Sędziowie z importu ma j ą odkorkować stolicę
Tysiące spraw zalegają w warszawskich sądach. Ministerstwo Sprawiedliwości w myśl starej maksymy "Cały naród buduje swoją stolicę" chce, by przez rok stołeczną Temidę wspomogli sędziowie z kraju
Ministerstwo Sprawiedliwości na swojej stronie internetowej opublikowało ogłoszenie zachęcające sędziów z całej Polski do rozpoczęcia pracy we wszystkich sądach warszawskich, zarówno rejonowych, jak i okręgowych. Komunikat wskazuje, iż każdy chętny może liczyć na zwrot kosztów zamieszkania, diety, zwrot za dojazdy do pracy. W efekcie sędzia , który zdecyduje się na takie przeniesienie, może liczyć na kilka tysięcy złotych dodatkowego wynagrodzenia. Pomysł wywołuje w środowisku poruszenie i żywa dyskusję. Czy to dobre rozwiązanie?
Zdaniem środowiska, nie. Prezesi sądów pozawarszawskich obawiają się, że ogłoszenie resortu spowoduje odpływ sędziów do Warszawy i w efekcie zaległości powstaną u nich. Z kolei sędziowie warszawscy zwracają uwagę, że nie do pomyślenia jest sytuacja, że za tę samą pracę jeden sędzia otrzymuje kilka tysięcy złotych więcej jest nie do przyjęcia. - To będzie demotywujące - mówią.
Co więcej, twierdzą, że oddelegowanie na rok do pracy w warszawskich sądach ludzi z innych miast nie rozwiąże problemu. Sędzia importowany bowiem nie będzie mógł zająć się sprawami, które od lat systematycznie tworzą coraz większe zatory. Powód? Są to sprawy skomplikowane, które często ciagną się miesiącami. Tak więc powierzanie ich osobom, które w stołecznych sądach spędzą zaledwie rok, jest zbyt ryzykowne. Zdaniem Zgromadzenia Przedstawicieli Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Warszawie oraz Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, jeżeli resort chce rozwiązać problem Warszawy, powinien przede wszystkim zastanowić się nad poważną reformą, a nie doraźnych rozwiązaniach. - Dodatki dla sędziów z importu to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dodatku metropolitarnego - dodają stołeczni sędziowie.
Ministerstwo twierdzi natomiast, że opinie sędziów nie do końca są prawdziwe. Każda decyzja oddelegowania do Warszawy sędziego z innego miasta zostanie bowiem poprzedzona dokładną analizą. Nie ma też mowy o żadnych dodatkowych bonusach. A reforma sądownictwa? Zmiany są wprowadzane i nieodzowne, jednak nie oznacza to, że nie należy stosować działań doraźnych, tym bardziej że obowiązkiem ministerstwa jest wykorzystanie wszystkich istniejących narzędzi prawnych do działań poprawiających sytuację zarówno wymiaru sprawiedliwości, jak i obywateli.
@RY1@i02/2012/032/i02.2012.032.070000400.807.jpg@RY2@
Wojciech Górski
Grzegorz Wałejko, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości
Polski wymiar sprawiedliwości przechodzi obecnie szeroko zakrojoną reformę. Docelowo niezbędne jest skrócenie czasu postępowań sądowych, usprawnienie zarządzania i wprowadzenie modelu struktury umożliwiającego sprawne administrowanie sądami. Skutki zmian powinny polepszyć sytuację obywateli, którzy przychodzą do sądów, oczekując sprawnego i sprawiedliwego rozstrzygnięcia ich sprawy. Naszym celem jest realne przemodelowanie funkcjonowania sądów. Zmiany w statystykach, choć ważne, są tylko środkiem weryfikującym. Sądownictwo od wielu lat nie doczekało się stworzenia i realizacji kompleksowego, zharmonizowanego planu reformy. Teraz taki plan powstał i jest realizowany. Jesteśmy wciąż na początku tej drogi, ale wysiłkiem poprzednich lat stworzyliśmy aparat narzędziowy niezbędny do wprowadzenia zmian.
Nowy ustrój sądów powszechnych odciąża prezesów sądów od zadań administracyjnych, prace komisji kodyfikacyjnych idą w kierunku zmian w procedurach, pozwalających sędziom na sprawniejsze orzekanie. Wdrożone zmiany i nowoczesne rozwiązania, wspierane nieustannie przed oddolną inicjatywę sędziów, przynoszą pierwsze rezultaty. Może nie są one spektakularne, ale pokazują, że zmiana jest możliwa, a wymiar sprawiedliwości w Polsce może funkcjonować sprawnie. Jednym z elementów działań podejmowanych w Ministerstwie Sprawiedliwości jest wyrównanie obciążenia pracą sędziów. Obecna struktura organizacyjna wymiaru sprawiedliwości stwarza sytuację, w której niektóre sądy są zmuszone pracować ponad miarę, a ich wyniki i tak pozostawiają wiele do życzenia. Chcemy to zmienić.
Struktura sądów nie może stać, tak jak obecnie, na przeszkodzie ich sprawnemu działaniu. Dlatego dokonujemy zmian na poziomie sądów rejonowych. Efektem tego procesu będzie między innymi usprawnienie możliwości zarządzania etatami sędziowskimi w oparciu o obciążenie pracą w danej jednostce. W konsekwencji pozwoli to wzmocnić sądy najbardziej obciążone kosztem tych, które obecnie mają mniej pracy.
Ministerstwo Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że ciężar pracy sądownictwa powinien być rozłożony tak równo, jak tylko pozwalają na to przepisy prawa. W tym kontekście należy przypomnieć także o prowadzonych właśnie pracach nad zmniejszeniem liczby sędziów delegowanych do pracy w resorcie. Tam gdzie to możliwe, chcemy zastąpić ich urzędnikami służby cywilnej.
Zdajemy sobie sprawę, że efekty prowadzonych prac reformatorskich staną się widoczne dopiero z czasem. Dlatego też niezbędne są działania doraźne, wspomagające. Prowadzone w Ministerstwie Sprawiedliwości analizy etatyzacji i obciążenia pracą wyraźnie wykazują problemy sądów warszawskich z opanowaniem wpływających spraw. Pomimo wysiłku kadry sędziowskiej i urzędniczej, opanowanie wpływu jest bardzo trudne. Model docelowy zakłada efektywne załatwianie wpływających spraw. W tym celu musimy zagwarantować sądom w stolicy obsadę sędziowską adekwatną do wpływu. Adekwatną w tym przypadku oznacza większą.
Jak wykazują badania Europejskiej Komisji do spraw Efektywności Wymiaru Sprawiedliwości, posiadamy drugi pod względem liczebności korpus sędziowski w Europie. Dlaczego więc obywatel idąc do sądu nie odczuwa naszej przewagi w obszarze sprawności postępowania? Odpowiedź jest skomplikowana, ale jedną z jej części składowych jest alokacja etatów sędziowskich. Trwałe zmiany w tym zakresie możliwe będą po zmianie struktury (ten proces obecnie trwa). Musimy więc, dla dobra klientów sądów, przedsięwziąć środki doraźne. Nie należy bać się takiej formuły pomocy obciążonym sądom. Rozwiązanie to sprawdziło się w wielu państwach europejskich. Tymczasowe wzmocnienia sądów praktykowane jest z dużym powodzeniem np. w Holandii posiadającej jeden z najsprawniejszych wymiarów sprawiedliwości w Europie.
Sądy warszawskie znajdują się w bardzo specyficznej sytuacji nie tylko pod względem ilości wpływających spraw, ale także ich charakteru. Gospodarka kraju koncentruje się w stolicy, a w konsekwencji sędziowie rozpatrują tu najbardziej skomplikowane sprawy gospodarcze czy upadłościowe. Te wszystkie przyczyny zadecydowały o zaproponowaniu sędziom możliwości zgłoszenia chęci delegowania do jednego z warszawskich sądów. Musimy przy tym pamiętać, że ministerstwo nie planuje osłabiać sądów, z których sędziowie byliby delegowani.
Procedura delegowania sędziego musi, po pierwsze, rozpocząć się od jego zgody. Plan ministerstwa zakłada delegowanie sędziów, którzy wyrażą wolę orzekania w sądach warszawskich. Po drugie delegacja nie nastąpi automatycznie. Wyrażenie woli przez sędziego zapoczątkuje proces analizy sytuacji kadrowej i obciążenia pracą sądu, w którym sędzia obecnie orzeka. Decyzje nie są zatem arbitralne, a długoterminowe skutki delegowania są każdorazowo analizowane. W ten sposób eliminujemy zagrożenie powstawania zaległości w załatwieniu spraw w sądach, w których delegowani sędziowie orzekają obecnie.
Być może konsekwencją delegowania sędziego do orzekania w jednym z warszawskich sądów będzie dodatkowa praca dla pozostałej kadry - pamiętajmy jednak, że nie dokładamy pracy sędziom, którzy są obciążeni pracą w nadmiernym stopniu. To nasz warunek sine qua non w tym projekcie.
W dyskusji powstałej po ogłoszeniu przez Ministerstwo Sprawiedliwości zamiaru wzmocnienia sądów warszawskich podniesiony został argument o tworzeniu sztucznych podziałów finansowych pomiędzy sędziami orzekającymi obecnie w sądach warszawskich a tymi delegowanymi. Nie można zgodzić się z taką argumentacją. Delegowanie sędziego do orzekania w innym sądzie nie jest rozwiązaniem nowym, a rzekome bonusy finansowe są w istocie ustawowo określonymi świadczeniami, niezróżnicowanymi w zależności od sądu, w którym sędzia będzie orzekał. Oczywiście w lepszej sytuacji byłby sędzia warszawski delegowany do sądu o małym obciążeniu pracą - pytanie tylko, czemu ma służyć delegacja? Czy jest instytucją służącą przyznawaniu premii finansowych czy narzędziem pozwalającym doraźnie pomagać w realizowaniu zadań wymiaru sprawiedliwości? Odpowiedź wydaje się aż nazbyt jasna.
Sądownictwo powinno służyć sprawiedliwości, ale także i obywatelom. Realizując ten cel, trzeba wspierać działania podejmowane systemowo. Takim właśnie wsparciem jest zachęcanie sędziów do delegowania do sądów warszawskich, ale także i zmniejszenie skali delegowania sędziów warszawskich do Ministerstwa Sprawiedliwości. O działaniach tych należy mówić jednocześnie, bowiem służą temu samemu celowi. Jest nim możliwie najszybsze wzmocnienie sądów, które powinny być wizytówką całego kraju, a obecnie zmagają się z poważnymi problemami w zakresie opanowywania wpływu spraw. Docelowy model jest oczywiście inny. Chcielibyśmy, aby etatyzacja i sama obsada stanowisk sędziowskich była lepiej dostosowana do obciążenia pracą. Temu właśnie służą prace nad zmianą struktury wymiaru sprawiedliwości.
Polskie sądownictwo jest w okresie zmian. Niezbędna jest realizacja głównych procesów reform
i wielu działań wspomagających. Zaniechania w tym zakresie są, naszym zdaniem, niedopuszczalne. Dlatego właśnie w Ministerstwie Sprawiedliwości powstała koncepcja delegowania sędziów do orzekania w sądach warszawskich. Jesteśmy przekonani, że obowiązkiem resortu jest wykorzystanie istniejących narzędzi prawnych do działań poprawiających sytuację obywateli. Instytucja delegowania stwarza taką możliwość.
Sądy warszawskie zawsze były uważane za skondensowany obraz problemów polskiego sądownictwa. Są najtrudniejszym poligonem wprowadzania zmian i głównym zadaniem w procesie przyspieszania postępowań sądowych. Jeśli wyrównamy obciążenie pracą i skutecznie wprowadzimy nowy model zarządzania jednostkami, staną się doskonałym przykładem skutecznie przeprowadzonych reform. Efektem zaś będzie sprawne i efektywne dostarczanie obywatelom sprawiedliwości.
Rzekome bonusy są w istocie ustawowo określonymi świadczeniami. Nie są one zróżnicowane w zależności od sądu, w którym sędzia będzie orzekał
@RY1@i02/2012/032/i02.2012.032.070000400.808.jpg@RY2@
Wojciech Górski
Waldemar Żurek sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Od lat sądy warszawskie były wytykane jako te, w których czeka się najdłużej, gdzie sprawy zamiast na wokandę - z uwagi na ogromne obciążenie sędziów pracą - trafiały do szafy i czekały na wolne terminy. To oczywiście problem nie tylko Warszawy, ale problem każdego dużego miasta. W stolicy nakładają się wszystkie możliwe negatywne czynniki. Chłonny i chyba najbardziej atrakcyjny w Polsce rynek usług prawniczych, który bardzo szybko wysysał z wymiaru sprawiedliwości najlepszych sędziów, mocno rozwinięty biznes, który z natury rzeczy generuje sprawy trudne. Wreszcie liczba spraw i wieloletnie zaniedbania w infrastrukturze sądowej.
Niestety patrzenie - m.in. przez media, komentatorów, a nawet Bank Światowy - na cały krajowy wymiar sprawiedliwości przez pryzmat Warszawy czyniło i nadal czyni ogromne szkody w odbiorze sądownictwa przez społeczeństwo. Niestety nie da się tego ukryć, że wiedzę czerpie ono z mediów, zwłaszcza elektronicznych. Najsilniejsze media są oczywiście w stolicy, a więc koło się zamyka. W efekcie nawet jeśli w skali kraju opanowano sytuację i nadludzkimi siłami załatwiano sprawy na bieżąco, to i tak wszyscy mówili o sądownictwie źle. Jeszcze jak dodamy do tego procesy toczone przez polityków czy głośne sprawy rozliczania poprzedniego systemu i permanentne niezadowolenie "gadających głów", które znają się na wszystkich, to rysowany przez lata czarny obraz warszawskich sądów wbił się mocno w naszą świadomość.
Zanim jednak zapadnie decyzja dotycząca niesienia pomocy warszawskiemu wymiarowi sprawiedliwości, proponowałbym najpierw dokonać rzetelnej analizy obciążenia jego sędziów.
Tymczasem ostatnim pomysłem na rozwiązanie problemu warszawskiej temidy był chyba dodatek stołeczny dla wszystkich sędziów warszawskich. Nie uważam tego za dobry pomysł. Zresztą od razu odezwały się wszystkie wielkie miasta i zaczęto mówić o dodatku wielkomiejskim. A jak wiemy są w Polsce także małe miejscowości, gdzie kadra w stosunku do liczby spraw jest zbyt mała. I co wtedy ? Dodatek od liczby czy może trudności spraw ? A może od jednego i drugiego ? Liczbę czy wydajność można prosto wyliczyć. Jednak konia z rzędem temu, kto wyliczy - wskaże algorytm - na trudność danej sprawy. Niestety takie myślenie zamiast konsolidować środowisko, w trudnych dla sędziów czasach, doprowadzi do głębokiego podziału. Obawiam się, że ostatnia propozycja Ministerstwa dotycząca ściągania sędziów z Polski za ekstrapieniądze już ten podział rozpoczęła. Czyli można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Ratować Warszawę i podzielić sędziów. Trudno mi sobie wyobrazić, że w jednym wydziale, przy tej samej pracy, tym samym obciążeniu, jeden otrzyma znacznie więcej od drugiego. Jak to się ma do zasady równego wynagradzania za tę samą pracę? Jak wreszcie decydować i kto to będzie robił i z jakiego sądu w Polsce sędzia może trafić do Warszawy? Wyobraźmy sobie, że są w Polsce wydziały i sądy, gdzie pracuje się równie dużo i tak samo trudno. A wiemy wszyscy, że takie sądy są. Co zatem stanie na przeszkodzie, by młody, mobilny sędzia zostawił swój walący się wydział i poszedł pracować tak samo ciężko, ale za więcej? A kto będzie myślał wtedy o jego sądzie? Jego prezes i koledzy, którzy będą musieli podzielić jego referat. Czyli zamiast wychodzić z biedy, będziemy ją dzielić równo, albo tym gorzej, nierówno. Nie podoba mi się ten tok rozumowania.
Co więc zrobić? Trudne pytanie i trudna odpowiedź. Najpierw trzeba spotkać się z sędziami warszawskimi, wysłuchać ich pomysłów, bo oni najlepiej znają swoje sądy, słabe punkty, wiedzą, jak radzić sobie z zaległościami. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej byłoby bardzo znacząco zwiększyć obsługę administracyjną. Pokusiłbym się także o wprowadzenie eksperymentalnego programu, a mianowicie, by jeden, a nawet dwóch asystentów przypadało wyłącznie na jednego sędziego. Projekt taki należałoby ściśle monitować i badać na bieżąco poprawę jakości i wydajności. Należy też maksymalnie odciążyć sędziów od czasochłonnej pracy administracyjnej i papierkowej. Ten ciężar trzeba przerzucić na sekretariaty i asystentów, którzy jeśli sprawnie działają, potrafią naprawdę bardzo dużo pomóc. Sędzia będzie miał oczywiście czas na czytanie akt i prawdziwe wymierzanie sprawiedliwości. Zwiększona liczba załatwionych spraw wygeneruje więcej uzasadnień, których projekty pod nadzorem sędziego będą przygotowywali asystenci. Wydaje się, że tak powinna wyglądać praca cywilizowanego sędziego. Jednak rodzi się problem braku odpowiednich chętnych na stanowiska asystentów, gdyż ustawodawca tak wyśrubował wymagania, że obecnie nie ma chętnych spełniających wymogi. Zapewne liczył optymistycznie, że aplikanci po aplikacji ogólnej z krakowskiej szkoły zasilą tłumnie szeregi asystentów. Ale się przeliczył. Zmieńmy to. Pozwólmy osobom po studiach prawniczych stawać do konkursów. Mamy perełki, wyedukowane często w uniwersyteckich poradniach prawniczych. Wciągnijmy sędziów w komisje konkursowe, tak by to oni mieli realny wpływ na wybór najlepszych, z którymi będą pracować.
Zamiast wydawać publiczne pieniądze na dodatki dzielące środowisko i generujące de facto zaległości, tyle że nie w Warszawie, zatrudnijmy asystentów, zmniejszymy bezrobocie wśród młodych, wyjdziemy z zaległości i będziemy mieli świetny poligon doświadczalny, który przekona nas, że sędzia ma sądzić, a nie administrować. Oczywiście warunkiem koniecznym by się to udało, jest zapewnienie dodatkowych sal, biur, infrastruktury technicznej. Ale to i tak trzeba przygotować bez względu na to, czy to będą asystenci z lokalnego warszawskiego rynku czy importowani sędziowie z Polski. No i tak zrodził się nowy termin - sędzia importowany.
Trudno mi sobie wyobrazić, że w jednym wydziale, przy tej samej pracy, jeden otrzyma znacznie więcej od drugiego. Jak to się ma do zasady równego wynagradzania za tę samą pracę?
@RY1@i02/2012/032/i02.2012.032.070000400.809.jpg@RY2@
Wojciech Surdziel/Agencja Gazeta
Łukasz Piebiak, sędzia Sądu Rejonowego delegowany do Sądu Okręgowego w Warszawie, XX Wydział Gospodarczy, prezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"
Niezmiernie cieszę się, że Ministerstwo Sprawiedliwości dostrzega bardzo trudną sytuację kadrową sądów warszawskich i podejmuje próby naprawienia wieloletnich zaniedbań. Niestety pomysł resortu, by do stołecznych sądów oddelegować na rok sędziów z sądów pozawarszawskich, nie uzdrowi sytuacji. Środowisko sędziów warszawskich wydaje się być w tej kwestii zgodne, czego przykład stanowi uchwała podjęta 9 lutego br. przez Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Warszawie. Dokument ten, w którym przedstawiamy bliżej nasze wspólne stanowisko, powinien już niebawem trafić na biurko pana ministra. W uchwale zwracamy uwagę na długość delegacji, bowiem istnieje obawa, że zanim sędzia delegowany przyswoi sobie specyfikę spraw rozpoznawanych w Warszawie (a proszę mi wierzyć, że ona jednak istnieje, jak zresztą w innych częściach kraju), zakończy się okres jego pracy w stolicy.
Co więcej, sędzia delegowany z przyczyn proceduralnych nie będzie mógł rozstrzygać spraw, które rzeczywiście powodują stan strukturalnej zaległości w sądach warszawskich. Są to sprawy wieloosobowe o skomplikowanym stanie faktycznym i prawnym. Sprawy, których akta liczą wiele tomów, a lista świadków do przesłuchania liczy dziesiątki, jeżeli nie setki pozycji.
Powierzenie oddelegowanemu sędziemu sprawy, która będzie wymagać przeprowadzenia obszernego, długotrwałego postępowania dowodowego, jest ryzykowne chociażby z uwagi na zagrożenie przekroczenia okresu delegacji. Do tego trzeba jeszcze zwrócić uwagę na specyfikę pionu karnego, w którym istnieje zasada niezmienności składu orzekającego. To oznacza, że po zakończeniu delegacji sędziego prowadzone przez niego postępowania karne trzeba będzie zaczynać od początku, niepotrzebnie angażując ogromne środki finansowe i naruszając autorytet wymiaru sprawiedliwości np. poprzez wielokrotne przesłuchiwanie tych samych świadków odnośnie do tych samych okoliczności. Alternatywy oczywiście istnieją. Można sędziemu pozwolić doprowadzić sprawę do końca, ale to będzie kosztować nie mniej z uwagi na czas spędzony przez sędziego w finansowanej przez podatnika i wielokrotnie odbywanej podróży pomiędzy swoim macierzystym sądem a sądem warszawskim w ramach delegacji do zakończenia sprawy. W czasie tych podróży oczywiście liczba spraw sędziego w jego referacie w macierzystym sądzie będzie niebezpiecznie rosnąć i nikogo nie będzie obchodzić, że sędzia kiedyś nieopatrznie zdecydował się na przygodę z Warszawą. Można również przydzielić sędziemu delegowanemu sprawy lekkie, łatwe i przyjemne w nadziei, że je w okresie delegacji zakończy, ale czy o to chodzi, żeby pomagać tam, gdzie pomocy nie potrzebujemy? Te łatwiejsze sprawy pozwalają nam złapać czasem trochę oddechu. Jeżeli sprawy prostsze oddamy delegowanym, a sami będziemy rozstrzygać tylko te trudniejsze, to jaka to będzie dla nas ulga? Co więcej delegowanie sędziego będzie prowadzić do faktycznej nierówności sędziów różniących się jedynie sztucznym kryterium przydziału do danego sądu. Na dłuższą metę - na co też zwracamy uwagę w uchwale - nie możemy zaakceptować, że sędziowie o tym samym stażu zawodowym, doświadczeniu, wieku, stopniu służbowym i wykonujący identyczne zadania w tej samej jednostce (albo też nie te same), traktowani będą w tak skrajnie nierównomierny sposób.
Zdaniem Zgromadzenia Przedstawicieli Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Warszawie Ministerstwo Sprawiedliwości powinno pilnie podjąć prace legislacyjne, które rzeczywiście rozwiążą problemy stołecznego wymiaru sprawiedliwości. Postulujemy w ich ramach m.in. wprowadzenie dla sędziów systemu dodatków wielkomiejskich, który to pomysł zresztą zgłaszaliśmy już w 2010 roku - niestety wówczas bez odzewu. Jesteśmy przekonani, że właśnie tego typu zachęta finansowa mogłaby spowodować, że przynajmniej niektórzy doświadczeni i szczególnie ambitni oraz utalentowani sędziowie zaczęliby się poważnie zastanawiać nad podjęciem na stałe pracy w Warszawie (lub innym wielkim mieście), a my przestalibyśmy się zastanawiać, czy skoro zarobki mamy wszyscy równe, nie przenieść się do małej miejscowości, gdzie i życie tańsze. Uważamy, że postulowany przez nas system pozwoli na rzeczywistą poprawę efektywności wymiaru sprawiedliwości nie tylko w Warszawie, ale i w innych ośrodkach miejskich. To rozwiązanie jest dobre, ponieważ w żaden sposób nie dyskryminowałoby sędziów z mniejszych ośrodków miejskich. Wprowadzony dodatek de facto rekompensowałby jedynie sędziom z dużych miast zwiększone niedogodności związane z orzekaniem w nich i zamieszkiwaniem, a poza tym byłby dostępny dla każdego obecnego czy potencjalnego sędziego chcącego orzekać w wielkim mieście. Otwarci jesteśmy na wszelkie propozycje w tym zakresie. Wtórna jest też nazwa tego dodatku - jeżeli komuś przeszkadza dodatek wielkomiejski, może się nazywać dodatkiem drożyźnianym, mieszkaniowym (w końcu nikt nie przeczy, że mieszkania w dużych miasta są naprawdę drogie) czy w jakikolwiek inny sposób. Ważne, by każdy sędzia - także ten, który wiąże swą przyszłość z wielkim miastem, miał do pracy motywację i czuł się uczciwie traktowany. Poza tym w ten sposób ustawodawca nawiązałby do dobrej tradycji Polski przedwojennej. Podobne wzorce są również stosowane w innych krajach europejskich, jak np. w Hiszpanii, gdzie istnieje system dodatków do pensji sędziowskiej w zależności od miejsca wykonywania czynności orzeczniczych, przy czym w najwyższej grupie są sędziowie pracujący w Madrycie i Barcelonie. Dodatek byłby również konsekwentny, bowiem tu i teraz w wypadku innych grup opłacanych z budżetu państwa zróżnicowanie wynagrodzeń ze względu na miejsce pracy istnieje - i nikt się przeciwko temu nie buntuje. Nawet te przepisy, które pozwalają zaoferować sędziom pozawarszawskim znacząco wyższe kwoty niż my otrzymujemy, uwzględniają zróżnicowanie kosztów życia na obszarze kraju.
Z przyczyn proceduralnych sędzia delegowany nie będzie mógł rozstrzygać spraw, które powodują zaległości
Urszula Wróblewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu