Wspieranie kultury przynosi wymierny zysk
Całe szczęście odchodzi w niepamięć stereotyp wolontariusza jako człowieka od czarnej roboty. Prawnik najlepiej przysłuży się społeczeństwu, oferując wiedzę i doświadczenie
Coraz więcej kancelarii prawnych angażuje się w działalność pro bono. Firmy zaczynają postrzegać zaangażowanie społeczne jako inwestycję w reputację marki. Prawnicy wspierają muzea, galerie sztuki, organizacje pozarządowe, zdobywając nowe doświadczenia i kontakty, ale przede wszystkim rozwijając społeczne umiejętności.
Działalność pro bono przestaje być postrzegana jako pojedynczy projekt organizowany przez nadgorliwych pracowników. Na rynku obserwujemy tendencję do włączania na stałe w strategię firmy zagadnień związanych ze zrównoważonym rozwojem i odpowiedzialnością biznesu. Prawnicy traktują wspieranie kultury w szczególności jako środek budowania marki kancelarii - możliwość uplasowania jej w otoczeniu jako odpowiedzialnej i elitarnej instytucji z ludzką twarzą. Angażują się jednocześnie w działania związane z osobistymi zainteresowaniami. Jednak proces kształtowania wizerunku jest długotrwały i realne przełożenie na prowadzoną działalność jest dostrzegalne w dłuższej perspektywie.
Prawnik nie musi malować ścian starego teatru
Chcąc wspierać naszą niedofinansowaną kulturę, możemy uciec się do sponsoringu oraz darowizn. Dlaczego więc najpopularniejszą formą wśród kancelarii prawnych jest działalność pro bono, czyli dobrowolne i nieodpłatne wykonywanie profesjonalnych usług w interesie publicznym? Zamiast robić przelewy na konto organizacji, wykształceni prawnicy najlepiej przysłużą się swoją wiedzą i swoim doświadczeniem. W ramach wolontariatu prawnik nie musi malować ścian starego teatru. Lepiej będzie, jeśli przygotuje wzory umów licencyjnych, które chronią prawa własności intelektualnej czy pomoże w rozwiązaniu problemów prawnych związanych z otrzymywaniem przez darczyńcę ulgi podatkowej w zamian za darowizny na rzecz na przykład muzeum. Normalnie zlecenie profesjonalnych usług prawniczych kosztowałoby organizację krocie. A tak zyskują obie strony - instytucja oszczędza, a prawnik - robiąc to, co lubi i umie najlepiej - pomaga i zyskuje satysfakcję. Całe szczęście odchodzi ze społecznej świadomości stereotyp wolontariusza jako osoby wykonującej czarną robotę. Większość spraw, w które angażują się prawnicy to niesamowicie ciekawe projekty, które nie przytrafiają się w codziennej praktyce. Dzięki nim można zyskać wszechstronne doświadczenie. Ostatnio w naszej kancelarii pojawił się projekt pro bono dotyczący pomocy w uzyskaniu polskiego obywatelstwa rumuńskim dzieciom urodzonym w Polsce, które w wyniku różnych zdarzeń losowych znalazły się w polskich rodzinach zastępczych lub domach dziecka. Pomimo że osoby takie przebywają na terytorium Polski zgodnie z prawem, są de facto bezpaństwowcami pozbawionymi praw obywatelskich. W trakcie pracy nad projektem okazało się, że jest to problem powszechny, a jego rozwiązanie wymaga przemyślanej strategii i międzynarodowej współpracy pomiędzy biurami kancelarii. Naprawdę rzadko można pracować przy czymś tak niespotykanym. Jest to niepowtarzalne doświadczenie i przy okazji odskocznia od rutyny codziennych zajęć. Dla młodych prawników stanowi dodatkowo świetną okazję do sprawdzenia swoich umiejętności i poprowadzenia swojego pierwszego autorskiego projektu.
