Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Prokuratorskie dyscyplinarki powinny być jawne

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Resortowa propozycja postępowania dyscyplinarnego doprowadzi do polaryzacji i pogłębienia się podziału na szefów oraz podwładnych przy wzmocnieniu pozycji tych pierwszych

Przedstawione przez ministra sprawiedliwości zmiany w modelu postępowania dyscyplinarnego mają charakter wręcz rewolucyjny. Niestety stanowią wprost kalkę projektu przedłożonego w ubiegłym roku przez prokuratora generalnego ze wszystkimi jego wadami. Nie będzie wielkim ryzykiem stwierdzenie, że ich wprowadzenie będzie oznaczać zniesienie jakiejkolwiek niezawisłości i niezależności w orzecznictwie dyscyplinarnym.

Osią ministerialnego projektu są dwie propozycje. Pierwszą z nich jest stworzenie sądów dyscyplinarnych pierwszej instancji w 11 prokuraturach apelacyjnych w składach rekrutujących się spośród prokuratorów tego szczebla. W ocenie prokuratorów największą zaletą sądownictwa dyscyplinarnego w obecnym ukształtowaniu jest jego egalitarność. Wśród sędziów sądów dyscyplinarnych sporą grupę stanowią bowiem prokuratorzy prokuratur rejonowych i okręgowych. W wielu przypadkach są to tzw. prokuratorzy liniowi na co dzień prowadzący postępowania, którym nie jest obce ponoszenie odpowiedzialności za wydawane przez siebie decyzje procesowe.

Niepodważalną wartością obecnych uregulowań jest także możliwość wyboru sędziów dyscyplinarnych przez reprezentację prokuratorów z danej apelacji skupioną w zgromadzeniach. Tymczasem zgodnie z projektem każdy prokurator prokuratury apelacyjnej ex lege będzie dożywotnim, nieusuwalnym sędzią dyscyplinarnym. W ocenie prokuratorskiego związku zawodowego brak jest jakichkolwiek racjonalnych argumentów dla pozbawienia 95 proc. z ogólnej liczby prokuratorów możliwości brania udziału w sprawowaniu dyscyplinarnego wymiaru sprawiedliwości i przekazania jej wąskiemu gronu osób, w przeważającej mierze nieuczestniczącemu w pracy na pierwszej linii. Jako prokuratorzy z całą stanowczością będziemy się sprzeciwiać eliminacji z orzekania w sądach dyscyplinarnych prokuratorów liniowych oraz tych z jednostek niższego szczebla. W naszej ocenie proponowane zamiany doprowadzą do polaryzacji i pogłębienia się podziału na szefów oraz podwładnych przy wyraźnym wzmocnieniu pozycji tych pierwszych. Sądy dyscyplinarne złożone z prokuratorów prokuratur apelacyjnych w istocie będą trybunałami podwładnych przełożonego dyscyplinarnego-prokuratora apelacyjnego. Można tylko domyślać się, że liczba skazań będzie porównywalna z osiągnięciami sądów w czasach Robespierrea. Zagrożenie tzw. wpisywania się w orzecznictwie w oczekiwania prokuratora apelacyjnego wydaje się wręcz oczywiste. Do tego wyroki wydawane będą przez kolegów rzecznika dyscyplinarnego, siedzącego w gabinecie za ścianą. Każdy, kto zna realia funkcjonowania prokuratury, musi mieć świadomość, że istnieje niebezpieczeństwo, iż ich treść będzie ustalana przy przysłowiowej kawie, którą rzecznik wypije najpierw z prokuratorem apelacyjnym, a potem z kolegą ze składu orzekającego. Czy zatem tą drogą ministerstwo chce poprawić wskaźniki skazywalności w sprawach dyscyplinarnych? Być może najpierw warto byłoby przyjrzeć się sprawom, które obecnie kierowane są do sądów. W wielu z nich gołym okiem widać, że zarzucane delikty nie wyczerpują znamion przewinień dyscyplinarnych w rozumieniu rażącej i oczywistej obrazy przepisów prawa, czy też uchybienia godności urzędu. Żeby nie sięgać daleko, wystarczy wskazać na postępowanie wdrożone przeciwko jednemu z prokuratorów za posługiwanie się tytułem nabytym w trybie awansu poziomego, czy niektóre postępowania inicjowane zgodnie z zapotrzebowaniem społecznym w sprawie Amber Gold. Są wśród nich wnioski o ukaranie za aprobowanie wniosków w przedmiocie wymiaru kary, które mieściły się w ustawowych granicach zagrożenia, i niewnoszenie środków zaskarżenia w przypadku orzeczeń zapadłych po uwzględnieniu wniosków o dobrowolne poddanie się karze. O jakiej rażącej lub oczywistej obrazie przepisów prawa zatem tu mowa? Sprawy te obrazują doskonale, jak ważna jest niezawisłość w sądownictwie dyscyplinarnym. Proponowane zmiany to nic innego, jak jej koniec. Dziś możemy się domyślać, jaki będzie finał wspomnianych spraw. Wiemy też jaki byłby, gdyby w sprawie orzekali podwładni przełożonego dyscyplinarnego zasiadający w jednym budynku i zaczynający pracę od wspólnej kawy. Znamienne jest również i to, że projekt milczy na temat postulowanej od lat jawności postępowań dyscyplinarnych. To właśnie jawność byłaby lekarstwem na dyscyplinarki robione pod publiczkę, aby zaspokoić oczekiwania polityków. Niestety również i tych, od których zależy przyjęcie bądź odrzucenie sprawozdania prokuratora generalnego z rocznej działalności.

Druga z zaproponowanych przez ministra kluczowych zmian - przekazanie sądownictwa II instancji Sądowi Najwyższemu i sądom apelacyjnym - musi budzić jednoznaczny sprzeciw. Byłby to bowiem jedyny przypadek, gdy sądownictwo dyscyplinarne jednej grupy zawodowej przekazywać innej grupie zawodowej. Owszem, można rozważyć tego rodzaju propozycję, ale w sytuacji, gdyby sądownictwo odwoławcze wszystkich korporacji prawniczych i innych wolnych zawodów przekazać sądom powszechnym na odpowiednim szczeblu lub Sądowi Najwyższemu. Projekt przekazania sądownictwa dyscyplinarnego II instancji sądom można porównać do sytuacji, w której orzekanie w postępowaniach dyscyplinarnych wobec sędziów przekazać w II instancji prokuraturom, a wobec radców prawnych - notariuszom. Już gołym okiem widoczna jest absurdalność takiego rozwiązania. Zapytajmy adwokatów albo lekarzy, czy chcieliby umiejscowić II instancję sądownictwa korporacyjnego w sądach powszechnych? Abstrahując od źle pojmowanych interesów korporacyjnych, takie przesunięcie pozostawałoby w kolizji z podstawowymi założeniami samorządności zawodowej - fundamentu społeczeństwa obywatelskiego - która nie może przecież sprawnie funkcjonować bez autonomicznych samorządów zawodów zaufania publicznego. Jednym z elementów takiej samorządności jest sądownictwo zawodowe. W tym miejscu nie sposób pominąć refleksję natury historycznej. Mieliśmy już bowiem władzę, która nie lubiąc szczególnie adwokatów i radców prawnych, zamierzała odebrać im jeden z przymiotów samorządności, czyli sądownictwo dyscyplinarne. Czyżby obecna nie darzyła sympatią tych, którzy na co dzień zajmują się zwalczeniem przestępczości? W obecnej sytuacji nie wydaje się zasadne wprowadzanie w jednym systemie prawnym różnych modeli odpowiedzialności zawodowej dla przedstawicieli istniejących zawodów prawniczych. Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której tego rodzaju eksperyment legislacyjny przeprowadza się na żywej tkance i to akurat prokuratorskiej.

@RY1@i02/2012/202/i02.2012.202.07000070a.803.jpg@RY2@

fot. Grzegorz Kruczkowski/reporter

Prokuratorzy będą się sprzeciwiać wyeliminowaniu z orzekania sędziów liniowych

@RY1@i02/2012/202/i02.2012.202.07000070a.804.jpg@RY2@

Jacek Skała, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP

Jacek Skała

wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.