Wybór nowej Krajowej Rady Sądownictwa nie uzdrowi wadliwych nominacji sędziowskich
Politycy postanowili wciągnąć sędziów w istniejący kryzys dotyczący wyboru nowego składu Krajowej Rady Sądownictwa, by podzielić się z nimi odpowiedzialnością - pisze Piotr Mgłosiek, sędzia Sądu Rejonowego dla Wrocławia - Krzyków we Wrocławiu.
Gdy wprowadzano po roku 2015 rozwiązania ustawowe ograniczające niezależność sądów i niezawisłość sędziów m.in. poprzez polityczną uzurpację sposobu wyznaczania składu Krajowej Rady Sądownictwa, eliminację samorządu sędziowskiego z efektywnego wpływu na wybory prezesów sądów czy arbitralne wyłanianie składów sądów dyscyplinarnych przez ministra sprawiedliwości, a więc polityka, podnoszono w dyskursie publicznym wątpliwości, czy politycy wycofają się z zajętych obszarów przynależnych konstytucyjnie trzeciej władzy. Sytuacja związana z politycznym klinczem wokół powrotu do rozwiązania, zgodnie z którym to do sędziów należy prawo wyboru sędziowskiej części KRS, wskazuje, iż rację mieli ci, którzy w to wątpili. Politycy nie zamierzają się w tej kwestii samoograniczać, a w istniejący kryzys dotyczący wyboru nowego składu rady postanowili wciągnąć sędziów, by podzielić się z nimi odpowiedzialnością za brak woli zawarcia porozumienia ponad partyjnymi podziałami.
Całkowicie błędna teza
W artykule pt. „Wybór sędziów do KRS przez Sejm wpłynie na ocenę wadliwości powołań sędziowskich” (DGP z 26 lutego 2026 r.) prof. Maciej Gutowski i prof. Piotr Kardas dokonują analizy planu B na wybór przez Sejm sędziowskiej części KRS, by ostatecznie dojść do całkowicie błędnej tezy wskazanej w tytule ich tekstu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.