zł lub kara grzywny do 5000 zł. Jeżeli czyn wyczerpie znamiona wykroczenia, wówczas kara może sięgnąć 1000 zł. Jednocześnie władze Śląska zastrzegają, że osoba, która udaremnia lub utrudnia wykonanie kontroli uprawnionemu do tego pracownikowi, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Patrycja Otto

Wyśrubowane wymagania

Ministerstwo deklaruje, że celem jego działań jest eliminacja z polskich domów najtańszych, zacofanych technologicznie pieców, określanych potocznie mianem kopciuchów. W praktyce dopuszczalne będą jedynie kotły najwyższej - 5 klasy, według normy PN-EN 303-5.

Zgodnie z par. 3 ustęp 1 rozporządzenia wymagania dla kotłów w zakresie granicznych wartości emisji określa załącznik do niego. Wskazano w nim graniczne wartości emisji tlenku węgla (CO), gazowych zanieczyszczeń organicznych (OGC) i pyłów. [infografika]

Wynika z niego, że w przypadku pieców o ręcznym sposobie zasilania paliwem - emisja tlenku węgla (CO) nie może przekroczyć 700 mg/m sześc., emisja gazowych zanieczyszczeń organicznych (OGC) - 30 mg/m sześc., a emisja pyłów - 60 mg/m sześc. W przypadku automatycznego sposobu zasilania paliwem - graniczną wartość emisji CO wyznaczono na poziomie 500 mg/m sześc., gazowych zanieczyszczeń organicznych - 20 mg/m sześc., a pyłów - 40 mg/m sześc.

Zasadniczo wartości te odpowiadają wymaganiom wobec kotłów 5 klasy według nowelizowanej normy PN-EN 303-5.

To nie wszystko: dodatkowy wymóg został zawarty w par. 3 ust. 2, w myśl którego w konstrukcji kotłów zakazuje się stosowania rusztu awaryjnego. Zakaz ten wprowadzono na wniosek organizacji ekologicznych. Taka zmiana konstrukcyjna ma zwiększyć gwarancje tego, aby w kotłach były spalane tylko paliwa im dedykowane. W praktyce zdarza się bowiem, że na ruszcie awaryjnym niektórzy posiadacze pieców spalają śmieci.

Konieczne akredytacje

Producenci zobowiązani zostali nie tylko do tego, aby wprowadzać do obrotu urządzenia o odpowiednich parametrach, ale również muszą zadbać o odpowiednie certyfikaty.

Graniczne wartości emisji, o których mowa w par. 3 ust. 1, uznaje się za spełnione, jeżeli są potwierdzone zgodnie z procedurą zawartą w normie przenoszącej normę europejską EN 303-5:2012 "Kotły grzewcze - Część 5: Kotły grzewcze na paliwa stałe z ręcznym i automatycznym zasypem paliwa o mocy nominalnej do 500 kW - Terminologia, wymagania, badania i oznakowanie" przez jednostkę posiadającą akredytację w rozumieniu art. 4 pkt 1 ustawy z 13 kwietnia 2016 r. o systemach oceny zgodności i nadzoru rynku (Dz.U. z 2017 r. poz. 1398).

Ocena spełnienia wymogów, wynikających z rozporządzenia, jest pozostawiona więc wyspecjalizowanym podmiotom, posiadającym akredytację.

Należy dodać, że wymagania wskazane w par. 3 ust. 1 rozporządzeniu oraz sposób potwierdzania spełnienia warunków (wskazane w par. 4) przestaną obowiązywać z dniem 1 stycznia 2020 r., a więc z dniem wejścia w życie ekoprojektu, który zawiera rozbudowane wymogi, sposoby dokonywania pomiarów i obliczeń, jak i postanowienia dotyczące ich weryfikacji. Między innymi - w porównaniu do polskiego aktu wykonawczego - produkowane urządzenia będą musiały spełniać dodatkowe kryteria dotyczące nominalnej mocy cieplnej i maksymalnej emisji tlenków azotu (NOx). Wymogi te staną się wówczas obligatoryjne w całej UE.

Kluczowe pojęcia

Jak wspomniano - rozporządzenie określa szczegółowe wymagania dla wprowadzanych do obrotu i do użytkowania kotłów na paliwo stałe. Te dwa pojęcia trzeba odróżnić. Ich znaczenie jest zgoła odmienne.

Przez wprowadzenie do obrotu rozumie się wprowadzenie do obrotu zgodnie z definicją zawartą w art. 4 pkt 26 ustawy z 13 kwietnia 2016 r. o systemach oceny zgodności i nadzoru rynku (Dz.U. z 2017 r. poz. 1398). Z kolei zgodnie z tym przepisem wprowadzenie do obrotu to udostępnienie wyrobu na rynku po raz pierwszy.

Z kolei w myśl par. 2 ust. 2 rozporządzenia przez wprowadzenie do użytkowania rozumie się podłączenie kotła do wodnego systemu centralnego ogrzewania.

Przepisy te mają daleko idące znaczenie z punktu widzenia okresu przejściowego, który wynika z par. 5 rozporządzenia. Stanowi on, że do kotłów wyprodukowanych, a niewprowadzonych do obrotu ani do użytkowania przed 1 października 2017 r. przepisy niniejszego rozporządzenia stosuje się od 1 lipca 2018 r. Projektodawcy w uzasadnieniu do niego wskazali, że przepis ten ma na celu zaplanowanie przez producentów produkcji na okres poprzedzający i następujący po wejściu w życie rozporządzenia. Umożliwi ponadto sprzedaż oraz zainstalowanie kotłów wyprodukowanych przed dniem wejścia projektowanego rozporządzenia w życie. Jak podkreśla się w uzasadnieniu - dzięki temu producenci nie poniosą strat, co mogłoby nastąpić, gdyby zakaz sprzedaży i instalowania kotłów niespełniających wymagań wyprodukowanych do końca września 2017 r. wszedł w życie 1 października 2017 r.

WAŻNE

Zdaniem ekspertów istotna część kotłów sprzedawanych w kraju nie była do tej pory zgłaszana do badań energetyczno-emisyjnych z uwagi na brak przymusu prawnego w tym zakresie. Rozporządzenie wprowadza obowiązek uzyskiwania certyfikatów.

Nasuwają się pewne uwagi w związku z tymi stwierdzeniami. Mianowicie rozporządzenie nosi datę 1 sierpnia 2017 r., ale zostało opublikowane dopiero w dzienniku ustaw z 5 września 2017 r. W praktyce - producentom został pozostawiony zatem bardzo krótki czas na zaplanowanie działań na okres poprzedzający i następujący po wejściu w życie tego aktu. Co prawda okres na wprowadzenie do obrotu i użytkowania w stosunku do już wyprodukowanych kotłów jest dłuższy - do 1 lipca 2018 r., ale w zakresie samego planowania produkcji - 25 dni to zbyt mało czasu.

Jak sprawdzić faktyczną datę produkcji

W związku z tym może oczywiście pojawić się pokusa, aby urządzenia wyprodukowane już po dacie 1 października 2017 r., które nie spełniają wymogów rozporządzenia, próbować sprzedawać i instalować, jako te wyprodukowane przed datą wejścia w życie przepisów wykonawczych. Zwłaszcza, że kontrola tego nie jest łatwa. Co więcej, próby sprzedaży urządzeń, które nie spełniają wymagań ochrony środowiska, mogą się również pojawić po 1 lipca 2018 r. - zarówno tych wyprodukowanych przed 1 października, jak i w terminie późniejszym.

Wymogi ochrony środowiska

Wymogi wobec wprowadzanych do obrotu kotłów określa nie tylko wspomniane rozporządzenie, lecz także inne przepisy. Przede wszystkim - akt nadrzędny wobec rozporządzenia, którym jest ustawa z 21 kwietnia 2001 r. - Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 519; dalej: p.o.ś.). Stawia ono wiele wymogów prawnych, które muszą być spełnione, aby produkt mógł być wprowadzony do obrotu.

Zgodnie z art. 171 p.o.ś. zabrania się wprowadzania do obrotu produktów, które nie odpowiadają wymaganiom, o których mowa w art. 166 i 167 oraz w przepisach wydanych na podstawie art. 169 i 170.

I tak art. 166 p.o.ś., do którego odwołuje się art. 171, zawiera w szczególności wymóg ograniczania wykorzystywania substancji i rozwiązań technicznych, które mogą negatywnie oddziaływać na środowisko w okresie użytkowania produktu oraz po jego zużyciu. Zakazuje on również stosowania takich substancji i rozwiązań technicznych, które utrudniają naprawę produktu, jego demontaż i użycie poszczególnych części (są to wymogi trudne do weryfikacji, a realizacja w praktyce z reguły sprowadza się do poinformowania konsumenta, że "tego się nie naprawia" albo "nie opłaca się naprawiać".

Praktyczny wymiar dla producentów ma natomiast art. 167 ust. 1 p.o.ś. Zgodnie z nim - produkt powinien być zaopatrzony w informację dotyczącą:

zużycia paliw lub materiałów eksploatacyjnych;

wielkości emisji związanej z użytkowaniem produktu;

bezpiecznego dla środowiska użytkowania, demontażu, powtórnego wykorzystania lub unieszkodliwienia produktu.

Tak więc również każdy wyprodukowany kocioł powinien zostać zaopatrzony w powyżej wymagane informacje. Inaczej nie może być wprowadzany do obrotu. Co więcej, sprzedawca powinien udostępnić te informacje także w miejscach sprzedaży produktu (art. 167 ust. 2 p.o.ś.). W przepisach zaznaczono ponadto, że obowiązek ten stosuje się również do finansującego leasing w miejscach, w których oferuje się produkty do leasingu, oraz prezentującego produkty na wystawach publicznych (art. 167 ust. 5 p.o.ś.).

Istotne znaczenie ma też art. 169 ust. 1 p.o.ś., który stanowi podstawę wydania omawianego rozporządzenia. Zgodnie z nim minister właściwy ds. gospodarki w porozumieniu z ministrem właściwym ds. środowiska, mając na uwadze osiągnięcie celów, o których mowa w art. 166, ma prawo określić w drodze rozporządzenia m.in. szczegółowe wymagania dla poszczególnych produktów lub grup produktów. Wydane rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe jest przykładem takiego aktu wykonawczego.

Z kolei art. 170 p.o.ś. z punktu widzenia omawianego przez nas zagadnienia jest nieistotny. W przepisie tym została bowiem zawarta delegacja dla ministra właściwego ds. środowiska, aby określił on, w drodze rozporządzenia - kierując się potrzebą ograniczenia wykorzystywania produktów negatywnie oddziałujących na środowisko - produkty z tworzyw sztucznych, na których należy zamieszczać informację o ich negatywnym oddziaływaniu na środowisko. Takie rozporządzenie jednak nie zostało wydane.

Podsumowując: w odniesieniu do kotłów zakaz ich wprowadzania do obrotu na podstawie art. 171 p.o.ś. aktualizuje się więc tylko w zakresie wymagań dotyczących oznaczania (art. 167 p.o.ś.) oraz przepisów wydanych na podstawie art. 169 p.o.ś., czyli omawianego rozporządzenia z 1 sierpnia 2017 r.

Kary za wprowadzanie

Naruszenie zakazu wprowadzania do obrotu wyrażonego w art. 171 jest karalne. Zgodnie z brzmieniem art. 348 p.o.ś. "kto narusza określony w art. 171 zakaz wprowadzania do obrotu produktów, które nie odpowiadają wymaganiom, o których mowa w art. 169 ust. 1 (a więc między innymi wymogów określonych w wydanym rozporządzeniu) - podlega karze grzywny".

Tej samej karze podlega również ten, kto narusza obowiązek, o którym mowa w art. 167 ust. 2, a więc nie zadał o to, aby odpowiednie informacje (dotyczące zużycia paliw lub materiałów eksploatacyjnych; wielkości emisji związanej z użytkowaniem itp.) znajdowały się także w miejscach sprzedaży produktu.

Tak więc przedsiębiorcy, który nie zastosuje się do wymogów rozporządzenia i wprowadzi do obrotu piece niespełniające wymogów rozporządzenia - grozi kara grzywny. Przy czym jest ona uznawana za mniej skuteczną niż kary administracyjne. Na podstawie art. 361 p.o.ś. orzekanie w sprawach o czyny określone w art. 329-360 (a więc i art. 348) następuje na podstawie przepisów kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

Ma to istotne znaczenie z punktu widzenia grożącej kary grzywny. Mianowicie skoro mamy do czynienia z wykroczeniami zagrożonymi karą grzywny, to wymierza się je w wysokości od 20 zł do 5000 zł, chyba że ustawa stanowi inaczej (tak wynika z art. 24 par. 1 kodeksu wykroczeń). Prawo ochrony środowiska nie określa jednak innych widełek tej kary. Co więcej, kara za wykroczenie maksymalnie 5000 zł może nie pełnić skutecznej funkcji wobec producentów. Należałoby więc rozważyć wprowadzenie sankcjonowania naruszeń rozporządzenia administracyjnymi karami pieniężnymi, które są dużo bardziej efektywne niż odpowiedzialność wykroczeniowa.

Wyjątek bez sankcji

Warto podkreślić, że - jak wynika z analizy powyższych przepisów - karalne jest samo "wprowadzanie do obrotu" produktów, które nie spełniają wymagań rozporządzenia. Prawo ochrony środowiska nie przewiduje natomiast karania za samo "włączenie do użytkowania". Nie sposób znaleźć przepisów, które ustanawiałyby taką karę. Należy pamiętać, że w obszarze prawa karnego wszelka wykładnia rozszerzająca jest zabroniona.

Może to rodzić pokusę obchodzenia przepisów, np. poprzez kupowanie przez użytkowników kotłów za granicą i ich montowania, mimo, że nie spełniają wymogów rozporządzenia, bowiem za to nie będzie grozić żadna sankcja. Ten, kto kupuje urządzenie na własny użytek, nie wprowadza go bowiem na rynek. Zatem nie można go ukarać.

Kontrola przestrzegania rozporządzenia

Kontrola przestrzegania przepisów ustawy należeć będzie do Inspekcji Ochrony Środowiska. Służby te są najważniejszą instytucją kontrolną w obszarze ochrony środowiska. Działają na podstawie ustawy z 20 lipca 1991 r. o Inspekcji Ochrony Środowiska (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 686; dalej: u.i.o.ś.).

Zgodnie z art. 12 ust. 1 u.i.o.ś. na podstawie ustaleń kontroli wojewódzki inspektor ochrony środowiska może:

1) wydać zarządzenie pokontrolne do kierownika kontrolowanej jednostki organizacyjnej lub osoby fizycznej;

2) wydać na podstawie odrębnych przepisów decyzję administracyjną;

3) wszcząć egzekucję, jeżeli obowiązek wynika z mocy prawa lub decyzji administracyjnej.

Taką decyzją, wydawaną na podstawie odrębnych przepisów, o której mowa w art. 12 ust. 1 pkt 2, jest ta przewidziana w art. 370 p.o.ś. Zgodnie z tym przepisem wojewódzki inspektor ochrony środowiska może zakazać - w drodze wydanej przez siebie decyzji - produkcji, sprowadzania z zagranicy lub wprowadzania do obrotu produktów niespełniających wymagań ochrony środowiska. A więc w tym katalogu mogą mieścić się kotły na paliwa stałe.

Z art. 370 p.o.ś. można wyinterpretować normę, że jest zakazane wprowadzanie do obrotu produktów naruszających jakiekolwiek prawne wymagania ochrony środowiska, a nie tylko tych zawartych w art. 166, 167, 169 i 170 Prawa ochrony środowiska. Wymagania, o których mowa w art. 370 Prawa ochrony środowiska, powinny być rozumiane bardzo szeroko. Dotyczą one bowiem nie tylko tych płynących z samego prawa ochrony środowiska, ale również z przepisów odrębnych.

Co grozi za niewykonanie decyzji

Jeżeli zatem wojewódzki inspektor ochrony środowiska wyda decyzję zakazującą produkcji, sprowadzania z zagranicy lub wprowadzania do obrotu, a zakaz taki zostanie złamany - to ten, kto takiej decyzji nie wykonuje, podlega karze aresztu albo ograniczenia wolności albo grzywny. Kara grzywny, jak zostało to powyżej wskazane, może być wymierzona w widełkach od 20 zł do 5000 zł. Zgodnie z art. 19 kodeksu wykroczeń kara aresztu trwa najkrócej 5, a najdłużej 30 dni - wymierza się ją w dniach. W myśli art. 20 tego aktu prawnego kara ograniczenia wolności trwa 1 miesiąc. W czasie odbywania kary ograniczenia wolności ukarany:

1) nie może bez zgody sądu zmieniać miejsca stałego pobytu;

2) jest obowiązany do wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne;

3) ma obowiązek udzielania wyjaśnień dotyczących przebiegu odbywania kary.

Obowiązek nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne polega na wykonywaniu jej w odpowiednim zakładzie pracy, placówce służby zdrowia, opieki społecznej, organizacji lub instytucji niosącej pomoc charytatywną lub na rzecz społeczności lokalnej w wymiarze od 20 do 40 godzin. Znów można ocenić, że nie są to kary na tyle dotkliwe, aby odstraszyć wszystkich od ewentualnego złamania zakazów wynikających z decyzji wydawanej przez inspektora ochrony środowiska.

25 dni tylko tyle czasu pozostawiono producentom kotłów na zaplanowanie działań przed wejściem w życie nowego rozporządzenia

Bezsilność wobec importu

Co więcej: podobnie, jak w przypadku wykroczeń stypizowanych na podstawie wcześniej omówionego art. 348 p.o.ś. - nie ma możliwości ukarania za samo wprowadzenie do użytkowania w rozumieniu omawianego rozporządzenia. Zakaz zaś sprowadzania z zagranicy ma sens tylko w odniesieniu do podmiotów, które jeszcze mogą realizować takie działanie. Aby doszło do ukarania najpierw musi być decyzja, a później następcze jej złamanie. Jeżeli ktoś już sprowadził kocioł na własny użytek, nie może zatem zostać ukarany w oparciu o art. 370 p.o.ś.

Widmo importu: czy resort zapomniał o wyłączeniu

Przepis prawa ochrony środowiska, który zakazuje wprowadzania produktów do obrotu - zawiera też ustawowy wyjątek. Otwiera on furtkę dla importowanych kotłów niższych klas, legalnie produkowanych w innych krajach

Jeszcze więcej wątpliwości budzą przepisy związane z możliwością przywozu do Polski urządzeń z zagranicy. Wszystko wskazuje na to, że nawet po 1 października br. można będzie przywieźć wyprodukowane w innych krajach legalnie urządzenia, które nie będą wypełniały wskazanych w polskim rozporządzeniu wymogów ochrony środowiska.

Wątpliwości powstają, jeżeli sięgniemy do treści art. 171b p.o.s. W przepisie tym, w myśl klauzuli wzajemnego uznawania, zostało rozstrzygnięte, że można wprowadzać do obrotu z wyłączeniem przepisów art. 166 i 167 oraz przepisów wydanych na podstawie art. 169 i 170, produkty:

1) zgodnie z prawem wyprodukowane lub dopuszczone do obrotu w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej albo w Republice Turcji;

2) zgodnie z prawem wyprodukowane w państwie członkowskim Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) będącym stroną umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym.

W literaturze wskazuje się, że art. 171b p.o.ś. jest podyktowany unijną zasadą swobodnego przepływu towarów i wynikającym z niej założeniem, że państwo członkowskie nie może odmówić wprowadzenia do handlu produktu dopuszczonego do obrotu w innym państwie członkowskim.

W punkcie 2 art. 171b p.o.ś. powyżej wskazanymi zwolnieniami zostały objęte produkty z państw stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Skoro produkty pochodzące w szczególności z państw unijnych mogą być wprowadzane z pominięciem wymogów określonych w przepisach wydawanych na podstawie art. 169 (a więc omawianego rozporządzenia), nietrudno sobie wyobrazić, że dochodzić będzie do obchodzenia nowych przepisów poprzez wewnątrzwspólnotowe nabywanie kotłów.

Jak się wydaje, także wojewódzki inspektor ochrony środowiska nie możne przy tym wydać zakazu sprowadzania kotłów z krajów wymienionych w art. 171b, dlatego że nie spełniają one wymogów rozporządzenia. Musi bowiem kierować się w pierwszej kolejności ustawą, jako aktem hierarchicznie nadrzędnym nad rozporządzeniem. Taki zakaz mógłby dotyczyć tylko kotłów, które nie pochodzą z państwa wymienionych w art. 171b p.o.ś.

Nasi producenci stracą

Reasumując, może okazać się, że środowisko niewiele zyska, ale stracą krajowi producenci, którzy będą musieli zrezygnować z produkcji najpopularniejszych obecnie wśród konsumentów pieców niższych klas. Jednocześnie przepisy rozporządzenia będzie można obejść - sprowadzając urządzenia niespełniające jego wymogów z krajów wskazanych w art. 171b. (W wielu z nich wymogi wobec produkowanych pieców są niższe niż to będzie po 1 października w Polsce - red.)

Otoczenie prawne zmieni się dopiero, gdy w krajach unijnych zacznie obowiązywać ekoprojekt, czyli od 1 stycznia 2020 r. Ale nawet po tej dacie wciąż może istnieć problem urządzeń wyprodukowanych w państwach członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) będących stroną umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Pomyłka czy przeoczenie

Czy wprowadzając rozporządzenie, resort zapomniał o art. 171b prawa ochrony środowiska? - zastanawiają się eksperci. Artykuł ten zwalnia z obowiązku spełnienia wymagań produkty: zgodnie z prawem wyprodukowane lub dopuszczone do obrotu w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej albo w Republice Turcji, a także wyprodukowane w państwie członkowskim Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) będącym stroną umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym. Inaczej mówiąc: jeżeli w którymkolwiek w tych państwie można produkować kotły np. klasy 3 i 4 - to mogą być one wprowadzane na polski rynek. A więc efekt będzie taki: polscy producenci nie będą mogli sprzedawać kotłów niższej kategorii z napisem Made in Poland, ale urządzenia z innych krajów wjadą do nas bez przeszkód. Jak się okazuje - przepis dopisano do ustawy w 2004 r. w ramach dostosowania do unijnych zasad traktatowych, w tym m.in. zasady swobodnego przepływu towarów.

Autorzy komentarzy do ustawy nie mają wątpliwości, że artykuł 171b wprowadza wyłączenia spod działania polskich przepisów zakazujących wprowadzania do obrotu (w tym m.in. rozporządzeń wydawanych na podstawie art. 169) i dopuszcza wprowadzenie na polski rynek produktów wskazanych w nich państw. Tak wyjaśniono treść art. 17 b w komentarzu do ustawy - Prawo ochrony środowiska autorstwa Krzysztofa Gruszeckiego (s. 283): "Polski ustawodawca może nakładać obowiązki na podmioty działające na podmioty działające na terenie państwa polskiego. W dobie wolnego handlu wiele produktów wprowadzonych do obrotu w Polsce zostało wytworzonych za granicą. W związku z tym w art. 171b ustawy zostały wprowadzone reguły, zgodnie z którymi produkty wytworzone w państwach wskazanych w tym przepisie zwolniono z obowiązków wymienionych w art. 166 i 167 p.o.ś. oraz wprowadzonych w przepisach wydanych na podstawie art. 169 i 170 p.o.ś.".

Co teraz może zrobić resort? - Nawet gdyby resort chciał naprawić tę lukę, to nie wystarczy zmiana w rozporządzeniu, bo ustawa prawo ochrony środowiska nie daje mu delegacji do wprowadzania zmian w akurat tym przepisie. Coś resort będzie musiał wymyślić - mówi dr Bartosz Draniewicz, prawnik specjalizujący się w prawie ochrony środowiska.

PRAWO OCHRONY ŚRODOWISKA

Wprowadzać do obrotu można, z wyłączeniem przepisów art. 166 i 167 oraz przepisów wydanych na podstawie art. 169 i 170, produkty:

1) zgodnie z prawem wyprodukowane lub dopuszczone do obrotu w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej albo w Republice Turcji;

2) zgodnie z prawem wyprodukowane w państwie członkowskim Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) będącym stroną umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Oprac. JP

@RY1@i02/2017/189/i02.2017.189.183000200.104(c).jpg@RY2@

dr Bartosz Draniewicz

radca prawny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.