Budowanie marki kancelarii od wewnątrz
Budowanie marki firmy nie opiera się wyłącznie na komunikacji zewnętrznej - to tylko jedna strona medalu. Coraz więcej kancelarii zaczyna rozumieć, że zaangażowanie w pomoc innym zmienia nastawienie prawników zarówno do życia, jak i do samej kancelarii. A przecież specjaliści do znudzenia i słusznie powtarzają, że najlepszą inwestycją firmy są ludzie. Każdy chce czuć się kompetentny i odpowiedzialny, a prowadzenie własnego projektu daje taką możliwość. Działania pro bono po prostu się opłacają, bo pomagając innym, pomagamy też sobie. Rozwijamy wrażliwość i empatię, kształcimy kompetencje zarządzania trudnymi projektami, zdobywamy nowe umiejętności. Zmieniamy swoje nastawienie do pracy, która nie musi oznaczać tylko siedzenia nad stosem kodeksów, ale na przykład możemy zapewnić pomoc prawną lokalnemu muzeum, które chce odzyskać utracone dzieła sztuki, czy doradztwo przy zamówieniu publicznym warszawskiego teatru. To przynosi konkretne efekty dla wspieranych instytucji i osób. Wspólny etos spaja kadrę pracowniczą, pomaga utożsamiać się z firmą i jej wartościami. Stanowi solidną podstawę do budowania relacji opartych na szacunku i zaufaniu. Widząc, że firma postępuje etycznie wobec swojego otoczenia, zakładamy, że tak samo traktować będzie swoich pracowników. To oni są najlepszą wizytówką firmy, są jej naturalnymi ambasadorami. Dlatego kancelarie prawne - już nie tylko wielkie korporacje - zaczynają rozumieć, że oprócz zwiększenia motywacji i możliwości rozwoju prawnicy, działając pro bono, zaczynają sami budować wokół siebie przyjazne do funkcjonowania środowisko. A to nie może ujść niezauważone przez klientów i otoczenie firmy w codziennych biznesowych kontaktach.
Sztuce trzeba pomagać, żeby zachwycała
Decydując się na stałą współpracę na zasadach wolontariatu, pierwszym wyborem kancelarii są zazwyczaj instytucje kulturalne. W Polsce mamy wielu wybitnych artystów, jednak wspieranie sztuki wygląda u nas w wielu przypadkach mizernie. Ludzie biznesu i polityki chętnie obserwują poczynania miejscowej bohemy, ale wciąż z lekkim przymrużeniem oka. Nie doceniamy własnego artystycznego środowiska, a ono zdecydowanie na to w pełni zasługuje. Głośnym ostatnio projektem, które ma pomóc w wypromowaniu Polski na kulturalne centrum Europy, jest Dom Kereta. Celem Fundacji Polskiej Sztuki Nowoczesnej jest wspieranie kultury, zaś Dom Kereta ma służyć za platformę intelektualną polskich i zagranicznych artystów jak Keret czy Murakami. Nie musimy biernie zazdrościć Anglikom czy Francuzom, podziwiając Tate Modern w Londynie czy paryski Centre Pompidou. Musimy tylko pamiętać, że sztuka, by zachwycać, musi stać na piedestale, a żeby to osiągnąć, powinniśmy wspierać ją w każdy możliwy sposób. Wszyscy wiemy, jak wyglądają niedofinansowane projekty. Film zrobiony z okrojonego budżetu na pewno nie zachwyci. Współorganizatorzy wynudzą się za to na premierze własnej produkcji i już nigdy nie zaangażują się w podobny projekt. Budżet instytucji kulturalnych opiera się głównie na dotacjach, a nie na własnych dochodach. Dlatego zorganizowanie projektu na skalę Domu Kereta nie byłoby możliwe bez zewnętrznego wsparcia.
Polacy są najmniej pomocnym narodem Unii Europejskiej
Statystyki są bardzo obiecujące - z roku na rok liczba kancelarii zaangażowanych w działalność pro bono rośnie. Niestety, wciąż w porównaniu z zagranicą wypadamy niekorzystnie. Według badań CBOS w wolontariat angażuje się tylko 9 proc. Polaków. Jest to najgorszy wynik w Unii Europejskiej, daleko za Holandią - 57 proc., Danią - 43 proc. czy Finlandią - 39 proc. Idea bezinteresownej pomocy jest też zakorzeniona w kulturze anglosaskiej. American Bar Association jako jedno z zaleceń etycznych wymienia poświęcenie co najmniej 50 godzin rocznie na usługi pro bono. W zasadzie nie trzeba nawet patrzeć na statystyki, żeby wiedzieć, że porównywanie się z europejskim liderem wolontariatu - Wielką Brytanią - nie ma żadnego sensu. Oczywiście wiąże się to z produktem krajowym brutto, więc jak zwykle chodzi o pieniądze. Jeżeli nie ma się zbyt wiele czasu, ciężko jest pomóc innym. I tu dochodzimy do sprawy drugiej - społecznej mentalności, na którą nawet dobra koniunktura gospodarcza nie ma zbyt dużego wpływu. Polacy muszą najpierw zadbać o siebie, czuć się komfortowo i dopiero po tym zaczynają myśleć o innych. Nie jest to oczywiście reguła, jednak taka jest społeczna tendencja - po prostu nie mamy zakorzenionego etosu pomocy. W latach 90. mało kto myślał o pro bono, co najwyżej zagraniczne korporacje. To w zasadzie one przyniosły do nas społeczne zaangażowanie i wolontariat pracowniczy, który zaczął być modny na Zachodzie w latach 70. Powoli zmierzamy w tym kierunku, ale jeszcze nie prędko dogonimy czołówkę.
Kultura jako nośnik subtelnej informacji
Cieszą mnie statystyki pokazujące, ile firm zaczyna angażować się we wspieranie kultury. Potrzeba istnieje bez dwóch zdań. Z marketingowego punktu widzenia sztuka jest w tym wypadku świetną inwestycją. Jest subtelnym nośnikiem informacji, a przy okazji angażującym zmysły poznawcze. Związanie kancelarii z wielkimi instytucjami kultury lub przedsięwzięciami kulturalnymi działa podobnie jak związanie z wielkimi klientami lub przedsięwzięciami gospodarczymi. Będą one wpływały na jej postrzeganie i prestiż. Współpraca kancelarii z instytucją kulturalną cieszącą się zasłużoną renomą tak jak np. Muzeum Narodowe oprócz możliwości budowania wizerunku firmy daje również sposobność uczestnictwa w imprezach zamkniętych organizowanych przez daną instytucję czy poznawanie związanych z nią wyjątkowych osób.
Wspólne przedsięwzięcie ułatwia budowę wzajemnego szacunku
Zamiarem wszystkich specjalistów od marketingu jest bezpośrednie przełożenie działań wizerunkowych na prowadzony biznes. Nie jest to zadanie łatwe, ale najlepiej się sprawdza, gdy klienci również wspierają daną inicjatywę. Wtedy działania pro bono mają bezpośredni i namacalny wpływ na wzajemną relację. Widzimy, że nasze firmy mają zbliżone priorytety, że działamy w imię wspólnego etosu. Angażując się w tę samą sprawę, nie tylko lepiej się poznajemy i zacieśniamy kontakty, ale przede wszystkim budujemy wzajemny szacunek. A to jest rzecz bezcenna, zarówno w wymiarze biznesowym, jak i ogólnoludzkim.
@RY1@i02/2013/006/i02.2013.006.070000800.802.jpg@RY2@
Paweł Pietkiewicz, partner zarządzający biura White & Case w Warszawie
Paweł Pietkiewicz
partner zarządzający biura White & Case w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu