Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Z korzyścią dla wszystkich

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 24 minuty

Każdy adwokat i radca prawny zapewne choć raz w ciągu swojej kariery udzielił darmowej porady. Ale są tacy, którzy robią więcej. Znacznie więcej

Roza Tulyetajeva jest jedyną kobietą skazaną za udział w strajkach w kazaskim Zhanaozene w grudniu 2011 r. Odsiaduje wyrok pięciu lat w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W śledztwie była gwałcona i poddawana wymyślnym torturom, które doszczętnie zrujnowały jej zdrowie. Mimo to do niedawna praktycznie nie miała dostępu do lekarza. Po interwencji grupy polskich adwokatów, którzy udali się z misją obserwacyjną do Kazachstanu, a swój wstrząsający raport o łamaniu praw obywatelskich w tej postsowieckiej republice w czerwcu przedstawili wpływowym unijnym politykom w Brukseli, kobietę otoczono opieką medyczną.

Osobą, która uparła się, by świat usłyszał o losie Tulyetajevej, ale także o prześladowaniach opozycjonistów, skali korupcji w kazaskim wymiarze sprawiedliwości i trudnej sytuacji przedstawicieli miejscowej palestry jest Monika Strus-Wołos, członek prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej. To ona jest też inicjatorką międzynarodowych misji NRA.

- My, Polacy, mamy pewien moralny dług. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku to do naszego kraju ciągnęły ciężarówki z darami, wielu ludzi z Zachodu włączało się w walkę Polaków o wolności obywatelskie, wsparcie otrzymywali nękani przez komunistyczne władze adwokaci. Teraz powinniśmy tamte zobowiązania spłacać, kierując naszą pomoc tam, gdzie jest najbardziej potrzebna - tłumaczy mecenas Strus-Wołos.

Jak mówi, o wytyczeniu kierunku owej pomocy na Wschód zdecydował splot różnych okoliczności. Najpierw były wakacje w Gruzji i zawiązane wtedy przyjaźnie, które zaowocowały, gdy podjęła się w zeszłym roku roli obserwatora zagranicznego gruzińskich wyborów parlamentarnych.

Sukces tamtej misji i przetarte ścieżki na Wschodzie sprawiły, że o zainteresowanie się europejsko-azjatyckim krajem od lat rządzonym twardą ręką przez prezydenta Nursułtana Nazarbajewa poprosiła ją Fundacja Otwarty Dialog. - Szczerze mówiąc początkowo o Kazachstanie wiedziałam bardzo niewiele - przyznaje Monika Strus-Wołos.

Wystarczy impuls

Mniej więcej tyle samo, czyli prawie nic, jeszcze niespełna trzy lata temu mecenas Sylwia Zarzycka z wrocławskiej kancelarii Casus Zarzycka & Wspólnicy wiedziała o codziennych zapasach z życiem rodziców nieuleczalnie chorych dzieci. Spotkanie z mamą Ali Kugler, dziewczynki cierpiącej na czterokończynowe porażenie mózgowe, która nie mówi, nie chodzi, nie utrzymuje samodzielnie głowy, ale za to pięknie się uśmiecha, zadziałało jak iskra. A potem poszedł istny ogień.

Dziś założona przez mec. Zarzycką Fundacja Między Niebem a Ziemią ma ćwierć setki podopiecznych wraz z rodzinami i kilka tyleż spektakularnych, co pomysłowych akcji na koncie, które pozwoliły na zebranie pokaźnych sum. Był kalendarz ze znanymi prawniczkami, książka album "Prawnicy 2013 - o pasjach i pomaganiu" i wreszcie tegoroczny projekt: audiobooki z bajkami. Oczywiście czytanymi przez prawników. Płyty właśnie są tłoczone, kupić będzie je można na jesiennych aukcjach charytatywnych, które zostaną zorganizowane w różnych miastach na terenie całej Polski.

Szczęśliwi nabywcy w głosach bohaterów "Zaczarowanych historii" Ewy Marii Letki i książki "Czy znacie Wróżkę-Czarownicę" Elżbiety Pałasz rozpoznają m.in. profesorów Zbigniewa Ćwiąkalskiego i Stanisława Sołtysińskiego, a także byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzego Stępnia czy prezesa Krajowej Rady Radców Prawnych Macieja Bobrowicza. Z dodatków do audiobooków słuchacze dowiedzą się natomiast, jak najwięksi luminarze polskiego świata prawa rozumieją i definiują szczęście. - Dodam, że muzykę skomponował pan Piotr Rubik. Po cichu liczyłam na to, że pozwoli nam wykorzystać jakiś swój stary, gotowy utwór, a on specjalnie na tę okazję postanowił przygotować zupełnie nowe motywy. W dodatku nie chciał od nas ani grosza - podkreśla z entuzjazmem Sylwia Zarzycka.

Na rozmowy o fundacji zawsze znajduje czas i nietrudno się przekonać, że przedsięwzięcie pochłania ją do reszty. I daje jej mnóstwo satysfakcji. Owszem, odchorowała niejedno spotkanie z tymi wszystkimi dzieciakami, którym medycyna nie ma już zbyt wiele do zaoferowania, i spędziła niejedną godzinę płacząc w poduszkę. Lecz radość sprawiana podopiecznym (czasem jest to specjalistyczny sprzęt rehabilitacyjny dla malucha, a czasem warsztaty urodowe dla jego mamy, która całe miesiące spędza przy łóżeczku, zapominając o własnych potrzebach), jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, napędza ją do dalszych działań i organizowania kolejnych akcji. - To jest też niesamowita odskocznia od takiej zwykłej, codziennej pracy prawnika - przyznaje mecenas Zarzycka.

Unikalne doświadczenie

Bo prawnik dzięki działaniu pro bono też zyskuje, choć mecenasi oceniający efekty swojej aktywności tylko po liczbie zer w przelewie niekoniecznie muszą sobie z tego zdawać sprawę. Czysto ludzkie poczucie zadowolenia, że zrobiło się coś dobrego, to tylko jedna z korzyści. Drugą jest możliwość zdobycia unikalnego doświadczenia.

- Reprezentując Muzeum Narodowe, zajmowałam się problemami, których nie spotka się w spółkach, nie mówiąc o studiach czy aplikacji. Rozwiązanie jednego z nich wymagało zbadania już dawno nieobowiązujących przepisów prawa spadkowego kodeksu Napoleona. Miałam też okazję czytać i analizować sporządzony w okresie międzywojennym testament pewnego znanego Polaka. Piękny język i przebijający z dokumentu patriotyzm tego człowieka wywarł na mnie niesamowite wrażenie - podkreśla radca prawny Katarzyna Kucharczyk z Departamentu Postępowań Spornych CMS Cameron McKenna (kancelaria wspiera społecznie m.in. Fundację Krystyny Jandy na Rzecz Kultury i prowadzone przez nią dwa warszawskie teatry).

O "niezwykłej lekcji", jaką było zaangażowanie się w sprawy popularnej blogerki Kataryny (przeciwko "Dziennikowi Polska Europa Świat", który ujawnił jej personalia) i dziennikarza "Gazety Wyborczej" Bogdana Wróblewskiego (przeciwko CBA, które korzystało z jego billingów), mówi z kolei Milena Bogdanowicz z kancelarii LSW Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy. - To były sprawy precedensowe, dotyczące granic wolności wypowiedzi w internecie i granic ingerencji państwa w prywatność. Samo gromadzenie materiału i napisanie pozwu wymagało czasu i stanowiło ogromną naukę. Wiedza i doświadczenie, których nie zdobyłabym przy innych, bardziej sztampowych procesach, były dla mnie największą gratyfikacją - zaznacza mecenas Bogdanowicz.

Milena Bogdanowicz sprawami z zakresu ochrony dóbr osobistych zajęła się w ramach pro bono nieprzypadkowo - ta problematyka szczególnie ją pasjonuje. Tak samo jak świat dzieł sztuki i teatru fascynuje Katarzynę Kucharczyk. Zdaniem wielu prawników połączenie osobistych zainteresowań z przygotowaniem zawodowym daje, w przypadku pro bono, najlepsze efekty.

- Wtedy człowiek działa ze zdwojoną siłą - ocenia Mateusz Dróżdż, asystent w Katedrze Prawa Gospodarczego Uczelni Łazarskiego i aplikant radcowski. On swoje niewyczerpane pokłady chęci niesienia pomocy innym pożytkuje na rzecz kibiców. Dróżdż pochodzi z Lubina i już jako dzieciak chadzał z ojcem na mecze miejscowego Zagłębia. Wtedy zawiązał pierwsze kontakty, które podtrzymywał jako student prawa. A że, jak wiadomo, kibice miewają sporo problemów, tak się zaczęło. Można powiedzieć, że z "żylety" Dróżdż trafił do ministerialnych korytarzy i przed kamery, bo znajomość problematyki i środowiska zaowocowała zaproszeniem do Stałej Grupy Eksperckiej Rady Bezpieczeństwa Imprez Sportowych i medialnym zainteresowaniem osobą nieformalnego rzecznika kibiców.

Trampolina

Przykład Dróżdża pokazuje, że działalność pro bono pozwala zaistnieć w szerszej świadomości. Wielkie korporacje dostrzegły to już dawno, wpisując zaangażowanie społeczne w marketingową strategię firmy. "Prawnicy traktują wspieranie kultury w szczególności jako środek wspierania marki kancelarii, msożliwość uplasowania jej w otoczeniu jako odpowiedzialnej i elitarnej instytucji z ludzką twarzą" - pisał kilka miesięcy temu na łamach Prawnika DGP Paweł Pietkiewicz, partner zarządzający biura White & Case w Warszawie (W&C angażuje się w pomoc m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej). Mecenas Pietkiewicz w swoim felietonie stwierdził wprost, że z marketingowego punktu widzenia sztuka "jest świetną inwestycją".

Takie podejście do kwestii pro bono, na Zachodzie powszechne i niebudzące zdziwienia, u polskich prawników wciąż wywołuje mieszane uczucia. - Nie wyobrażam sobie, bym miał pomagać myśląc o własnym PR. Zresztą gdyby tak było, musiałbym wybrać inną drogę szukania poklasku, bo kibice przeważnie nie mają najlepszej prasy - stwierdza Mateusz Dróżdż.

Na sugestie, iż działania pro bono mogą zapewniać świetną reklamę, wzburzeniem reaguje też niezmiennie prezes Krajowej Rady Radców Prawnych Maciej Bobrowicz, co roku wręczający nagrody Kryształowego Serca najbardziej zaangażowanym społecznie przedstawicielom korporacji. - Z całą mocą muszę podkreślić, że członkowie samorządu radcowskiego pracują pro bono z potrzeby serca, a nie z innych, merkantylnych powodów - mówił mec. Bobrowicz w wywiadzie dla naszej gazety po tegorocznej uroczystości przyznania Kryształowych serc.

Mecenas Sylwia Zarzycka przyznaje, że nieraz zastanawiała się nad pobudkami, jakimi kierują się ludzie, którzy decydują się zaangażować społecznie. Początkowo też krzywiła się na myśl, że część robi to, bo wypada lub bo informacja o wsparciu choćby właśnie jej Fundacji Między Niebem a Ziemią będzie dobrze wyglądać na stronie internetowej kancelarii. - Potem stwierdziłam, że to wszystko ma znaczenie drugorzędne, jeśli w ogóle. Liczy się efekt czyli to, że dzięki czyimś działaniom konkretne pieniądze pozwoliły ulżyć cierpieniom konkretnemu dziecku i jego opiekunom - tłumaczy mecenas.

Z doświadczenia wie też, że nawet najwięksi twardziele, którzy odpowiadają stereotypowi wyniosłego, zdystansowanego i nakierowanego na zawodowy sukces prawnika, miękną w obliczu ludzkiego cierpienia. I coś, co początkowo było efektem zimnej kalkulacji, może się stać ich misją.

To były precedensowe sprawy, dotyczące granic wolności wypowiedzi w internecie i tego, jak dalece może sięgać ingerencja państwa w prywatność. Samo gromadzenie materiału i napisanie pozwu wymagało czasu i stanowiło ogromną naukę

@RY1@i02/2013/147/i02.2013.147.07000060a.801.jpg@RY2@

fot. flash press media

Nawet najwięksi twardziele, którzy odpowiadają stereotypowi wyniosłego, zdystansowanego i nakierowanego na zawodowy sukces oraz pieniądze prawnika, miękną w obliczu ludzkiego cierpienia

Ewa Szadkowska

ewa.szadkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.