Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Aplikacja ogólna do ścięcia, bo za dużo kosztuje

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 100 minut

Zmiany są nieuniknione. Niewiadomy pozostaje tylko ich zakres. Aplikacja ogólna wymaga reformy, co do tego wszyscy są zgodni. - Tę jednak trzeba robić z głową, a nie kierować się rachunkiem ekonomicznym - mówią przeciwnicy resortowych pomysłów

- Okres trzech lat obowiązywania ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury pozwala na dokonanie oceny jej funkcjonowania i wprowadzenia ewentualnych zmian - mówi "Prawnikowi" wiceminister sprawiedliwości Grzegorz Wałejko. - Niewątpliwie przemyślenia wymaga model aplikacji ogólnej i stawiane wymagania kandydatom na stanowisko asystentów sędziego i prokuratora - dodaje.

Zdaniem resortu choć aplikacja ogólna pozwala na dokonanie dodatkowej - po egzaminie wstępnym - selekcji kandydatów na aplikacje sędziowską i prokuratorską oraz kształci dobrych kandydatów na stanowisko asystenta, to "z drugiej strony nie zaspokaja ona potrzeb polskiego wymiaru sprawiedliwości". Jest też i trzecia strona - finansowa. Otóż każdy z uczestników aplikacji otrzymuje stupendium w wysokości 3300 zł, tymczasem niewielu z nich - przede wszystkim osoby, które nie dostały się na aplikacje specjalistyczne, rzadko trafiają do sądu. Resort chce zredukować te koszty.

Wszystko jednak wskazuje na to, że zmiany najwcześniej wejdą w przyszłym roku. Wsród młodych prawników tymczasem wrze. Na portalach internetowych dyskusje, znaki zapytania zdają się nie mieć końca. Przede wszystkim pojawia się pytanie, czy w tym roku warto starać się o przyjęcie. "Może lepiej poczekać rok", "Rozdzielenie szkolenia na pewno wpłynie na system stypendialny. Lepiej może nie czekać" - zastanawiają się młodzi ludzie.

Jeżeli dojdzie do likwidacji aplikacji, to młodzi prawnicy będą zdawać bezpośrednio na aplikacje sędziowską lub prokuratorską, natomiast wykształcenie asystentów lub referendarzy ma się odbywać poprzez szkolenia.

@RY1@i02/2012/076/i02.2012.076.07000040d.807.jpg@RY2@

materiały prasowe

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Trudno przejrzeć wszystkie zamysły Ministerstwa Sprawiedliwości. Po trzyletnim eksperymencie z prowadzeniem aplikacji ogólnej w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury zapowiedziano w mediach jej likwidację. Pojawiły się także sygnały o możliwości kształcenia przyszłych kandydatów na sędziów i prokuratorów na dwóch odrębnych, od samego początku, aplikacjach sędziowskiej i prokuratorskiej, poprzedzonych aplikacją dla asystentów sędziów. Mówi się także, co prawda na razie nieśmiało, o powrocie do kształcenia kandydatów na poziomie poszczególnych sądów apelacyjnych w formie zdecentralizowanej. Cieszy mnie, że resort dostrzega niedoskonałość stworzonego przez siebie systemu, ale martwi mnie to, iż nie znam do końca motywów tej, jak by nie było, radykalnej zmiany stanowiska. Gdybym był pewny, że nie jest podyktowana tylko doraźnymi oszczędnościami finansowymi, a nie rzeczywistą i głęboką zmianą systemu, to może spałbym spokojnie.

Tworząc tzw. aplikację ogólną zakładano, że będzie ona bazą nie tylko do rozpoczęcia aplikacji sędziowskiej czy prokuratorskiej, ale wykształci dodatkową kadrę. Te osoby, które nie dostaną się na wymarzoną aplikację sędziowską czy prokuratorską, pójdą jak jeden mąż do sądów obejmować wolne i jakże potrzebne stanowiska asystentów sędziów. Ustawodawca celowo postawił tak wysokie wymagania kandydatom na sędziowskich asystentów, że po wyczerpaniu rezerwy kadrowej z osób, które kończyły sędziowską aplikację według starych zasad, to absolwenci aplikacji ogólnej mieli zmonopolizować stanowiska asystentów w sądach. Jak się jednak okazało, chętnych do pracy w sądach po aplikacji ogólnej było zdecydowanie za mało. W wielu sądach były etaty asystentów, ale nie dało się ich nikim obsadzić, bo nie było kim. Ustawodawca zamiast elastycznie i szybko reagować na taką sytuację - np. szybko obniżyć zbyt wyśrubowane kryteria - zaczął stosować zabiegi maskujące, a to przekształcając etaty, a to cichaczem je wygaszając. Bo zawsze łatwiej zaakceptować stwierdzenie: "nie ma wolnych etatów", niż "są wolne etaty, ale nie możemy ich obsadzić, bo przepisy nie nadążają za życiem". I tak część absolwentów aplikacji ogólnej rozczarowanych tym, że nie znaleźli się w gronie wybrańców aplikacji kierunkowych, zamiast zasilać kadrę asystentów poszło na wolny rynek. Byli także i tacy sprytni, którzy chcąc jednak poprawić dotychczasowe wyniki w rankingu po zakończeniu aplikacji ogólnej, postanowili zdawać ponownie na... aplikację ogólną. Ustawodawca takich pomysłów też nie przewidział, choć z tego, co wiem, żadna z tych osób nie została przyjęta. Ustawodawca nie pomyślał także o tym, że trudno uznać za racjonalną i budującą sytuację, gdy młody człowiek uczący się pilnie na aplikacji ogólnej otrzymuje wyższe stypendium za naukę niż jego starszy kolega, który już tę aplikację ukończył i zgodnie z założeniami podjął pracę na stanowisku asystenta sędziego. Tymczasem zasada stara jak świat mówi, że ktoś, kto raz otrzymał za naukę więcej niż za pracę, będzie szukał czegoś bardziej satysfakcjonującego, zwłaszcza że ambicje osób, które zdały trudny egzamin na obleganą aplikację ogólną, były - i słusznie - wysokie. I tu znowu wypada powtórzyć pytanie: czy likwidacja aplikacji ogólnej to szukanie oszczędności czy zmiana systemowa? Najwyższy też czas zadać kolejne fundamentalne pytanie: czy to, że model funkcjonowania szkoły zależy w dużej mierze od woli i zamierzeń Ministerstwa Sprawiedliwości, to dobre rozwiązanie?

Pamiętam jak przy tworzeniu zrębów zmiany systemu mówiono, że zmierzamy w kierunku Europy, a robimy to na wzór hiszpański. Tylko, że hiszpański system opiera się na dwóch szkołach: dla sędziów w Barcelonie, dla prokuratorów w Madrycie. Do każdej z nich chce się dostać kilka tysięcy osób, zdając bardzo trudny egzamin wstępny. Przyjmowanych jest tylko 200 osób, które po dwóch latach bardzo trudnej aplikacji ma praktycznie zagwarantowane skuteczne ubieganie się o stanowisko sędziego. Przy czym chciałbym podkreślić, że za kształcenie sędziów w szkole odpowiada wyłącznie hiszpańska Krajowa Rada Sądownictwa. Daje to nie tylko gwarancję tworzenia programu odpowiadającego potrzebom sadów i prokuratur, ale głównie chroni tę instytucję przed różnymi reformatorskimi pomysłami zmieniających się ministrów sprawiedliwości. Nasza Krajowa Rada ma bardzo ograniczony wpływ na program. Właściwie krakowska szkoła jest na łasce i niełasce ustawodawcy, gdzie najczęściej inicjatorem "najlepszych na świecie projektów zmian" z reguły jest aktualny szef resortu sprawiedliwości. Niestety każdy minister ma ogromny zapał do reformowania, bo na głośnych reformach kulejącego wymiary sprawiedliwości można w naszym kraju w miarę szybko zbić całkiem spory polityczny kapitał. Może wreszcie debatując o reformie aplikacji ogólnej trzeba zadać pytanie, czy warto różnicować czasokres trwania aplikacji prokuratorskiej i sędziowskiej. Bo przecież młody absolwent prawa może kierować się po prostu podejściem pragmatycznym, a więc zamiast wybierać aplikację sędziowską, która lepiej odpowiada jego predyspozycjom i zamiłowaniu, wybierze prokuratorską, bo dzięki niej szybciej pójdzie do pracy i się usamodzielni. Jeszcze gorzej jest, gdy o wyborze tak ważnej dla niego drogi życiowej zdecyduje liczba punktów w rankingu. Wiem, że krytycy zrównania czasu trwania aplikacji powiedzą: "przecież pion karny jest o wiele mniej obszerny niż cywilny, a sędzia znać musi wszystko". Tu będę polemizował, we współczesnym świecie najlepszy prokurator to także ten, który zna i prawo gospodarcze, i cywilne, i rodzinne, a nawet autorskie.

Zmiany są konieczne, bo system pozostawia wiele do życzenia. Ale nie można prowadzić ich wycinkowo. Skoro głośno mówi się o prawnej możliwości przywrócenia czegoś, co przypominałoby dawną asesurę, by sprawdzić praktyczne umiejętności kandydata na sędziego, to należy o tych projektach debatować łącznie. Najlepiej połączyć je ze zniesieniem nadzoru administracyjnego ministra nad sądami. Gdy pierwszy prezes Sądu Najwyższego powoła takiego kandydata na próbę, to nikt nie będzie miał wątpliwości co do jego niezawisłości. Oczywiście przesunięcie nadzoru w kierunku sądów apelacyjnych nadal pozostawiło bardzo silny instrument ministrowi, który mógłby odwołać prezesa, gdy będzie niezadowolony z jego nadzorowania (wiem to brzydnie słowo, ale użyłem go świadomie).

Wielu kandydatów na sędziów sądów rejonowych jest naprawdę rewelacyjnych. Niestety z ich powołaniem pojawiają się problemy. Otóż każdy z kandydatów może jednocześnie brać udział w wielu konkursach w różnych miejscach w kraj. Nic więc dziwnego, że dochodzi do sytuacji, że np. osoba z Zakopanego wygrywa konkurs na stanowisko w Olsztynie, bo ewidentnie była lepsza od miejscowych kandydatów. Niestety po nominacji zdarza się przypadki lawirowania, choć w deklaracji, którą kandydat na sędziego składał w trakcie konkursu pisał, iż zmiana miejsca zamieszkania nie stanowi problemu, a rodzina wręcz entuzjastycznie przeprowadzi się na drugi koniec Polski. Zaczynają się zwolnienia lekarskie, wnioski o przeniesienie, wszelkie możliwe choroby w domu i w rodzinie. Tego typu sytuacje są karygodne i powinny być piętnowane. Niektórzy jednak powiedzą, to nie wina nowo mianowanego sędziego, lecz systemu, który stwarza możliwości i pokusy.

Właściwie krakowska szkoła jest na łasce i niełasce ustawodawcy, a inicjatorem zmian z reguły jest najczęściej minister

@RY1@i02/2012/076/i02.2012.076.07000040d.808.jpg@RY2@

wojciech Górski

dr hab. Włodzimierz Wróbel, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpomysłodawca Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Zanim zostanie podjęta decyzja dotycząca dalszego funkcjonowania aplikacji ogólnej, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki typ szkolenia przyszłych sędziów i prokuratorów może realizować jej obecne zadania.

We wcześniejszym modelu dochodzenia do funkcji sędziego faktyczne sprawdzenie predyspozycji zawodowych następowało w okresie asesury. Z uwagi na to, że model ten okazał się niekonstytucyjny, koniecznym się stało wprowadzenie już w okresie szkolenia aplikacyjnego mechanizmów pozwalających ocenić umiejętności praktyczne i predyspozycje osobowe, których nie da się zweryfikować przy pomocy testów, prac pisemnych czy nawet egzaminów ustnych. Takim instrumentem miała być ocena praktyk realizowanych w okresie aplikacji ogólnej. Oczywiście można by było ową ocenę przenieść na etap aplikacji sądowej (czy prokuratorskiej). Musiałoby to jednak oznaczać przyjmowanie znacznie większej liczby aplikantów, niż ma to miejsce obecnie, czyli w istocie powrót do starego modelu szkolenia z liczbą aplikantów przekraczającą faktyczne potrzeby kadrowe sądownictwa. Generuje to zbędne koszty (kosztowne jest samo szkolenie, jak również stypendia otrzymywane przez aplikantów) i produkuje grupę aplikantów, którzy przeszkoleni za publiczne pieniądze do zawodów sędziego lub prokuratora zajmują następnie stanowiska asystentów lub referendarzy albo przechodzą do zawodów adwokata czy radcy prawnego. Wprowadzenie zasady, że na aplikacji sądowej liczba miejsc powinna odpowiadać zapotrzebowaniu kadrowemu sądownictwa na nowych sędziów, miała racjonalizować koszty aplikacji.

Aplikacja ogólna została więc pomyślana jako wstępny etap pozwalający w istocie na wybranie najlepszych kandydatów do zawodów sędziego i prokuratora, przy czym modelowo nacisk miał być położony przede wszystkim na oceny praktyk realizowanych w czasie tej aplikacji w sądach i prokuraturach (czego faktycznie obecny program aplikacji ogólnej nie spełnia). Tego celu nie można osiągnąć przy pomocy egzaminu wstępnego na aplikacje. Egzamin ten co najwyżej sprawdza wiedzę i pewne umiejętności w zakresie argumentacji prawniczej. Z kolei likwidacja aplikacji ogólnej i pozostawienie aplikacji sądowej w dotychczasowym jej kształcie (z ograniczoną liczbą miejsc) nie daje żadnych gwarancji, że na aplikację tę zostaną przyjęci młodzi prawnicy mający nie tylko wiedzę, lecz także najlepsze kwalifikacje do zawodów sędziego czy prokuratora.

Gdy po likwidacji asesury tworzono nowy model kształcenia kandydatów do stanowiska sędziego, przyjęto założenie, że nie można obniżać granicy wieku, którego osiągnięcie warunkuje objęcie tego stanowiska. Jednocześnie jednak chodziło o stworzenie takiego systemu, który zachęciłby do ubiegania się o to stanowisko najlepszych absolwentów wydziałów prawa. W tej perspektywie aplikacja sędziowska musiała stanowić konkurencję dla innych aplikacji zawodowych (adwokackiej czy prokuratorskiej). Dlatego wprowadzono mechanizmy stabilizujące sytuację materialną aplikanta aplikacji ogólnej i sądowej (prokuratorskiej) w postaci stypendiów. Mechanizm ten miał jednak dotyczyć wyłącznie owej grupy najlepszych, w których warto inwestować. Owe mechanizmy stabilizujące musiały objąć cały okres pomiędzy ukończeniem studiów a osiągnięciem wieku pozwalającego na ubieganie się o stanowisko sędziego. W przeciwnym razie owi najlepsi, wchodzący w życie i zakładający rodziny, musieliby szukać odpowiednich źródeł dochodów dla utrzymania siebie i swoich rodzin. Likwidując aplikację ogólną, trzeba więc sobie odpowiedzieć na pytanie, od kiedy ma się zaczynać aplikacja sądowa i jak długo ma trwać? Jeżeli bowiem zakończy się na rok lub dwa przed osiągnięciem wspomnianego wieku pozwalającego ubiegać się o stanowisko sędziego - to w jaki sposób wówczas zatrzymać najzdolniejszych absolwentów tej aplikacji w systemie wymiaru sprawiedliwości, skoro będą mieli otwartą drogę do wykonywania zawodu adwokata lub radcy prawnego?

Przed wprowadzeniem obecnego modelu aplikacji ogólnej powszechne było narzekanie na brak kompetencji praktycznych osób przyjmowanych na stanowisko asystenta sędziego czy prokuratora. Faktycznie, absolwenci wydziałów prawa, zwłaszcza tych uczelni, których programy nauczania nie przywiązywały istotnej wagi do praktycznego stosowania prawa (nie taki zresztą jest cel uniwersyteckich studiów prawniczych), wymagali dopiero przyuczenia do pełnienia funkcji asystenta, co zresztą było dość uciążliwe dla sędziego, który miał z pomocy takiego asystenta korzystać. Oczywiście na stanowiska asystentów zatrudniane bywały także osoby ze zdanym egzaminem sędziowskim czy prokuratorskim - te z kolei posiadały kwalifikacje znacznie przekraczające zakres kompetencji przypisanych do stanowiska asystenta, co prowadziło często do frustracji lub poszukiwania lepszego zawodu (adwokata lub sędziego). Stąd przyjęta zasada, że ukończenie aplikacji ogólnej jest warunkiem uzyskania stanowiska asystenta sędziego. Likwidacja aplikacji ogólnej i tak spowoduje konieczność stworzenia jakiejś formy aplikacji "asystenckiej" (czy referendarskiej), tyle tylko że prawdopodobnie będzie to rozproszona aplikacja realizowana przez poszczególne sądy apelacyjne lub okręgowe. To z kolei stanowiłoby zaprzeczenie podstawowej idei, jaka przyświecała scentralizowanej aplikacji prowadzonej przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, którą miało być przenoszenie i promowanie najlepszych standardów i wzorców w zakresie sposobu pracy i organizacji wymiaru sprawiedliwości. Nie mówiąc już o tym, że model rozproszonej aplikacji mnoży zbędnie koszty (multiplikowanie szkoleń i wynagrodzeń dla wykładowców).

Wydaje się, że zamiast likwidować aplikację ogólną, należy się zastanowić nad zmianą jej programu, tak by uniknąć dublowania jej programu z programem aplikacji sądowej oraz położyć nacisk nie na wiedzę, a na sprawdzenie praktycznych predyspozycji do wykonywania zawodu sędziego lub prokuratora.

Likwidując aplikację ogólną, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, od kiedy ma się zaczynać aplikacja sądowa i jak długo ma trwać

@RY1@i02/2012/076/i02.2012.076.07000040d.809.jpg@RY2@

Wojciech Górski

Rafał Dzyr, zastępca dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury ds. aplikacji, sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach

W październiku br. już po raz czwarty zostanie przeprowadzony konkurs na aplikację ogólną. Szkolenie wyłonionych w tym konkursie aplikantów będzie przebiegało według dotychczasowych zasad. Zgromadzone w ciągu trzech lat obowiązywania ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury doświadczenia pozwalają na przedstawienie zarówno zalet, jak i wad aplikacji ogólnej. Ocena taka może stać się przyczynkiem do dyskusji nad obecnie funkcjonującym modelem kształcenia wstępnego. Nowelizacja ustawy o Krajowej Szkole jest niezbędna. Powstaje jedynie pytanie o jej zakres. Bez wątpienia należy zabiegać o poprawienie licznych niedoskonałości obecnej regulacji, zwłaszcza że dostrzeżone wady utrudniają organizację Krajowej Szkoły i realizację jej statutowych zadań. Ewentualne rozpoczęcie prac nad nowelizacją jest dobrym momentem do rozważenia, czy nie powinna nastąpić zmiana systemowa modelu szkolenia, wiążąca się z przekształceniem aplikacji ogólnej.

W zamierzeniu ustawodawcy aplikacja ogólna miała spełniać jednocześnie kilka celów: przygotowywać do wykonywania trzech różnych zawodów, tj. referendarza sądowego, asystenta sędziego i asystenta prokuratora oraz wyłaniać najlepszych kandydatów, którzy kontynuowaliby szkolenie na aplikacji sędziowskiej lub prokuratorskiej. Nie sposób nie docenić zalet aplikacji ogólnej. Wraz z nią po raz pierwszy został wprowadzony system szkolenia asystentów sędziów i prokuratorów na wysokim poziomie. Aplikanci są szkoleni według jednolitego programu, przez znakomitych wykładowców - sędziów i prokuratorów z całego kraju. Odbywają praktyki w różnych wydziałach sądów oraz jednostkach prokuratury, skorelowane z tematyką zajęć comiesięcznych zjazdów w siedzibie Krajowej Szkoły. Umiejętności aplikantów w stosowaniu prawa weryfikowane są podczas dziewięciu sprawdzianów, w czasie których opracowują oni projekty decyzji procesowych na podstawie akt spraw. Aplikanci są ponadto oceniani przez patronów praktyk. Świadomość, że tylko część z nich będzie mogła zakwalifikować się na aplikacje specjalistyczne, jest istotnym bodźcem motywującym w toku całego szkolenia. Jednak czy te niezwykle ambitne cele postawione przed aplikacją ogólną są w praktyce możliwe do osiągnięcia, a jeśli tak, to czy koszt ich zrealizowania nie jest zbyt wysoki?

Aplikacja ogólna przygotowuje m.in. do zawodu referendarza sądowego. Jednakże spośród absolwentów dwóch pierwszych roczników tej aplikacji zaledwie dwie osoby zostały powołane na to stanowisko. Kierowanie od 2013 r. aplikantów sędziowskich na staż referendarski prawdopodobnie wyczerpie pulę wolnych etatów, z których mogliby skorzystać absolwenci aplikacji ogólnej. Trudno jest zatem obronić tezę, że aplikacja ogólna powinna kształcić kandydatów do zawodu referendarza.

Aplikacja ogólna zapewnia dobre przygotowanie do wykonywania zawodu asystenta sędziego i prokuratora. Jednakże spośród 150 absolwentów I rocznika aplikacji ogólnej tylko 92 rozpoczęło pracę na stanowisku asystenta sędziego lub prokuratora, podczas gdy sądy i prokuratury sygnalizują, że zapotrzebowanie, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, jest dużo większe. Jeśliby uznać, że nadrzędnym celem aplikacji jest przeszkolenie dostatecznej liczby osób, które nie tylko są przygotowane do wykonywania zawodu asystenta, ale również podejmą się jego wykonywania, to należałoby zastanowić się nad zmianą formuły szkolenia. Jednym z możliwych rozwiązań mogłoby być takie przekształcenie aplikacji ogólnej, które pozwalałoby na zatrudnianie prawników bezpośrednio po studiach na stanowiskach asystenckich, na czas określony, z obowiązkiem odbycia przez nich w tym okresie szkolenia prowadzonego przez Krajową Szkołę. Ukończenie takiej "aplikacji asystenckiej" byłoby warunkiem zatrudnienia na dotychczasowym stanowisku na czas nieokreślony. Tym bardziej że aspiracje obecnych aplikantów aplikacji ogólnej znaczenie wykraczają poza zamiar zdobycia statusu asystenta sędziego czy prokuratora. Jest to jedna z przyczyn, dla których część aplikantów, niezakwalifikowanych na aplikację sędziowską lub prokuratorską, nie zgłasza zainteresowania wykonywaniem zawodu asystenta. Rodzi to pytanie, czy uzasadnione jest ponoszenie przez państwo wysokich kosztów szkolenia osób, które nie mają zamiaru świadczenia pracy w wymiarze sprawiedliwości na stanowiskach innych niż sędzia lub prokurator? Aplikacja ogólna służy również wyłonieniu najlepszych aplikantów, którzy będą kontynuować szkolenie na aplikacji sędziowskiej i prokuratorskiej. Dlatego też od początku stała się ona przede wszystkim konkursem na aplikacje specjalistyczne. Po dwuetapowym konkursie na aplikację ogólną aplikanci uczestniczą w trzecim jego etapie, trwającym aż 12 miesięcy. System wielokrotnego sprawdzania kandydata jest niewątpliwie skuteczny, ale też kosztowny i długotrwały. Ukształtowanie tej aplikacji jako konkursu na aplikacje specjalistyczne doprowadziło do nadmiernego przedłużenia szkolenia kandydatów na przyszłych sędziów i prokuratorów. Aplikacja ogólna trwa 12 miesięcy, a następujący po niej etap naboru na aplikacje specjalistyczne ponad 2 miesiące. Aplikacja prokuratorska jest następnie prowadzona przez kolejne 30 miesięcy, a sędziowska aż przez 48. Wydaje się, że bez szkody dla osiągnięcia zamierzonych efektów cały okres szkolenia kandydata na sędziego lub prokuratora mógłby ograniczyć się do 36 miesięcy, zaś nabór na aplikacje specjalistyczne mógłby odbywać się bezpośrednio, z pominięciem etapu aplikacji ogólnej.

Reforma aplikacji powinna doprowadzić do stworzenia takiego modelu kształcenia, który w elastyczny sposób mógłby reagować na stale zmieniające się potrzeby kadrowe wymiaru sprawiedliwości, nie generując przy tym zbędnych wydatków z budżetu państwa. Bez względu na kształt i zakres oczekiwanej reformy, prowadzenie aplikacji powinno pozostać scentralizowane, co daje gwarancję jednolitości oraz wysokiej jakości szkolenia. Aplikacje sędziowska i prokuratorska powinny nadal stanowić zasadnicze źródło pozyskiwania kandydatów do zawodów sędziego, prokuratora i referendarza sądowego, a szkolenie asystentów dostarczać sędziom i prokuratorom wysoko wykwalifikowanych współpracowników.

System wielokrotnego sprawdzania kandydata jest niewątpliwie skuteczny, ale też kosztowny i długotrwały

Urszula Wróblewska

urszula.wroblewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.