Prawo sędziego do bycia znanym
Sędzia, który orzeka w głośnej sprawie i zarazem mówi zrozumiałym dla przeciętnego człowieka językiem, może szybko stać się gwiazdą mediów. I przy okazji podpaść sporej części kolegów po fachu
Poniedziałek, 7 stycznia. Telewizje, stacje radiowe i gazety prześcigają się w informowaniu o młodym, ambitnym sędzi, który skazując dr. G. pozwolił sobie na krytykę metod działania CBA. I to w jak obrazowy sposób! Na oczach widzów rodzi się nowa gwiazda, tym bardziej że bohater całego zamieszania - Igor Tuleya - kamer się nie boi i chętnie rozmawia z oblegającymi go dziennikarzami. W tym samym czasie w wielu przykurzonych sędziowskich pokojach coraz częściej słychać uszczypliwe komentarze "ale się lansuje", "ma parcie na szkło", a nawet żarciki wchodzących i zagadujących "przepraszam, czy Tuleją?" (że niby sędziego wszędzie pełno).
Barbara Piwnik, warszawska sędzia, a w drugiej połowie lat 90. XX w. dla wielu Polaków twarz ówczesnego wymiaru sprawiedliwości pamięta, że koledzy z sądów jej też niejednokrotnie zarzucali gwiazdorzenie. - Nie mogli zrozumieć, że wypowiadając się reprezentuję sąd, buduję jego pozytywny wizerunek, w dodatku dbam o to, by przekaz idący w świat był jasny i czytelny, bo zależy mi na walorze edukacyjnym - mówi sędzia Piwnik.
Późniejsza minister sprawiedliwości podbiła serca opinii publicznej, gdy w 1998 r., orzekając w sprawie członków gangu "Rympałka", głośno zrugała obrońców oskarżonych. "Dobrze, że na sali jest tylu dziennikarzy, bo zobaczą, na co wydawane są pieniądze podatników" - stwierdziła, komentując wysiłki adwokatów na wszelkie sposoby starających się opóźnić rozpoczęcie procesu.
- Taki był i jest mój normalny styl komunikowania się w sądzie, zdarzały mi się lepsze kawałki, to w sumie przypadek, że media podchwyciły i nagłośniły akurat tamtą wymianę zdań - tłumaczy Barbara Piwnik.
Gdy posypały się artykuły o niej oraz propozycje wywiadów czy udziału w programach telewizyjnych (co było tym bardziej zrozumiałe, że formalnie pełniła funkcję rzecznika prasowego macierzystego sądu i wielu dziennikarzy miało jej numer), współpracownicy, a czasem nawet przełożeni krzywili się. - Kiedyś zdarzyła mi się taka sytuacja: polecam koledze obejrzenie telewizyjnej dyskusji mówiąc, że zapowiada się niezwykle interesująco, bo temat ważny i ciekawy, a on mi na to z wyrzutem "Po co ty tam w ogóle idziesz, po co się pokazujesz?!". Zamurowało mnie - wspomina Piwnik.
O tym, że polskie sądy wciąż mają kłopot z własnym PR i wypychają na pierwszy front nie tych, co trzeba, pisze gliwicka sędzia Jolanta Machura-Szczęsna na łamach najnowszego kwartalnika "Na wokandzie". "W sądach funkcjonują rzecznicy prasowi powołani do kontaktów z mediami. Tajemnicą Poliszynela jest, że w większości posady te - tak jak inne stanowiska funkcyjne - obsadzane są przez "zasłużonych sędziów", głównie z myślą o dodatkach funkcyjnych. Wielu z takich rzeczników nie ma odpowiednich predyspozycji, a nawet publicznie manifestuje swoją niechęć do dziennikarzy. (...) Nie da się obecnie funkcjonować według archaicznych przyzwyczajeń i dalszy marazm w tej dziedzinie bardzo szkodzi wymiarowi sprawiedliwości. Brak dbałości o poprawny wizerunek medialny kończy się źle: wypaczonym obrazem sędziów i sądów w społeczeństwie" - kwituje Machura-Szczęsna.
Sędzia Marek Celej, były rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, uważa, że wielu sędziów, zwłaszcza tych o długim stażu orzekania (a więc pamiętających czasy jednej telewizji i niewielu gazet), nie może się przyzwyczaić do sytuacji, w której procesy budzą tak wielkie zainteresowanie. - Kiedyś sprawy przyciągające tłumy dziennikarzy należały do rzadkości. W dodatku nie każdy radzi sobie z mediami. Wiele osób kamera peszy i stresuje. Sam kilka razy złapałem się kiedyś na tym, że na widok błyskających fleszy odruchowo sprawdzałem, czy mi łańcuch krzywo nie wisi - przyznaje Celej. Z tłumem na sali musiał się zmierzyć, orzekając m.in. w procesach Lwa Rywina oraz milicjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka.
Barbara Piwnik nie ma wątpliwości: sędzia nie tylko może, ale wręcz powinien dobrze wypadać przed kamerą, bo jest to niejako wpisane w jego zawód. A jeśli ktoś woli pozostawać w cieniu, to cóż, jest wiele zawodów prawniczych i nikt nie ma obowiązku pracować w sądzie.
- Mamy w Polsce jawne sądownictwo. Obywatel ma prawo przyjść na salę i przysłuchiwać się rozprawie, ale ma też prawo oczekiwać, że tym przysłuchującym się będzie dziennikarz, który przekaże mu później rzetelną i klarowną informację. I sędzia musi mówić tak, by zostać przez wszystkich zrozumianym, zachowując przy tym powagę właściwą urzędowi, który sprawuje - podkreśla sędzia Piwnik.
Igor Tuleya potrafi mówić nad wyraz klarownie, w dodatku wykazuje nietypowy jak na sędziego dystans wobec krytycznych doniesień na temat swoich decyzji. - Przyzwyczaiłem się, takie jest prawo mediów i opinii publicznej i jest to wkalkulowane w moją pracę - mówił niedawno "Prawnikowi".
Teraz niewiele już powie. Właśnie stracił posadę rzecznika prasowego ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie. Powód? Było wokół niego za dużo zamieszania...
@RY1@i02/2013/016/i02.2013.016.07000040a.802.jpg@RY2@
Fot. Adam Chełstowski/Forum
Ewa Szadkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu